Jeden z największych komplementów dla człowieka, który żyje pełną piersią, brzmi „aleś odważny!”.
Kolumb nie odkryłby Ameryki, gdyby nie wypłynął z portu. St
éphanie Tatin nie upiekłaby pierwszej tarty Tatin, gdyby nie odważyła się na mały eksperyment w kuchni.
Nie znalibyśmy świata, w którym żyjemy na co dzień, gdyby nie ludzie, którzy się nie bali. Nie bali się ryzyka, nie bali się wyśmiania, nie bali się porażki, niepowodzenia, żalu czy utraty pieniędzy. Ludzie, którym wciąż było za mało, nie godzili się na zastany porządek rzeczy, na miałkość, powtarzalność i bezczynność.

Jagna ma dwadzieścia lat. Mieszka w górach z narzeczonym, muzykiem. Rano po wstaniu z łóżka Jagna ćwiczy. Później bierze długą kąpiel, naciera skórę olejkami. Przygotowuje śniadanie dla obojga. Zapiekane jabłka, kasza gryczana z miodem i bakaliami, smażona soczewica z dynią. Wspólnie zasiadają do stołu i relacjonują plany na resztę dnia. Narzeczony pracuje i po południu idzie do swojego studia w piwnicy, gdzie tworzy muzykę do filmów animowanych. Jagna, gdy słońce jest w zenicie, ubiera się wygodnie i elegancko i jedzie do kościoła. Fotografuje śluby. Niekiedy fotografuje przygotowania, zawsze zostaje na weselu. Uwiecznia miłość, tę prawdziwą (swoich klientów poddaje ostrej selekcji), łapie momenty skupienia, zachwytu, oddania i zabawy. Do domu wraca późno po północy. Jest samoukiem, do wszystkiego doszła sama. Nie aplikowała na studia, wybrała wolność i marzenia. Podobnie jak jej narzeczony, który nie odnalazł się na uniwersytecie.

Kolejnego dnia rano Jagna wkłada zarobione pieniądze do drewnianej szkatułki. W środku leży zwinięta na czworo karteluszka z napisem „dom”. Raz w miesiącu muzyk dorzuca tam swoje zielone papierki.
Góry to tylko stan przejściowy, docelowo – marzy im się duży van, którym zjadą cały świat. Narzeczeni znają się od czterech lat, mieszkali już w Pradze i w Kopenhadze, podróżowali po wschodniej Europie, parę razy zawitali do Azji.
Za każdym razem, gdy Jagna wraca do Polski, odwiedza swoich rodziców. Mama częstuje ją naleśnikami z twarogiem i klepie po ramieniu.
– Dobra robota córeczko, łap marzenia. Każde jedno. I nigdy się nie poddawaj – mówi.

– Jestem z ciebie dumny, Jagiełko, zrobiłaś krok, na który ja nigdy nie byłem gotów. Pokazałaś, że można żyć inaczej. I, cholero mało, zazdroszczę ci odwagi i wiary – dodaje tata.

Jagna opuszcza dom rodzinny z poczuciem spełnienia. W drodze w góry mija sąsiadów. On krzyczy na dziecko, ona ogląda telewizję. Dni przelatują im przez palce, nie mają określonego celu. Niby coś robią, niby dokądś zmierzają, ale tak naprawdę najbardziej zdecydowany jest ich pięcioletni syn, który właśnie płaczem wymusza cukierka.

A narzeczeni chwytają byka za rogi, nie umieją stać w miejscu. Gdy nie podróżują – pieką, tworzą muzykę, kochają się, odwiedzają pchle targi przy granicy z Ukrainą. Żyją do utraty tchu, pełną piersią. Nie muszą prosić o zgodę, bo sami sobie są panami.

Jagna uśmiecha się do siebie. Skoro rodzice są z niej dumni, to znaczy, że jest na dobrej drodze. Nie czeka na odpowiedni moment, nie boi się podjąć ryzykownych decyzji. Jest pomysł – jest działanie. I nie ma zmiłuj.

Otwiera drzwi do domu, wita się z narzeczonym. Kolację jedzą przy świecach, pizzę z pobliskiej pizzeri. Śmieją się z minionego tygodnia, łapią się za ręce. Przytuleni zasypiają pod puchową kołdrą. A rano znowu wita ich słońce.

Kilka słów o autorze: Zosia Lenczewska-Samotyj:

Młoda kobieta żądna świata i przygód. Nie umie usiedzieć w miejscu, a jej największą pasją są podróże – najlepiej samotne, za jedynych towarzyszy mając optymizm, notes i aparat. W blogosferze obecna od blisko trzech lat, od zimy ’16 poważnie myśli, co tu zrobić, by z pasji do pisania żyć. Łapie każdą chwilę, nie pozwalając sobie na lenistwo, a co ma zrobić jutro, robi dziś. Taka sobie współczesna hipiska z wytatuowanym ciałem”.

Odwiedź Zosię na jej blogu: https://przezzycieinaczej.wordpress.com/


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *