Patrycja Kuliś „Niby Nic, a jednak Coś”

   W ciszy pakowałam rzeczy. Jedyne, o czym myślałam to to, żeby ubrania włożyć do czarnej walizki, a książki do brązowych kartonów. Działałam jak na autopilocie. Gdybym choć przez chwilę zastanowiła się, co teraz, skończyłabym w łazience, płacząc i krzycząc.

– Już? – zapytała moja ciocia, uchylając drzwi i lustrując mnie wzrokiem.

– Wydaje mi się, że tak.

   Rozejrzałam się dookoła. Półki i szafa świeciły pustkami. Zdjęcia oraz plakaty, które wcześniej zdobiły moje żółte ściany, również zniknęły.

– To dobrze – odparła. Posłała mi blady uśmiech, którego nie odwzajemniłam. – Wujek Marek za chwilę przyjdzie i zabierze je do samochodu.

   Czekała, aż coś odpowiem, ale niestety, nie doczekała się. Bez słowa minęłam ją w drzwiach i zbiegłam po schodach na dół.

  Łzy same cisnęły mi się do oczu, gdy dotarło do mnie, że moje dawne życie przepadło. Czułam nieprzyjemny ucisk w żołądku, kiedy próbowałam sobie wyobrazić, jak to wszystko będzie teraz wyglądało.

– Różo – usłyszałam za plecami głos wujka. – Wiem, że jest ci ciężko, ale musisz wziąć się w garść.

Odwróciłam się i zgromiłam go spojrzeniem.

– Jest mi ciężko? – Roześmiałam się z goryczą. – Osiem dni temu straciłam oboje rodziców. Muszę opuścić dom i przeprowadzić się do was. Mam się wziąć w garść?! – prawie krzyczałam. – Jak?! Zabrano mi wszystko, co kochałam! Nie można ot tak przejść nad tym do porządku dziennego!

– Przepraszam… – powiedział. – Nie chciałem, żebyś…

– Przestań – powstrzymałam go. – Idę do samochodu.

   Kiedy znalazłam się na zewnątrz, poczułam się o niebo lepiej. Łapczywie wciągałam ciepłe, sierpniowe powietrze. Nie rozpłaczę się – powtarzałam sobie. – Nie teraz, i nie tu.

   Wskoczyłam do auta i mocno zacisnęłam powieki. Nie potrafiłam dłużej powstrzymywać myśli, które zaczęły zalewać mój umysł. Próbowałam zapomnieć o tamtym dniu, ale im bardziej tego chciałam, tym trudniejsze się to stawało.

   Rodzice mieli obchodzić dwudziestą rocznicę ślubu. Tata zarezerwował stolik w najlepszej restauracji w całym mieście. Mama była przeszczęśliwa. Punkt osiemnasta pożegnali się ze mną, a ja życzyłam im udanego wieczoru. Teraz nawet nie wiem, czy był udany… Nie miałam szansy ich o to zapytać. Po dwudziestej ktoś zaczął dobijać się do drzwi. Otworzyłam je i ujrzałam dwóch funkcjonariuszy policji. Obwieścili głosami pełnymi współczucia, że moi rodzice nie żyją. Zginęli w wypadku samochodowym.

   O takich rzeczach słyszy się wszędzie. Codziennie tysiące dzieci traci swoich rodzicieli, bo jakiś pijany kierowca, postanowił wsiąść za kółko. Wiedziałam o tym, ale nie przypuszczałam, że spotka to właśnie MNIE.

   Resztę dnia pamiętam jak przez mgłę. Czułam się tak, jakbym była w jakiejś bańce. Nic do mnie nie docierało. Jedyne, czego chciałam, to świętego spokoju. Strata to coś niewyobrażalnego. Zaczyna się od czegoś drobnego – śmierci psa, chomika, kota… Dziecko wie, że jego zwierzątko odeszło i już nie powróci. Jednak w głębi duszy wierzy, że trafiło do jakiegoś pięknego miejsca, gdzie nie ma cierpienia i smutku. Kiedy traci się ludzi, którzy sprawili, że istniejesz, jest inaczej. Nie chcesz myśleć, gdzie teraz są. Chcesz tylko, aby już wrócili. A gdy dociera do ciebie, że to niewykonalne, wszystko traci barwy i staje się szare.

   Moje myśli tak mnie pochłonęły, że nawet nie zauważyłam, kiedy ruszyliśmy w drogę. Zarówno wujek, jak i ciocia nie patrzyli na mnie. Ich spojrzenia utkwione były w krajobraz rozciągający się przed nami. Wiedziałam, że ich ranię. Nie potrafiłam jednak przestać, bo najpierw ktoś zranił mnie, a ja wciąż nie mogłam się z tym pogodzić.

   Wujek Marek po trzydziestu minutach jazdy, zatrzymał się na podjeździe domu, w którym od teraz miałam mieszkać z nimi i ich osiemnastoletnią córką, a moją kuzynką. Wyszłam z auta i ruszyłam do drzwi wejściowych. Chciałam jak najszybciej rzucić się na łóżko i pozwolić długo wstrzymywanym łzom w końcu popłynąć.

   W salonie zastałam Maję – moją kuzynkę, która oglądała jakiś film ze swoim chłopakiem Kacprem. Kiedyś nawet przez myśl by mi nie przeszło, żeby czegokolwiek jej zazdrościć, jednak teraz byłam zazdrosna o wszystko, bo miała coś, o czym ja obecnie mogłam jedynie pomarzyć.

– Róża! – wykrzyknęła radośnie, gdy tylko mnie zobaczyła. Aż się wzdrygnęłam, słysząc entuzjazm w jej głosie. – Dobrze, że już wróciliście! Może dołączysz do nas? – zapytała, wskazując na kanapę.

   Od tygodnia zadawała to samo pytanie, a moja odpowiedź pozostawała niezmieniona.

– Nie – odparłam stanowczo. Uśmiech na jej twarzy przygasł. – Pójdę się położyć.

   Nie czekając na jej kolejne słowa, zaczęłam wdrapywać się po schodach na drugie piętro. Kiedyś uwielbiałam Maję. Byłyśmy jak dwie najlepsze przyjaciółki, nie mające przed sobą żadnych sekretów. Wiedziałam, że to głupie, ale odkąd straciłam rodziców, nienawidziłam jej. Ona miała wszystko: kochających rodziców, przystojnego chłopaka i idealne życie. A ja? Ja nie miałam nic.

  Tak jak sobie wcześniej postanowiłam, rzuciłam się na łóżko i rozpłakałam. Słone łzy ciekły mi po policzkach, po czym spadały na świeżo wypraną pościel, pozostawiając na niej ślady mojego cierpienia. To był mój codzienny rytuał. Bez niego całkowicie zatraciłabym się w żałobie, albo co gorsza, zwariowałabym i wylądowała w psychiatryku, gdzie zostałabym na zawsze , bo nikt by nie przyszedł i się o mnie nie upomniał.

   Dochodziła dwudziesta, a ja wciąż leżałam na łóżku w „swoim” pokoju i tonęłam w smutku. Ciocia kilka razy przychodziła z prośbą, abym zeszła na kolację. Odmawiałam. Mój żołądek od ośmiu dni był jednym wielkim supłem. Wiedziałam, że wszyscy w tym domu się o mnie martwili, ale nie umiałam być im za to wdzięczna. Trafiłam tu, bo nikt z dalszej rodziny mnie nie chciał. Czułam się jak przybłęda, która wszystkim zawadza. Kiedy nad tym myślałam, gdzieś wewnątrz zaczynałam odczuwać potrzebę, żeby to wszystko zakończyć. Wtedy jednak przypominałam sobie słowa mamy: „Bądź silna, nieważne, co się wydarzy”. I tego się trzymałam.

   Już prawie zasypiałam, kiedy usłyszałam cichutkie pukanie do drzwi.

– Proszę – odparłam nieco zaspanym głosem. Ku mojemu zdziwieniu, do pokoju weszła Maja.

– Możemy pogadać? – Powiedziała to takim tonem, że nie umiałam jej odmówić.

– Dobrze.

   Podeszła do mnie i usiadła na brzegu łóżka. Wyglądała na przygnębioną. Czy to przeze mnie?

– Wiem, że jest ci trudno… – Już miałam jej przerwać, ale uciszyła mnie gestem dłoni. Natychmiast zamknęłam usta. – Naprawdę to rozumiem. Straciłaś rodziców, których kochałaś, ale na Boga, przestań się tak zachowywać!

   Poczułam nieprzyjemną suchość w ustach. Przez chwilę byłam w totalnym szoku.

– To znaczy jak? – zapytałam, z trudem wytrzymując jej spojrzenie.

   Westchnęła.

– Tak jakbyś nienawidziła wszystkiego i wszystkich. Byłyśmy kiedyś nierozłączne, a ty traktujesz mnie teraz jak swojego największego wroga.

– Zostałam z niczym, rozumiesz?! – wybuchłam. – Ty masz wszystko: rodziców, którzy żyją, wspaniałego chłopaka, dom, z którego nie musisz się wyprowadzać!

   Maja patrzyła na mnie jakby nic do niej nie dotarło. Kilka razy zamrugała i dopiero wtedy otworzyła usta.

– Poczekaj… Ty naprawdę myślisz, że nic nie masz? Tak, straciłaś rodziców, ale też Coś zyskałaś.

– Niby co?

– Nas. Mnie, mojego tatę, moją mamę. Tak bardzo się cieszyłam, że z nami zamieszkasz, że odstąpiłam ci mój pokój i przeniosłam się do gościnnego. Nie chcę, żebyś była za to wdzięczna, ale chcę, żebyś w końcu przejrzała na oczy. Oto twoje Nic. Moi rodzice kochają cię jak córkę. Znoszą twoje humory, a ty wciąż uważasz, że to Nic. Może to nic, ale Nic, które ma naprawdę ogromną wartość.

   Nie patrząc na mnie, podniosła się z łóżka i wyszła. Zostawiła mnie z gonitwą myśli w głowie. Kiedy jej słowa w końcu dotarły do mojego mózgu, poczułam się okropnie. A skoro ja się tak czułam, to jak czuli się ludzie, którzy mnie do siebie przygarnęli. Okazali mi swoje dobre serce, po czym ja wyrwałam je i zdeptałam, a potem odeszłam jakby nic się nie stało. Moje Nic, po rozmowie z Mają, stało się Czymś. Może źle na to patrzyłam. Zostałam sierotą, ale gdyby nie wujek i ciocia, byłabym sierotą z domu dziecka. Tam nikt by mnie nie kochał.

   Przeleżałam całą noc, zastanawiając się nad tym, co usłyszałam od mojej kuzynki. Byłam głupia – to nie ulegało wątpliwości – ale teraz miałam szansę, aby to naprawić. Punkt ósma ubrałam się i zeszłam do jadalni. Bałam się tej rozmowy. Byłam pewna, że serce za chwilę wyskoczy mi z piersi.

   Cała trójka siedziała przy stole i jadła śniadanie. Kiedy podłoga pod moimi stopami zaskrzypiała, odwrócili się. Wyglądali na zdziwionych. Gdy posłałam im ciepły uśmiech, ciocia upuściła łyżeczkę. Uśmiechnęłam się pierwszy raz od pogrzebu. Zdążyłam już zapomnieć, jakie to przyjemne.

– Różo, wszystko w porządku? – zapytał niepewnie wujek, wciąż badawczo mi się przyglądając.

– Tak, ale… chcę was wszystkich przeprosić.

– Skarbie… – odezwała się ciocia. – Nie musisz nas za nic przepraszać. My to wszystko rozumiemy…

– No i właśnie dlatego powinnam to zrobić już dawno. Do wczoraj byłam pewna, że nie mam nic. – Spojrzałam na Maję, która nie przestawała się uśmiechać. – Zapomniałam tylko o tym, że czasami Nic ma naprawdę ogromną wartość. Gdyby nie wy, byłabym kompletnie sama. Jestem wam za to strasznie wdzięczna i… kocham was. Przepraszam, że byłam taką zołzą.

   Podeszłam do każdego z osobna i mocno wyściskałam. Przy Mai się jednak zatrzymałam.

– Gdyby nie ty, nadal byłabym tą samą Różą, co wczoraj. Uświadomiłaś mi coś ważnego – że Nic czasem potrafi być Czymś.

– Od tego ma się przyjaciół, prawda?

– Prawda – odparłam i zajęłam miejsce obok niej.

   To był pierwszy raz od ośmiu dni, kiedy jedliśmy razem. Jak prawdziwa rodzina.

Kilka słów od autora: Patrycji Kuliś

Przygodę z pisaniem zaczęłam już w czwartej klasie szkoły podstawowej. Byłam wtedy zagorzałą fanką polskich seriali, więc oglądałam je z wypiekami na twarzy. Kiedy któryś z odcinków mi się nie podobał, układałam do niego własny scenariusz, co z czasem dawało całkiem nową historię.

Wszystko, co pisałam, lądowało w szufladzie. Dopiero niedawno wpadłam na pomysł, żeby założyć bloga, gdzie umieszczam swoje prace:

http://bezczytanianiemamarzen.blox.pl/html

W wolnym czasie oprócz pisania, dużo czytam. Przeważnie są to książki fantasy, bo takie kocham najbardziej


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *