Rocznicowe rozważania
(Z okazji 60. rocznicy utworzenia Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki)

   Początkowo zamierzałem, rozmyślając o kolejnej (już sześćdziesiątej) rocznicy tego ważnego na mapie kulturalnej Gdańska, a w pewnym zakresie i Polski, stowarzyszenia, wspomnieć tylko o moich z nim związkach. Nie sposób jednak uniknąć i ogólnych refleksji, nie sposób nie cofnąć się w czasie. Wszak moje związki z Gdańskim Stowarzyszeniem Przyjaciół Sztuki (GTPS-em) zaczęły się dopiero w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, a Towarzystwo to powstało już w 1958 roku.
Wydawałoby się, że bardzo dawno. Napisałem „już”, a może odpowiedniejszym byłoby tu słowo dopiero. Aż kilkunastu lat potrzebnych było na to, by po ostatniej wojnie społeczeństwo polskie mogło rozpocząć odbudowywanie swych wcześniejszych, przedwojennych struktur. Twórcy założyciele GTPS-u odwoływali się do istniejącego w Wolnym Mieście Gdańsku przed wojną Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauki i Sztuki. Po straszliwych latach stalinizmu i „przewrocie” 56 roku wreszcie nadszedł czas, by grupy entuzjastów mogły w miarę niezależnie tworzyć instytucje pozarządowe, w których twórcy z różnych dziedzin mogliby znaleźć pomoc w realizacji swych zamysłów. Obok GTPS-u powstało m.in. Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk. Instytucje pozarządowe są ważnym elementem służącym do rozwoju społeczeństw. Powstające w tamtym okresie w Polsce instytucje społeczne były częściowo kalekie, podlegały kontroli i indoktrynacji ówczesnej dyktatury, ale mimo to, to właśnie one umożliwiały nieco swobodniejszy rozwój myśli, umożliwiały przyszłe zmiany.
   Początkowo siedziba GTPS-u mieściła się przy ulicy Długiej, na ostatnim piętrze nad kinem Leningrad. Niżej była jeszcze kawiarnia „Kameralna” i na drugim piętrze kino o tej samej nazwie. Pamiętam swoją pierwszą wizytę w GTPS-ie właśnie w tym miejscu chyba w 1974, może 1975 roku. Pamiętam rozstawione jak w klubie stoliki i wiele obrazów na ścianach i stojących przed wychodzącymi na ulicę Długa oknami.
   Mój ściślejszy związek z GTPS-em rozpoczął się w 1976 roku, czyli 42 lata temu, osiemnaście lat od założenia tego zaszczytnego Stowarzyszenia. Nie pamiętam już, w jaki sposób trafiłem na Walne Zgromadzenie Członków, które odbywało się wówczas w Białej Sali Ratusza Głównomiejskiego. Wówczas to do Sądu Koleżeńskiego zgłosił mnie nieco starszy ode mnie mój sąsiad, Jurek Hajdul, działający w GTPS-ie w sekcji fotografii. O dziwo zostałem wybrany. Patrząc na szacowne grono członków, odczuwałem swego rodzaju dumę, ale i zażenowanie. Czy dorosłem już do tej roli, wszak dopiero kończyłem studia, mój dorobek społeczny był wówczas prawie żaden? Na szczęście w czasie tej kadencji nie było żadnej sprawy, a o ile pamiętam i w innych, sądy koleżeńskie miały niewiele pracy. Trzy lata później zostałem wybrany na zastępcę Członka Zarządu. Funkcja zastępcy, zapisana w ówczesnym statucie, istniała po to, by w razie rezygnacji, lub odejścia z innych powodów jakiegoś Członka Zarządu można było uzupełnić Zarząd do wymaganej liczby członków bez konieczności zwoływania kolejnego Walnego Zgromadzenia. Rzeczywiście, w tej kadencji wszedłem również po raz pierwszy do Zarządu. Później wybierany byłem do niego jeszcze trzykrotnie. To zresztą kwestie drugorzędne, piszę tu o tym tylko, dlatego, by wykazać, że pełniąc w Stowarzyszeniu funkcje organizacyjne miałem możność śledzić działalność GTPS-u z bliska.
   Te nieco ponad czterdzieści lat było czasem burzliwym. Sierpień 80. roku, Stan Wojenny, wreszcie rok 1989. Czas odchodzenia od dyktatury i przechodzenia do demokracji. Należy jednak dodać, odchodzenia od dyktatury, ale już łagodnej. Po odwilżach 1956, 1970 roku. Wielu historyków, a i publicystów, nie uwzględnia tego faktu. Moje pokolenie wchodziło w dorosłe życie już w czasie tzw. „odwilży gierkowskiej”, znacznego zelżenia cenzury, często nawet nieświadome istniejących powiązań i uzależnień.
   To w drugiej połowie lat siedemdziesiątych stawiałem pierwsze kroki jako pisarz i publicysta. Pamiętam jak wiele problemów musiałem wówczas pokonać, by móc publicznie zaistnieć. Dziś trudno pojąć, że może być powszechnie niedostępnym papier potrzebny do wydrukowania książki, że z każdym nawet najdrobniejszym opowiadaniem trzeba było biec do cenzury i opublikować je można było tylko za jej zgodą. Niektórzy mówili później, że można było pisać do szuflady. Gdy nastąpił czas pełniejszej wolności szuflady okazały się puste. Widać nie można było. Twórca potrzebuje kontaktu z odbiorcą. Swe dwa pierwsze arkusze literackie wydałem w Warsztacie Literackim LINIA prowadzonym przez Eugeniusza Kuppera, który wspierał się w swych działaniach o KSW „ŻAK” i właśnie GTPS. To właśnie przez Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuki mogłem prowadzić do dystrybucji mój pierwszy zbiór opowiadań „Gipsowe Głowy”. Książek wydawano wówczas niewiele, a i wpływ GTPS-u był widać ważny, skoro mój tomik sprzedał się prawie w całości. Pamiętam, że zarobiłem wówczas 4 tysiące złotych, które przeznaczyłem w na działalność GTPS. Z pieniędzy tych postanowiliśmy zainaugurować serię wydawniczą tomików poezji, nawiązującą do podobnej, wydawanej wcześniej przez Grzegorza Borosa w PWSSP (obecnie Akademii Sztuk Pięknych). Serii, której istota opierała się na współpracy artystów plastyków i poetów. Powstał wówczas wspaniale wydany tomik Anny Bołt i dwa inne, równie bogate edytorsko tomiki. Niestety, później inicjatywa ta upadła, choć GTPS wydał wiele innych tomików poezji, albumów i innych książek. W ramach działalności wydawniczej GTPS-u wydałem jeszcze kolejny zbiór opowiadań „Odejście i inne opowiadania” oraz moją pierwszą powieść „Poszukiwania wśród szarości”, która później uzyskała nagrodę GTPS-u.
   Inną płaszczyzną mojej współpracy z GTPS-em była działalność popularnonaukowa. Na przełomie 1979/1980 roku, będąc wówczas wiceprezesem KSW „ŻAK” wspólnie z GTPS-em zorganizowałem kilkudniową sesję naukową „Recepcja psychoanalizy w kulturze i sztuce XX wieku”. Brali w niej udział mim. Prof. Andrzej Wierciński i Jerzy Prokopiuk (znany tłumacz dzieł Junga), a z Gdańska prof. Jan Tuczyński. Polska była już wówczas otwarta na świat, choć dostęp do pewnych dzieł był wciąż jeszcze ograniczony. Pamiętam, że ilustrujące ową sesję filmy musiałem przywozić, znów za zgodą odpowiednich czynników, osobiście z Filmoteki w Warszawie. Filmy pokazaliśmy w kinie ŻAK, panele dyskusyjne odbywały się w Galerii GTPS-u.
   Kolejna duża sesja miała już miejsce w tzw. „wolnej Polsce” w 1997 roku. Tym razem postanowiłem włączyć się w obchody 1000 lecia powstania Gdańska i zorganizować sesję na temat „Miejsca Gdańska w procesie powstawania narodowego państwa polskiego”. Sesja ta powstała w dużej mierze dzięki wsparciu GTPS-u, w którym odbywały się imprezy towarzyszące (m.in. wystawa obrazów Mai Majewskiej). W sesji tej wzięli udział czołowi intelektualiści Gdańska, m.in. prof. Roman Wapiński, infułat Stanisław Bogdanowicz, prof. Andrzej Piskozub i z Polski, m.in. prof. Marian Dobrosielski. Zwieńczeniem sesji było wydanie wygłoszonych referatów w pozycji książkowej przez Gdańskie Wydawnictwo Oświatowe. Książka ta jest jednym z nielicznych trwałych świadectw obchodów tamtej rocznicy, myślę też, że w istotny sposób włącza się do dyskusji na temat polskości Gdańska. Przy okazji warto tu wspomnieć, że całą tą imprezę wsparli finansowo państwo Maria i Henryk Lewandowscy, którzy ponadto ufundowali dla wszystkich uczestników sesji (referentów i słuchaczy) obiady w swej restauracji „Gdańskiej” przy ul. Św. Ducha.
   Mniejszymi wydarzeniami w tym zakresie były spotkania z naukowcami, m.in. z prof. Marią Szyszkowską i promocja mojego eseju „Dostrzec sens dziejów”, w którym po raz pierwszy wystąpiłem przeciwko historiozofii marksizmu. Esej ten został również dostrzeżony przez Zarząd GTPS i otrzymał nagrodę Stowarzyszenia.
   Na krótko, współpracując z ówczesnym prezesem Mieczysławem Preisem, właściwie dzięki niemu włączyłem się w prowadzenie Galerii PUNKT. Wspólnie z Mieczysławem zorganizowaliśmy wielką wystawę ceramiki „Szkoły Wrocławskiej”. Pamiętam, że eksponaty przywiozłem z Wrocławia i odwiozłem tam swoim rozsypującym się samochodem (półciężarówką DUCATO). Warto tu wspomnieć o ogromnych zasługach dla środowiska gdańskiego Mieczysława Preisa, który pełnił w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dla pomorskich malarzy rolę swego rodzaju marszanda. Jeżdżąc w początku lat dziewięćdziesiątych do Niemiec, na prośbę Mieczysława przywoziłem czasem obrazy lub rzeźby z wystaw w Lubece, Hamburgu, a zwłaszcza z Herdorfu, gdzie dzieła gdańskich artystów wypełniały wnętrza ogromnej dwupiętrowej kamienicy. Prowadząc Galerię PUNKT wystawiałem między innymi dzieła Erne Rozenstein, wybitnej przedstawicielki szkoły krakowskiej. Niestety, okazało się, że w owym czasie galeria GTPS-u była miejscem na tyle niedostępnym dla potencjalnych nabywców sztuki, że z działalności tej musiałem zrezygnować. Przytłaczały mnie przy tym wówczas inne zadania.
   Bodajże w 1995 roku postanowiłem powrócić w ramach GTPS-u do wydawanego wcześniej a zarzuconego kilka lat wcześniej (po przemianach 1989 roku) pisma „Autograf”. Zarabiałem wówczas nieźle wożąc w charakterze kierowcy meble do Hamburga wspomnianym wyżej DUCATO, dodatkowo pomogli mi sponsorzy. Między innymi państwo Lewandowscy, o których pisałem wyżej, pan Janusz Pisarski i wielu innych. Pismo to wydawałem (pod nazwą Autograf-post, później tylko Autograf) przez dwa lata, współredagując pierwsze numery wspólnie z Andrzejem Waśkiewiczem. Pismo to istnieje do dziś osiągając wreszcie bardzo wysoki poziom. Można powiedzieć, że jest obecnie najważniejszym pismem Gdańska obrazującym życie kulturalne Pomorza Gdańskiego.
   Moje związki z Gdańskim Towarzystwem Przyjaciół Sztuki obejmują też inne dziedziny sztuki. To w GTPS-e odbyła się premiera i trzy dalsze przedstawienia mojej sztuki „Deszcz” w reżyserii Beniamina Koralewskiego, tu odbyły się premiery dwóch moich monodramów „Tylko wolniej proszę” w reżyserii Beniamina Koralewskiego i „Drogi mi się zagubiły” o moim przyjacielu wielkim poecie i malarzu Mieczysławie Czychowskim.
   Piszę tu tylko o niewielkiej części wydarzeń z życia Gdańskiego Towarzystwa Przyjaiół Sztuki, piszę o wydarzeniach, w których mogłem uczestniczyć, jako inicjator lub autor, w wielu innych mogłem uczestniczyć, jako widz, wiele wydarzeń mnie ominęło. Było ich naprawdę bardzo, bardzo wiele. Konkurs na „Grafikę Gdańską Roku”, „Konkurs Czerwonej Róży”, cykl sesji naukowych prowadzonych przez prof. Andrzeja Chodubskiego wspólnie z Andrzejem Waśkiewiczem, koncerty, wystawy. Z okazji 60. lecia GTPS-u zapewne ukaże się wiele publikacji, zaprezentowana zostanie wystawa prac malarzy ze środowiska GTPS-u, której kuratorem jest prof. Marek Model, zapewne dowiedzieć się będziemy mogli o wielu innych inicjatywach (tu przypomniałem sobie na przykład o organizowanym przez GTPS konkursie na utwór dramatyczny, na który wpłynął m.in. wspaniały moralitet Leszka Bądkowskiego). Mój wkład w działalność GTPS-u jest stosunkowo niewielki, ale jestem dumny z tego, że i ja w jakiś sposób mogłem zapisać się na kartach historii tego zaszczytnego Stowarzyszenia.
   Z okazji 60. lecia Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki życzę jego obecnym działaczom, wszystkim jego członkom (koleżankom i kolegom) wszystkiego najlepszego i tego byśmy wspólnie dalej pracowali na rzecz rozwoju sztuki i kultury w naszym mieście i w Polsce.

Piotr Kotlarz


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *