Zosia LS, aparat, flamingi i kobiety 
 
Zosia ma dwadzieścia lat.  
Dwadzieścia siedem tatuaży, łysą głowę i piwne oczy.  
Ma dwie pary butów i dwie kurtki.  
Trzysta trzydzieści dziewięć marzeń. Na minutę.  
Nosi luźne sprane jeansy i koronkowe staniki (o ile w ogóle). 
Pięknie pisze i robi fenomenalne zdjęcia.  
W ciągu roku sfotografowała blisko 150 kobiet.  
Kocha róż, flamingi, a nade wszystko ceni sobie wolność.  
 
Mimo że się nie maluje, ma króciutko spiłowane paznokcie saute i lata w luźnych kieckach, czuje się szalenie, prawdziwie kobieca. Czuje się ze sobą dobrze, swobodnie i kocha siebie. Traktuje siebie jak przyjaciela, który z akceptacją i ciepłą sympatią spogląda na ciało.  
Skupia się na tym, by być dobrym człowiekiem, by żyć w zgodzie ze swoim sercem.  
Wie, że nie wygląd jest najważniejszy, a to, co w środku, to, co sobą reprezentujemy.  
Daje światu wiarę w marzenia, uśmiech, naukę samomiłości.
Fotografuje po to, by przełamywać stereotypy, by walczyć ze złym samomyśleniem. Przed swój obiektyw porywa dziewczyny, które nie mają nic wspólnego z fotografią ani modelingiem. Zdjęć nie retuszuje i nie ingeruje w wygląd bohaterki. Ma być prawdziwie, po ludzku, bez nadmiernej obróbki i zakompleksienia.  
 
Zosia to zodiakalny bliźniak i zreinkarnowany flaming.  
Fotografuję duszę, autentyczność, naturalne piękno i emocje. Portrety, akty, śluby i tatuaże. Jest szczerze, po ludzku, bez zadęcia, za to z pasją – przeogromną. 
 
 
© Wszystkie zdjęcia oraz teksty, chyba, że zaznaczono inaczej, są własnością fotografki – Zosi LS. Zabrania się kopiowania w całości bądź fragmentach bez zgody autorki. 

 


Po co to wszystko?
Po to, by kobiety nauczyły się myśleć dobrze o sobie samych; zrozumiały, że są piękne i wspaniałe. By patrzyły na siebie z miłością i akceptacją. By widziały to, co dobre, a nie zawsze to, co złe. By uwierzyły w siebie. By były dla siebie dobre i wyrozumiałe. By pokochały swoje ciało i swój wygląd.
Po to, by przekonać dziewczyny do aparatu, oswoić je z nim, ukruszyć lęk przed zdjęciami. Zabrać na spacer, który jest jednocześnie – a może przede wszystkim – wyjściem z ciasnej, dusznej strefy komfortu. By pokazać, że aparat nie gryzie, a zdjęcia to nic złego.
Po to, by odczarowywać złe myślenie. Kobiet – o swoim własnym ciele. Społeczeństwa – o nagim ciele. Ludzi – o ciele z tatuażami. By przekonywać, że ciało jest piękne, że jest czymś naturalnym i wartym uwagi i miłości. By zerwać ze stereotypem, że tatuaże to coś złego. By w aktach oddać to, co najwspanialsze, a jednocześnie – najbardziej tępione.
Po to, by zmieniać na lepsze. Kobiety, myślenie, zdjęcia, ciało i życie.

 


DSC04694_DxO


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *