2 maja 2018, czwarta rano, Bydgoszcz / Katarzyna Fląt

Siedzę przy kawiarni na Starym Mieście, popijając whisky i próbując wypłukać nią brak snu tej nocy. Ze schodków przy kawiarni mam bardzo dobry widok na panoramę miasta. Obok mnie siedzi Bury, jak zawsze w jednej pozycji z podkulonymi łapami, pokazując tym samym, że kiedyś jako mały szczeniak stracił ogon. Nikt nie wie w jakich okolicznościach, bo Bury był takim samym włóczykijem, jak ja. Krzątał się po Bydgoszczy, zaglądał w różne zakamarki, aż spotkaliśmy siebie nawzajem i uznaliśmy, że jesteśmy idealną parą. Dlatego codziennie towarzyszy mi, kiedy próbuje zarobić jakieś pieniądze, grając przed Pomnikiem Walki i Męczeństwa Ziemi Bydgoskiej. Jeszcze tu stoi, bo ostatnio w gazecie znalezionej na ulicy, coś wspominali, że chcą ten pomnik zburzyć a w jego miejsce wstawić nowoczesną fontannę.

Jak na czwartą rano na ulicach Bydgoszczy był spory ruch. Niektórzy ludzie już o tej godzinie wychodzili do pracy, popijając w termosach kawę, inni dopiero wracali do domu z pracy lub z towarzyskich spotkań, wspomaganych alkoholem. Moją uwagę przyciągnęła dziewczyna w krótkiej sukience i niebieskim sweterku, która krzątała się po placu za bardzo nie wiedząc w którą stronę iść.

– Pomóc ci? – zapytałem

– Ee….. – wydała dziwny dźwięk. – Chyba nie możesz mi pomóc – powiedziała w końcu.

– Znam to miasto jak własną kieszeń, jeśli się zgubiłaś to trafiłaś na właściwą osobę – powiedziałem z dumą.

– No dobrze. Byłam tutaj dwa lata temu ostatni raz i mam wrażenie, że wszystko się pozmieniało. Wyremontowane ulice, nowe tramwaje, takie podobne, jak w Warszawie. Co więcej byłam wtedy na ulicy Krętej i właśnie tej ulicy szukam…. Obeszłam już chyba wszystkie uliczki w pobliżu Starego Miasta i ani śladu tej ulicy.

– Trafne spostrzeżenie. Bo ulicy Krętej już nie ma. Dwa lata to bardzo dużo czasu na zmiany, zwłaszcza dla miasta. A kto ma to lepiej wiedzieć niż taki włóczykij, jak ja. Bydgoszcz bardzo się zmieniła. Ulicy nie ma, bo ją całą wyburzyli i chcą tam nowe bloki mieszkalne postawić.

– Ale jak to wyburzyli? Coś tam bardzo ważnego zostawiłam i już nie odzyskam – powiedziała dziewczyna ze smutkiem w głosie i aż przysiadła.

– Chodź, pospacerujemy trochę i pokażę Ci, co przez te dwa lata się zmieniło.

Ruszyliśmy w kierunku centrum miasta. Na zegarku dochodziła 5.30. Na ulicach pojawiły się nowoczesne tramwaje o których zdążyła wspomnieć dziewczyna i robotnicy, którzy szykowali się by wybudować nowe bloki mieszkalne. Szliśmy wolnym krokiem, milcząc i patrząc na najnowsze bilbordy reklamujące miasto „Bydgoszcz, wodne miasto wita” albo „Nie bądź piernik, zajedź do Bydgoszczy”. I co więcej chyba te chwyty reklamowe działały, bo pojawiało się coraz więcej turystów. Nie tylko zwiedzali bydgoskie katedry i spichlerze, ale też dużą popularnością cieszyły się zapomniane dotąd muzea. Ludzie chcieli dowiedzieć się czegoś więcej o tym mieście a już zwłaszcza zainteresowani byli dniami sportu wodnych, jakie były organizowane od roku w okresie wakacyjnym. Znaleźliśmy się w końcu nad Brdą, podziwiając rzeźbę linoskoczka, który od 2004 roku nadal utrzymał swoją pozycję.

– Pięknie tu – powiedziała dziewczyna. – Dużo budynków jest odnowionych, nowe kawiarnie, nowe miejsca do zwiedzania, widać, że miasto zaczęło mocniej tętnić życiem.

– Masz rację. Wystarczyły dwa lata, żeby Bydgoszcz dzięki kilku spotom reklamowym i renowacji budynków, zjednała sobie fanów z całej Polski. Naprawdę przyjeżdża to teraz dużo osób. A dla mnie to w sam raz, bo przynajmniej, jak gram to i monety ma mi kto wrzucać – odpowiedziałem.

Stanęliśmy na ulicy Mostowej podziwiając widoki miasta, które nie musiało budzić się do życia. Żyło całą dobę.

– A co właściwie zostawiłaś na Krętej? – zapytałem nie patrząc na dziewczynę.

– Kawałek swojego serca. Wyprowadziliśmy się stamtąd dawno temu a dwa lata temu, kiedy tu byłam, stwierdziłam, że zdążę zabrać swoje pamiątki, ale nie zdążyłam. To już nie ma znaczenia, skoro miasto ruszyło z duchem czasu, też to muszę zrobić. Chyba w moim życiu przyszedł czas na mały remont.

Bury znów położył się obok nas z łapami w górze.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *