Kto podziękuje Czartoryskim?

Minęło już sporo czasu od zakupu nieruchomości i zbiorów Fundacji Czartoryskich przez państwo polskie, a sprawa ta wciąż nie schodzi z łamów prasy i ust polityków.

Tym razem pragnę odwołać się do tytułu z „Gazety Wyborczej”, która w sobotnio-niedzielnym numerze z 11 maja zamieściła artykuł Krystyny Naszkowskiej noszący tytuł „Czartoryscy się wyżywią”. Widać kwestia ta bardzo absorbuje członków redakcji, skoro podjęła trud, by wciąż śledzić losy pieniędzy, które Fundacja otrzymała za przekazane państwu polskiemu zbiory i nieruchomości, a nawet dotrzeć do statutu fundacji Czartoryskich w Liechtensteinie. Redaktor Naszkowska okazuje swą tendencyjność już od tytułu swego artykułu. Nawiązuje do popularnej wypowiedzi jednego z polityków stanu wojennego w Polsce, Jerzego Urbana „rząd się wyżywi”. Używając takiego nawiązania zapewne nie zdaje sobie sprawy, że mentalnościowo bliżej jest jej właśnie do cytowanego marksisty, niż do wartości liberalno-demokratycznych. Podobnie jak i inni komuniści zapewne nie znosi własności… cudzej. Po uwłaszczeniu się na zagrabionej wcześniej innym, a później dodatkowo na wypracowanej przez całe społeczeństwo własności, (często na pograniczu prawa), ci, którzy uczestniczyli w tym procederze powoli uczą się szacunku do takiej wartości jaką jest właśnie własność. Często jednak – czego dowodzi materiał zamieszczony w Wyborczej – wciąż chcą takiego prawa pozbawiać tych, którym własność zabrano w imię jakichś wydumanych idei.

Już wcześniej bo w artykule „Gazety Wyborczej” (z dnia 21 kwietnia 2018 r.) redakcja starała się uzasadnić, że zakup przez państwo polskie kolekcji Czartoryskich nie tylko nie miał sensu, ale był złamaniem prawa. O podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z kupnem kolekcji zawiadomili prokuraturę i CBA posłowie PO Krzysztof Brejza, Paweł Olszewski i Arkadiusz Myrcha. Także Partia Razem chce prokuratorskiego śledztwa w sprawie zakupu kolekcji. [Tu drobna dygresja, gdyż sam jestem socjalistą i członkiem Partii Razem. Socjalistów od komunistów różni właśnie stosunek do prawa własności, które szanują i rewolucji, którą odrzucają.] Polityków mogę nawet zrozumieć, to element walki politycznej, choć jednak i oni powinni zdawać sobie sprawę z tego, że bicie cepem na oślep nie jest najlepszym sposobem na osiągnięcie politycznych celów oraz, że można w tym wypadku podważyć te wartości, do których później sami zachcą się odwoływać.

Wprawdzie w stosunkach międzynarodowych również i PRL musiał stosować się do ogólnie przyjętych zasad, to jednak u nas w kraju, aż do 1989 roku zasady te były nagminnie łamane. W wyniku narzuconych rewolucyjnych zasad pozbawiono wielu nieruchomości w tym wypadku często posługując się wydawanymi (jak się okazuje często bezprawnymi lub naruszającymi zasady prawa) dekretami, w przypadku własności ruchomej była to jednak już zwykła grabież. Nic więc dziwnego, że po powrocie do wspólnoty państw demokratycznych, nasze państwo stanęło przed koniecznością uporządkowania kwestii własności. W tym kwestii własności rodziny Czartoryskich. Wyjściem byłoby zapewne wykupienie od razu kolekcji przez Skarb Państwa, ale po kryzysie lat osiemdziesiątych Polska była zapewne zbyt słaba ekonomicznie, by sobie na to pozwolić. Zresztą i dziś zapłata faktycznej wartości za te zbiory przekracza możliwości naszego państwa. Sytuację prawną uratowała szlachetna postawia Adama Karola Czartoryskiego, który podjął decyzję o przekazaniu zbiorów rodzinnych powołanej przez siebie Fundach.

W 1991 r. na mocy wyroku sądu książę Adam Karol Czartoryski stał się właścicielem zbiorów zdeponowanych w muzeum i Bibliotece Czartoryskich oraz właścicielem nieruchomości, w których te instytucje funkcjonowały. 22 września 1991 r. książę Adam Karol powołał do życia Fundację XX. Czartoryskich i to jej przekazał zbiory oraz nieruchomości. Książę był fundatorem i członkiem, a potem szefem rady fundacji. Statut fundacji stanowił, że jej majątek to niezbywalna „historyczna, nierozerwalna całość”. Prezesem zarządu fundacji miał być aktualny dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie.

To wspaniały gest, niósł jednak za sobą wiele konsekwencji. Wprawdzie dzięki powołaniu Fundacji w miarę szybko doszło do wzrostu wartości kolekcji, gdyż wielu zaczęło jej przekazywać kolejne eksponaty, ale pojawił się problem utrzymanie zbiorów w należytym stanie. Przed wojną kolekcja Czartoryskich była zabezpieczona dochodami z dóbr, po wojnie dobra te znacjonalizowano. Fundacja mogła i zapewne starała się o środki u sponsorów, ale te były zbyt małe. Mieć coś oznacza i to, że stać cię na tego coś utrzymanie. Inaczej majątek ten się dekapitalizuje. Nie mająca stałych źródeł utrzymania Fundacja nie była w stanie utrzymać (konserwować) i zabezpieczać posiadanych zbiorów. Tym bardziej trudno było domagać się tego od rodziny Czartoryskich, tak ograbionej w okresie powojennym. Cóż z tego, że Fundator ustanowił w statucie, że każdorazowym dyrektorem Fundacji będzie aktualny dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie. Przecież ten nie decydował o wysokości środków przyznawanych Fundacji przez Ministerstwo. Zbiory nie były w pełni bezpiecznie, a przy tym pozbawione należytej konserwacji dekapitalizowały się. Już od wielu lat starano się jakoś ten problem rozwiązać. Czytałem, że toczyły się rozmowy na temat zakupu tej kolekcji już przez ministra Bogdana Zdrojewskiego. Przypuszczalnie z powodu braku środków w budżecie do ich finalizacji jednak nie doszło. Gdyby jednak doszło, zapewne słyszelibyśmy o niewątpliwym sukcesie rządu PO-PSL. Szkoda, gdyż w tym wypadku już wcześniej moglibyśmy należycie dbać o te tak ważne i wspaniałe zbiory. Nie tylko dzieła sztuki, ale i ogromny księgozbiór, z którego sam miałem możność korzystać pisząc pracę magisterską i później (niestety niedokończony) doktorat u prof. Jerzego Skowronka.

Własność Fundacji (nawet w zapisach ułomnego w tym zakresie prawa polskiego) nie jest własnością państwową, ogólnospołeczną. Fundator ma prawo, zgodnie z zapisami statutowymi i obowiązującym prawem zmieniać statut Fundacji, mieć wpływ na jej Zarząd. Od czasu powstania Fundacji Książąt Czartoryskich w 1991 r. wiele się zmieniało w statucie fundacji, w statusie kolekcji oraz regułach współpracy fundacji z Muzeum Narodowym w Krakowie. Wreszcie zapadła decyzja o zakupie majątku będącego własnością Fundacji Czartoryskich przez Skarb Państwa. Decyzja z wszech miar słuszna, choć bliższym prawdzie określeniem zamiast sprzedaży, byłoby określenie darowiźnie, bowiem kwota którą zapłacono Fundacji za jej zbiory i nieruchomości jest nieproporcjonalnie mała w stosunku do ich rzeczywistej wartości. Przypomnę, Fundacja otrzymała kwotę 100 mln Euro, a sama „Dama z gronostajem” była ubezpieczona wcześniej na 1,4 mld złotych.

Czy ktoś podziękował za to rodzinie Czartoryskich? Podziękowań i uznania za swój udział w tej transakcji domaga się pan wicepremier Piotr Gliński. Podjął właściwą decyzję, na pewno działał w tym wypadku w naszym, obywateli, interesie. Niewiele go to jednak kosztowało, pieniądze przecież pochodziły z naszej – podatników kieszeni. Faktycznymi fundatorami są jednak Czartoryscy.

Niestety, homo sowieticus wciąż żyje. Czartoryscy dostali pieniądze za nasze (lub Fundacji) zbiory. Zdaniem oponentów, przecież i tak zgodnie z zapisem Fundacji, (który sami dla dobra naszego społeczeństwa ustanowili), nie mogli tych zbiorów ani dzielić ani też sprzedać. Po pierwsze nie Czartoryscy, a ich Fundacja, po drugie znacznie ważniejszym od kwestii sprzedaży kolekcji, co nie było niemożliwe (choć do jednostkowych przypadków wycofywania zbiorów i sprzedaży i tak dochodziło), jest kwestia utrzymania w należytym stanie istniejących zbiorów, po trzecie wreszcie mówiąc o kwocie 100 mln Euro trudno mówić o sprzedaży, chyba, że tylko w sensie prawnym, taką jest sprzedaż czegoś nawet za 1 zł.

We wciąż jeszcze czującym się biednym, a w każdym razie bardzo zawistnym społeczeństwie bardzo łatwo grać na emocjach. Prawie pół miliarda – taka kwota robi wrażenie. Co zrobią z nią Czartoryscy, ich Fundacja. Czy nie wydadzą jej na swoje potrzeby. Szczególnie zaciekłą w ściganiu Fundacji jest wspomniana „Gazeta Wyborcza”.

Pani Naszkowska pozwala sobie na zwroty w rodzaju:’ Tymczasem jak wynika ze statutu Le Jour Dendraria, to właśnie dzięki niej beneficjenci mogą nieźle zarobić, a rodzina Czartoryskich rzeczywiście może teraz „żyć jak milionerzy”. Według rozmówców „Wyborczej” w Liechtensteinie „to pozorowana fundacja charytatywna”. Jako pierwszy cel stawia sobie „zabezpieczenie i zachowanie dziedzictwa kulturowego arystokratycznych rodzin w Polsce i za granicą, a szczególnie rodziny fundatora, rodzin beneficjentów lub spokrewnionych z „beneficjentami”. (…) Zgodnie z przepisami obowiązującymi w Liechtensteinie taka fundacja jak Le Jour Dendraria ma obowiązek wydania na cele charytatywne minimum 50% swoich funduszy. A to oznacza, że 49% może wydać na cele prywatne fundatora oraz beneficjentów i nikomu nic do tego.

Pomijam fakt, choć musiałbym to sprawdzić, ale przypuszczalnie i w statucie istniejącej w Polsce Fundacji XX Czartoryskich zabezpieczyli oni zapis o „zabezpieczeniu i zachowaniu dziedzictwa kulturowego arystokratycznych rodzin w Polsce i za granicą, a szczególnie rodziny fundatora, rodzin beneficjentów lub spokrewnionych z „beneficjentami”. To przcież ich prawo, każdy ma prawo określać cele dla jakich powołuje swoją Fundację.

W pierwszym etapie książę Adam Karol Czartoryski przekazał swoją własność założonej przez siebie Fundacji, w tym celu, by dobra te mogły służyć społeczeństwu polskiemu, następnie zapewne z powodu trudów w utrzymaniu tej kolekcji i w trosce o to, by się nie dekapitalizowała przekazał ją za niewielką (w stosunku do wartości kolekcji i nieruchomości) kwotę państwu polskiemu, które – mam nadzieję – dołoży należytych starań, by tak się stało. Myślę, ze za taką swoją postawę zarówno on jak i cała rodzina Czartoryskich zasługuje na nasz wielki szacunek. To dzięki tej rodzinie powstały te zbiory, to dzięki ich decyzjom pozostaną one już na zawsze naszym wspólnym dobrem.

Piotr Kotlarz


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *