Piotr Kotlarz, Jarosław Pudlis

Znaleźć sens

© Copyright by Piotr Kotlarz

Projekt okładki – Katarzyna Kotlarz

Skład i opracowanie – ARTLINE

Wydawca:

Wydawnictwo „ARTLINE” Gdańsk

Zamiast wstępu

Co to znaczy być artystą, lub inaczej, jakie trzeba mieć właściwości, by nim zostać? Trudne pytania. Poszukując odpowiedzi pomyślałem o trzech cechach. Po pierwsze trzeba mieć talent. Talent – w sensie umiejętności. U malarzy – to widzenie świata, przestrzeni, koloru. Po drugie wrażliwość. Wielu twórców bywa wręcz nadwrażliwymi, stąd częste wśród nich załamania nerwowe, kryzysy. Po trzecie świadomość. Świadomość – siebie, świata, innych. Po pewnym zastanowieniu dodałbym jeszcze do tych elementów pewną potrzebę, która determinuje życie twórcy. Potrzebę wyrażania, dzielenia się. Potrzebę i siłę, by swe plany zrealizować. Proporcje między tymi cechami mogą być rozmaite. Picasso mawiał „pięć procent talentu, dziewięćdziesiąt pięć procent pracy”. Może to tylko kokieteria, lecz warto pamiętać, że ten wielki twórca był też tytanem pracy.

Poniższy scenariusz opowiada o innym wielkim twórcy, Władysławie Ślewińskim. Obserwując jego osobowość i życie dostrzeżemy wszystkie wspomniane przeze mnie elementy. Życie niełatwe, pełne poszukiwań, błędów, pomyłek. W jednym jednak konsekwentne. Gdy wreszcie po burzliwej i może nieco zbyt długiej młodości znalazł swą drogę, swój cel, to pozostał mu wierny i poświecił mu się całkowicie. Czy jednak wcześniej nie zgubił innej, równie cennej o ile nie cenniejszej, wartości?

Znaleźć sens

(Scenariusz filmu biograficznego. Ślewiński 1856-1918)

Osoby:

Ślewiński Władysław – (1854?? 1856- 1918) Wysoki, postawny, przystojny. Pełen animuszu.

Ślewiński Kajetan– Ojciec Ślewińskiego – Po roku 1863 wplątany w konspirację zesłany na Sybir.

Mirecka Lucyna – druga żona Kajetana Ślewińskiego, macocha Władysława.

Fijałkowska Helena – przyrodnia Siostra Ślewińskiego z drugiego małżeństwa Kajetana Ślewińskiego, później żona Fijałkowskiego.

Fijałkowski Witold – Kolega, a później szwagier Ślewińskiego.

Fijałkowski Władysław – Syn Heleny i Witolda Fijałkowskiego, siostrzeniec Ślewińskiego.

Olszewski Adam – Kompan Ślewińskiego w Warszawie. Młodszy od Ślewińskiego o dwa lata.

Tarnowski Witold – Niewysoki, pękaty. Kompan Ślewińskiego z lat młodości. Jego rywal. Ziemianin, który później zatrudni jako nauczycielkę Zofię – partnerkę Ślewińskiego. Syn Zofii będzie uczył rysunków córkę Tarnowskiego.

Tarnowska Zofia – córka Tarnowskiego, późniejsza żona młodego Trzcińskiego (Fijalkowskiego)

Andrychiewicz Zygmunt (1861-1943), w latach 1877-1892 na stypendium w Paryżu – Malarz, przyjaciel Ślewińskiego, u którego ten przebywa zaraz po ucieczce do Paryża.

Wyspiański Stanisław (1869-1907) – W latach 1905-1905 już bardzo chory, po wylewie ręka na temblaku. Często rozdrażniony i niecierpliwy.

Witkiewicz Stanisław Ignacy (1885-1939) – Spotyka Ślewińskiego w Poroninie, do kolejnego spotkanie dochodzi później we Francji w Bretanii. W Poroninie Ślewiński był nauczycielem Witkacego.

Gauguin Paul (1848-1903)

Strindberg August (1849-1912)

Olga Boznańska

Skłodowska-Curie Maria (1867-1934) – Rad odkryty w 1898 roku. Polon odkryty w 1898. Studiowała w Paryżu. W 1893 otrzymała licencjat z fizyki, licencjat z matematyki w 1894.

Makowski Tadeusz (ur. 1882) – Wysoki, smukły, ciemny, w berecie na głowie, palący fajkę. Nieco powolny w ruchach i w mowie, jakby ciągle nad czymś skupiony w zamyśleniu. Zawsze starannie ubrany. Zamiast krawata nosił czarną kokardę. Łagodnego usposobienia ale w sądach na sztukę bardzo uparty. Pierwsze spotkanie ze Ślewińskim w Poroninie. Makowski przebywał tam jako uczeń Stanisławskiego. Po raz pierwszy wystawiał w Salonie Niezależnych w 1911 roku.

Zofia (aktorka) – Ładna blondynka. Kobieta, z którą Ślewiński był przed wyjazdem do Paryża. Matka jego syna.

Aktor (Andrzej) – Późniejszy mąż Zofii.

Galerystka – Pierwsza partnerka Ślewińskiego we Francji.

Kruglikowa Jelisaweta (1865-1941) – Rosjanka. Partnerka Ślewińskiego. Córka zawodowego żołnierza rosyjskiego – pułkownika. Zamiłowanie do malarstwa przejęła po dziadku i ojcu, którzy rysowali i malowali amatorsko. (Uczyła się malarstwa jako wolny słuchacz z Moskwie). W Paryżu przebywała od 1895 roku, wcześniej w Grecji.

Eugenia Szewcowa (1873-1928)1 – Żona Ślewińskiego. Córka wysokiego rangą urzędnika carskiej administracji. Gdy doszła do pełnoletności odziedziczyła po babce duży majątek i wyjechała do Paryża. Dochody z przedsiębiorstw przemysłowych nadsyłane z Rosji były na tyle pokaźne, że pozwalały parze malarzy na utrzymywanie dwóch pracowni – jednej w Bretanii, drugiej w Paryżu – częste podróże po całej Europie i kolekcjonowanie obrazów. Wysokiego wzrostu, siwa. Spokojnego usposobienia.

Madame Charlotte – Właścicielka caffeterii w Paryżu.

Thaitanka Annah – Modelka i kobieta Gouguina. Pierwsza partnerka erotyczna Wyspiańskiego.

Ordynat Maurycy hr. Zamoyski – Arystokrata, mecenas sztuki.

Bogolubow, generał (rzeczywisty radca stanu) – krewny Eugenii Szewcowej. Urzędnik Carski w Warszawie do szczególnych poruczeń.

Kasprowicz Jan (1860-1926) – Poeta. Z brodą, rozwichrzoną czupryną, z kosmykiem włosów, spadającym na wypukle czoło, w serdaku, z ciupagą.

Stanisławski Jan (1860-1907) – malarz, prof. ASP w Krakowie, współzałożyciel stowarzyszenia sztuka. Przedstawiciel polskiej odmiany impresjonizmu. Olbrzym, gruby jak piec. Żarłok i smakosz, wciąż głodny, nienasycony. Gawędziarz, czasami odprowadzanych do domu zagadywał pod bramą do rana.

Stanisław Witkiewicz (1851-1915)

Mehoffer Józef (1869-1946) – Kolega Wyspiańskiego, z którym wspólnie udał się do Paryża.

Alphonse Mucha (1860-1839), w Paryżu od 1887. Studiował w Paryżu w Akadémie Julian i Akadémie Colarossi. 1 stycznia 1895 ukazał się plakat Muchy do sztuki „Gismonda” granej w teatrze Victorena Sardou (Z plakatu spogląda niemal w naturalnej wielkości Sarah Bernhardt w ornacie z palmą w ręku. Wydłużony format papieru, pastelowe kolory, bizantyjska ornamentyka, płynna kreska).

Mauclair

Felliger

Rzeźbiarka Vallgren

Borys Matwiejew

Niesiołowski

Stanisławski

Komornik

Żandarmi

Kelnerzy

Służba

Znaleźć sens

Ślewiński 1856-1918

Scena 1

1883. Późny wieczór. Cyrk Salomońskiego (przy ul. Włodzimierskiej w Warszawie). Turniej międzynarodowej walki francuskiej.

Ujęcie 1

Ring

Walka. Przewaga Schmidta. Uderzony przeciwnik pada. Sędzia liczy go. Po siedmiu przeciwnik się podnosi i kontynuuje walkę.

Ujęcie 2

Widownia. Loża, w której zasiada Ślewiński z kolegami. (Tarnowski, Adam, Fijałkowski). Podniecenie.

Ujęcie 3

Ring.

Końcówka walki. Zwycięża Schmidt.

Oklaski i owacje widowni.

Ujęcie 4

Ring. Schmidt odbiera nagrodę

Schmidt – Kalecząc polszczyznę. Głośno. Dziękuję za owacje. To była piękna walka. Pokaz jak ważna jest kultura fizyczna. Trening i dyscyplina to droga do zwycięstwa. Na tej drodze najwięcej osiągają Niemcy. Jesteśmy na tym polu niezwyciężeni.

Gwizdy oburzenia widowni.

Schmidt – Słysząc te gwizdy wyzywam, wyzywam każdego, który zechce stanąć ze mną do walki. Udowodnię, że mówię tylko prawdę. Z tym śmiałkiem, który stanie do walki zmierzę się w imieniu niemieckiego narodu. Choćby od razu, tu w Warszawie.

Ujecie 5

Gwar. Krzyki. Z parterowej loży zajętej przez grupę zawadiaków podnosi się Ślewiński.

Ślewiński – Wstaje. Z kapeluszem na głowie i laską na ramieniu. Proszę o głos. Na sali pełna cisza. Ślewiński ponownie siadając, kontynuuje nonszalancko. Zgłaszam do walki przyszłego zwycięzcę Schmidta! Proszę ogłosić dzień spotkania!

Schmidt – Przyjmuję. Daję panu dziesięć dni na przygotowanie zawodnika.

W cyrku wrzawa./ Cięcie.

Napisy

Znaleźć sens”

Scena 2

Ujęcie 1

Plener. Dzień.

Ślewiński konno podjeżdża pod prymitywną wiejską kuźnię na Lubelszczyźnie. Polna droga, widać koleiny kół, kałuże. Budynek kuźni kryty strzechą w głębi budynek mieszkalny, też kryty strzechą. Z kuźni wychodzi pomocnik kowala, młody kilkunastoletni parobek. Ślewiński zsiada z konia. Parobek bierze z jego ręki lejce i przywiązuje konia za uzdę do poprzeczki.

Ujecie 2

Wnętrze. W kuźni kowal przy palenisku długimi obcęgami wyjmuje z żaru podkowę. Przenosi ją na kowadło i kilkakrotnie uderza młotem, poczym wrzuca do wiadra zimną wodą. Syk pary.

Kowal – chłop o bawolich kształtach, niedźwiedzich rękach i „gębą jak ćwierć”. Rękoma łamał sztaby żelazne – odwraca się i dostrzega Ślewińskiego.

Kowal – Pochwalony. Witam jaśnie pana.

Ślewiński – Pochwalony.

Kowal – Znowu podkowa?

Ślewiński – Nie tym razem… Sprawa dziś jest bardziej skomplikowana. Franku, postawiłem na ciebie…

Kowal – Postawił pan? Nie rozumiem…/ Cięcie.

Scena 3

Wnętrze. Popołudnie. Jadalnia dworu w Pielaszewicach. Stół i krzesła odsunięte pod ścianę.

Ślewinski i kowal w postawie bokserskiej naprzeciwko siebie. Ślewiński w ubraniu sportowym, kowal w lnianych lekko brudnych spodniach i lnianej koszuli. [Kontrast]

Ślewiński – Im szybciej go trafisz tym lepiej. Pamiętaj liczę na siłę twego ciosu.

Kowal – Siły mi nie brakuje… tu żaden mi nie sprosta… Bitka mi nie pierwszyzna…

Ślewiński – Twój przeciwnik też nie ułomek. Musisz uważać… kryć głowę….

Kowal – Ja na uderzenia odporny…

Ślewiński – Wyprowadź cios…

Kowal – Kiedy ja tak nie potrafię… Bić to bić…

Kowal czuje się bardzo niezręcznie.

Scena 4

Wnętrze. Dzień. Apartament w Hotelu „Europejskim” w Warszawie.

Ujęcie 1

Ślewiński i ojciec. Władysław przy sztaludze. Rysuje postać kapucyna.

Ojciec – Wskazując szeroko ręką na apartament. Ile to kosztuje? Przecież Pielaszewice tak zadłużone… Jeszcze ten problem z akcyzą. Jak zapłacisz taką karę? Nie mogłeś dopilnować zarządcy? Po co ja zresztą o to pytam… jak tu upilnować, gdy się ciągle podróżuje. Paryż, do wód… Lazurowe Wybrzeże… cała Europa…

Ślewiński – Wydawał się uczciwy…

Ojciec – Wydawał? Nikomu nie można ufać… Jeśli sam nie dopilnujesz, na pewno cię okradną… Na pewno… A co z panną… jak jej tam… no wiesz… córką twego sąsiada? Małżeństwo może uratować cię przed kompletną plajtą… Połączyć dwa majątki…

Ślewiński – Proszę! To moje prywatne sprawy… Nie łączę uczuć z interesem…

Ojciec – Wszyscy…

Ślewiński – Sucho. Ja nie.

Ujęcie 2

Do apartamentu wchodzi macocha Ślewińskiego z córką – Heleną (przyrodnią siostrą Władysława). Obładowane zakupami, torby z kapeluszami itp.

Ojciec – Proszę. I wy nie liczycie się z pieniędzmi… Kto na to nastarczy?

Córka – Ciepło. Obejmując ojca. Oj tatko. I tak byłyśmy bardzo oszczędne. Nie mogę jednak tu na stancji i w szkole wyglądać jak jakaś uboga.

Matka – Wyjmując z pudła kapelusz i mierząc go. Nie mogłam sobie odmówić. Do ojca. I jak?

Ojciec – Pięknie. Tobie we wszystkim ładnie.

Matka – A widzisz… Musiałam go kupić.

Ujęcie 3

Do numeru wchodzi bez pukania kolega Władka Fijałkowski. Widząc rodzinę w komplecie chce się wycofać.

Fijałkowski – O, przepraszam… Nie wiedziałem, że jesteś zajęty.

Ślewiński – Nic się nie stało. Wejdź proszę skoro już jesteś. Tato, mamo, to mój przyjaciel Fijałkowski. A to moi rodzice i moja siostra Helena. Siostra przyjechała do Warszawy kończyć naukę. Będzie tu mieszkać.

Fijałkowski – Podaje rękę po kolei: matce całując ją w rękę, ojcu Ślewińskiego i siostrze Władysława, której dłoń również całuje. Przetrzymując jej dłoń. Władysław nie chwalił się, że ma tak piękną siostrę.

Matka – To my pójdziemy już do naszego pokoju.

Ojciec – Ja też. Muszę się troszkę przespać. Do Władysława. Wrócimy do naszej rozmowy przy kolacji.

Rodzice Władysława wraz z córką wychodzą. W drzwiach Helena odwraca się. Jej wzrok spotyka się z oczami Fijałkowskiego.

Ujęcie 4

Fijałkowski – Wskazując na sztalugę. Wciąż próbujesz malować?

Ślewiński – Ot tak, dla relaksu. Odpoczywam przy tym. To szlachetne zajęcie. Kiedyś mogło jeszcze być wojsko, dziś szlachcic polski może albo być ziemianinem albo artystą innej drogi nie ma.

Fijałkowski – A wiesz, że stawiają na walkę twojego kowala. Tarnowski założył się grubo z Adamem.

Ślewiński – Tarnowski zawsze był o mnie zazdrosny.

Fijałkowski – Dziwisz się. Mały, pękaty.

Scena 5

Mecz.

Wnętrze. Wieczór. Cyrk Pełna sala. Widzownia podniecona.

Ujęcie 1

Po kilku występach bez znaczenia, ogłoszono nareszcie, iż do walki z przedstawicielem narodu niemieckiego stanie „Franek” spod Lublina.

Ujęcie 2

W momencie wejścia na arenę „Franek” cokolwiek stracił głowę. W trykotach wyglądał jak goryl w stroju kąpielowym. Mimo sympatii do niego, tłum wybucha śmiechem. Zagłuszyły go jednak oklaski „patriotów”.

Zawodnicy stanęli naprzeciwko siebie. Franek do ostatniej chwili nie przestał się oglądać i „ciął głupa”. Niemiec podaje mu rękę w przepisowym zwrocie – Franek otworzył gębę i spojrzał na niego z pogardą.

Niemiec rozpoczął wstępną grę rękoma – skulony do skoku. Franek patrzy na niego głupkowato i cofa się powoli.

Zdezorientowana publiczność nie wie jak reagować. Gdzieniegdzie słychać gwizdy. Głosy zachęty, ale i zniecierpliwienia. Nagle Franek jakby się ocknął – spojrzał na przeciwnika gniewnie i znienacka, wbrew wszelkim regułom walki… palnął go w twarz. Schmidt fiknął kilka koziołków i legł jak martwy.

Ujęcie 3

Grzmot oklasków zatrząsł całym cyrkiem. Z galerii i lóż wtargnęło grono obywateli na arenę, a widząc Ślewińskiego chwytającego Franka w objęcia – podniosło ich na rękach i niosło po arenie.

Ujecie 4

Tarnowski wyjmuje pieniądze z portfela i przekazuje Adamowi.

Scena 6

Wnętrze. Późny wieczór. Sala restauracji.

Bankiet w restauracji hotelowej po meczu. Ślewiński w gronie przyjaciół (Zofia, Fijałkowski i kilka innych osób). Wśród gości Franek ubrany w garnitur, w którym czuje się bardzo niezręcznie.

Ujęcie 1

Ślewiński – Głośno w stronę bufetu. Dawać szampana…

Franek – Jaśnie panie, czy mogę już pójść do hotelu, jestem zmęczony…

Ślewiński – Jeśli tak… Szkoda… Trafisz, czy mam cię odprowadzić?

Franek – Przecie trafię… To blisko.

Ślewiński – To świetnie. Klepie Franka po ramieniu… Wspaniale sobie poradziłeś… Głośno. Podnosząc kieliszek. Do wszystkich. Zdrowie! Zdrowie naszego zwycięzcy.

Głosy – Zdrowie, zdrowie. Wiwat.

Franek wychodzi, mijając się w drzwiach z kolejnymi gośćmi. Adamem Olszeskim i Tarnowskim.

Ujecie 2

Do kawiarni wchodzi Adam Olszewski.

Adam – Krzyczy już od drzwi. Wiwat Władek. Podchodząc bliżej. Pozwól, że dziś i ja będę fundatorem. Postawiłem na twego zapaśnika. Wiedziałem, że jeśli ty mówisz, że wygra – to wygra. Tak dobrze już dawno nie zarobiłem…/ Cięcie.

Ujęcie 3

Do stolika, przy którym siedzi grupa Ślewińskiego podchodzi aktor – późniejszy mąż Zofii.

Aktor – Do Zofii. Czy mogę prosić panią do tańca?

Zofia – Z uśmiechem. Niestety. Ten taniec obiecałam już komu innemu.

Aktor – To może następny?

Zofia – Patrząc na Władysława. Następny też. Przykro mi.

Władysław – Ze śmiechem. I następny, i następny…

Aktor – W takim razie. Przepraszam. Odchodzi.

Władysław – Do Zofii. Kto to?

Zofia –Aktor. Gramy razem. Czasami mi się narzuca.

Władysław – Ale uparty… To co, tańczymy? Wstają od stolika/ Cięcie.

Ujecie 4

Zofia – Tańcząc z Władysławem. Kiedy im powiesz, że jesteśmy razem?

Władysław – Co, rozdrażnił cię ten aktorzyna?

Zofia – Zobacz Tarnowski? Też wciąż mi się narzuca.

Władysław – Dziwisz się. Tak pięknej kobiecie.

Zofia – Gdy się dowie, wreszcie się odczepi.

Władysław – Poczekajmy. /Ciecie

Ujęcie 5

Przy stoliku Władysław, Adam. Tarnowski, Zofia i inni..

Władysław – Sięgając po butelkę szampana. Podnosi ją. Znów pusta. Nie, tak nie możemy skończyć.

Adam – Ze śmiechem. Aprobująco. Przecież dopiero zaczęliśmy.

Władysław – No właśnie. Patrząc na Adama. Ta butelka była twoja. Teraz czas na mnie. Wstaje i daje się w stronę bufetu.

Tarnowski – Patrzy na odchodzącego Władysława. Po chwili – do Zofii. Jest pani tu najpiękniejszą kobietą..

Zofia – Ach te komplementy…

Tarnowski – Naprawdę tak uważam…

Adam – Śmiejąc się. Lepiej uważaj na Władysława.

Zofia – Proszę panowie… zostawcie te żarty…

Ślewiński – Wraca z butelką szampana. Widzę Zosiu, że nawet na chwilę nie mogę cię zostawić samą.

Tarnowski – Ze śmiechem, choć trochę sztucznie, skrępowany. Taką kobietę trzeba pilnować… To nie wiesz o tym…

Ślewiński – Ze śmiechem. Nie czytałeś „Kubusia fatalisty”. Choćbyś nie wiem jak pilnował… Otwierając szampana i nalewając do kieliszków. To za ten wieczór.

Adam – Za ten i następne. /Cięcie

Scena 7

Plener. Dzień. Przed południem. Przed drzwiami dworku Ślewińskiego w majątku Pilaszkowice pod Lublinem.

Ujęcie 1

Komornik i dwóch żandarmów. Komornik z całej siły wali koładką w drzwi.

Komornik – Do jednego z żandarmów. Niech pan zobaczy z tyłu. Chyba nie będzie uciekać, ale nigdy nie wiadomo. Żandarm odchodzi. Po chwili drzwi otwiera służący.

Służący – Wychodząc widzi komornika i żandarma dostrzega też plecy drugiego żandarma. Panowie do kogo?

Kmornik – Wyjmuje z teczki pismo. Do pana Ślewińskiego. Mamy nakaz zajęcia ruchomości. Jest pan Ślewiński?

Służący – Jest. Jeszcze śpi. Wrócił po północy.

Ujęcie 2

Żandarm obchodzący budynek zagląda przez okno. Wnętrze sypialni. W łóżku leży kobieta. Widać odkrytą pierś i nogę.

Ujęcie 3

Przed drzwiami.

Głos – Co się dzieje?

Służący – Pan komornik z żandarmami.

Głos – Wprowadź do salonu. Zaraz przyjdę.

Ujęcie 4

Wnętrze. Sypialnia. Ślewiński zdejmuje z szafy kuferek podróżny. Otwiera szafę. Pakuje rzeczy i wynosi je do sąsiedniego pomieszczenia. W łóżku kobieta. Budzi się? Do sypialni wraca Władysław.

Zofia – Już wstałeś?

Władysław – Chwilę temu? Tak pięknie wyglądałaś śpiąc, nie chciałem cię budzić.

Zofia – Niepewnie. Wiesz, chciałam ci coś powiedzieć.

Władysław – Unikając rozmowy. Nie teraz. Nie mam czasu.

Zofia – Ale… to ważne…

Władysław – Później. Proszę. Bierze z szafy garnitur i znów wychodzi z sypialni. Zofia (naga) wstaje i ubiera lekką, cienką podomkę.

Ujęcie 5

Jadalnia. Wchodzi Zosia i Widzi pakującego się Ślewińskiego.

Zofia – Co się dzieje?

Władysław – Wyjeżdżam.

Kobieta – Jak to? Gdzie?

Ślewiński – Do Paryża?

Zofia – Żartujesz?

Władysław – Nie naprawdę.

Zofia – A co ze mną?… Jutro gram. Muszę wrócić do Warszawy.

Władysław podchodzi do ściany i zdejmuje z niej obrazek. Chwilę zastanawia się czy zapakować go do walizki. Odkłada go.

Ślewiński – Poradzisz sobie. Ignacy podwiezie cię na dworzec. Muszę już lecieć. Bywaj. Wychodzi, a właściwie wybiega.

Zofia – Do pleców Władysława. Głośno. Jestem w ciąży! Władysław wybiega nie odwracając się, nie wiadomo czy usłyszał./Ciecie.

Ujęcie 6

Wnętrze. Salon. Bałagan, na fotelu suknia, obok jedna pończocha. Przy oknie sztaluga, na niej niedokończony, ledwie rozpoczęty obraz.

Służący – Proszę. Panowie poczekają. Pan zaraz przyjdzie.

Komornik chce usiąść na sofie. Spostrzega pończochę podnosi ją przewiesza obok i siada.

Służący – Zrobić herbatę?

Komornik – Nie trzeba.

Ujęcie 7

Żandarm przed tylnym wejściem do dworku. Otwierają się drzwi i pojawia się Ślewiński z kuferkiem. Spostrzega żandarma

Ślewiński – Zaskoczony. Pan? Pan tutaj? Dzień dobry.

Żandarm – Oj, panie Ślewiński… Oj, panie Ślewiński.

Ślewiński chce wracać, po chwili jednak sięga do kieszeni i wyjmuje portfel. Bierze banknot sturublowy i wręcza go żandarmowi.

Ślewiński – Więcej nie mogę. Proszę mnie zrozumieć.

Żandarm (chowając banknot) – Ja nic nie widziałem. Odwraca się i odchodzi.

Ślewiński wychodzi i szybkim krokiem oddala się od dworku.

Scena 8

Wnętrze. Wieczór. Garderoba teatru. Zofia przy lustrze. Wchodzi aktor Adam.

Adam – (Mijając stanowisko Zofii) – I jak zabawa? Długo jeszcze się bawiliście?

Zofia – Nie, tylko do północy. (Smutno) Nie najlepiej się czułam.

Adam – A jak tam amant. Ślewiński? Dużo przepuścił?

Zofia – (Rozdrażniona). Czemu mnie o to pytasz? Jego spytaj.

Adam – Myślałem…

Zofia – To nie myśl. I wyjdź stąd. To nie twoja garderoba./ Cięcie.

Scena 9

Paryż 1887 Władysław Ślewiński i Zygmunt Andrychiewicz.

Ujęcie 1

Plener. Dzień. Ślewiński (ma 32 lata) z kufereczkiem i jakąś kopertą (List, na odwrocie był zapewne adres zwrotny) w ręku wchodzi do kamienicy.

Ujęcie 2

Slewiński wchodzi po schodach, słyszy z góry jakieś głośny głos.

Ujęcie 3

Na podddaszu przed uchylonymi drzwiami mansardy gospodarz. W drzwiach Zygmunt Andrychiewicz.

Gospodarz – Z tonem pretensji w głosie. Powtarzam. To niedopuszczalne. Tu śpią ludzie, którzy w dzień pracują. Nie będę więcej tolerować nocnych eskapad. Nie pozwolę!

Zygmunt – Jeszcze raz przepraszam. Tak jakoś wyszło. Zamyka drzwi.

Gospodarz – Mam nadzieję. Odwraca się i schodząc po schodach spostrzega Ślewińskiego.

Ślewiński – Szukam pana Andrychiewicza.

Gospodarz – U góry. Spostrzega kuferek. Chyba nie zamierza pan tu mieszkać?

Ślewiński – Zakłopotany. Nie, ja tylko z koleżeńską wizytą. Nagle zmienia ton. Sucho. Zresztą, dlaczego się panu tłumaczę. Ja do pana Andrychiewicza./ Ciecie.

Ujęcie 4

Wnętrze. Poddasze. Pracownia Zygmunta Andrychiewicza. Artystyczny nieład a właściwie bałagan po przyjęciu. Andrychiewicz przy oknie.

Ujęcie 5

Klatka schodowa Ślewiński puka do drzwi.

Ujęcie 6

Zygmunt – Ostro. Co znowu? Otwiera drzwi i widzi Ślewińskiego.

Patrząc na Zygmunta. Chyba nie przeszkadzam? Mogę?

Zygmunt – Władysław?! Ty tutaj? Jednak się zdecydowałeś… Oczywiście. Wchodź. Co za wizyta?Przed chwilą był gospodarza, myślałem, że ten osioł znów wraca. Wszystko mu przeszkadza.

Ślewiński – Wiem. Słyszałem.

Zygmunt – Sam widzisz. Śmiejąc się. Życie artysty… Zmieniając ton. Nie wierzyłem, że przyjedziesz. Na długo?

Ślewiński – Z zadumą. Może i na zawsze…

Zygmunt – Długi czy kobieta? Zostawić takie włości…

Władysław – Rozglądając się po pracowni. Innych przyczyn nie przewidujesz…. Może po prostu polubiłem tutejszą atmosferę?

Zygmunt – Nie chcesz mówić, to nie mów…

Ślewiński – Śmiejąc się. A co miałem zrobić. Komornik już westrował mój majątek.

Zygmunt – Póki co możesz zamieszkać u mnie… Zanim coś znajdziesz. Pokazując lokal. Ciasno tu, ale jakoś sobie poradzimy.

Ślewiński – A gospodarz?

Zygmunt – A to już nie jego sprawa./ Cięcie.

Scena 10

Wizyta Andrychiewicza w pracowni Ślewińskiego

Wnętrze. Dzień. Pracownia Ślewińskiego. Zapuszczone pomieszczenie na poddaszu (właściwie strychu), małe jednoizbowe mieszkanie. Na stoliku butelka wina.

Ujęcie 1

Zygmunt – Oglądając skromny lokal wynajmowany przez Ślewińskiego. Nie musiałeś jeszcze podejmować takiej decyzji. Przecież nawet nie masz pracy.

Ślewiński – Poradzę sobie. Miesiąc to i tak bardzo długo. Nie mogłem dłużej nadużywać twojej gościnności…. A ta pracownia… Na początek wystarczy…. lubię samodzielność. Jestem u siebie.

Zygmunt podchodzi do okna. Widok dachów Montmartru.

Zygmunt – Ale widok masz tu znakomity.

Ślewiński – Gdybyś widział to o świcie.

Pukanie do drzwi. Ślewiński podchodzi i otwiera. W drzwiach Strindberg, trzymając w obu rękach po butelce wina.

Strindberg – Zasapany, ale z uśmiechem. Gdybym wiedział, że to tak wysoko, na pewno bym cię tu nie odwiedzał… Dostrzegając Zygmunta. O, masz gościa.

Ślewiński – Poznajcie się. To Zygmunt Andrychiewicz. Kolega, z którym poznaliśmy jeszcze w Polsce. Mieszkałem u niego po przybyciu do Paryża. To August Strindberg, na pewno słyszałeś. Wielki pisarz. Jego sztuka wzbudziła tu sensację.

Zygmunt – Nie dość, że słyszałem, to i byłem na spektaklu… Do Władysława, ze śmiechem. I tu ciągnie cię za kulisy.

Ślewiński – Możesz to i tak nazwać. Teatr to poważna sprawa… August jest jednym z największych umysłów naszych czasów.

Strindberg – Nie wiedziałem, że będziesz miał gościa. Przyniósłbym trzy butelki.

Zygmunt – Wskazując na stół. Bez obawy i ja przyniosłem jedną./ Cięcie.

Ujecie 2

Wnętrze. Późny wieczór. Mieszkanie Ślewińskiego po wyjściu gości. Na stole puste butelki i kieliszki. Ślewiński chce sprzątać, jednak rezygnuje. Podchodzi do okna. Ten sam widok, co poprzedni tylko późnowieczorny. Ślewiński odwraca się i kładzie się na łóżku układając ręce pod głową. Samotność.

Scena 11

Ujęcie 1

Paryż. Plener. Wieczór

Ślewinski ze Strindbergiem wychodzą z lokalu. Strindberg słabo trzyma się na nogach, Ślewiński podtrzymuje go.

Ujęcie 2

Plener. Bulwar paryski. Wieczór.

Ślewiński na Notre-Dame-des-Champs odprowadza Strindberga do domu. Strindberg zdrowo pijany.

Ślewiński – Tak znany pisarz, tak się uwalił.

Strindberg – To tylko życie. Bracie to tylko życie. Jak w moich dramatach. Każdy musi dźwigać ból swego istnienia.

Zatrzymują się przed drzwiami kamienicy. Strindberg sięga do jednej kieszeni, później drugiej. Wyjmuje klucz i próbuje otworzyć drzwi.

Ślewiński – Pozwól, ja spróbuję. Bierze klucz od Strindberga i otwiera drzwi. Oddając mu klucz. Dalej już sobie sam poradzisz. /Cięcie.

Ujęcie 3

Nieco wyżej, koło starego domu Ślewiński poluje na szczury. Pociesznie wygląda, kiedy na środku bulwaru z przestrachu zdejmował pantalony, by się uwolnić od szczura, który zgnieciony nogą, wsunął się między bieliznę.

Scena 12

Ujęcie 1

Plener. Dzień. Targ w Paryżu.

Ślewiński pomaga przy noszeniu skrzynek z wozu do magazynu. Obok inni robotnicy noszą półtusze świń. Niosąc skrzynkę Ślewiński chce kogoś ominąć, ten ostentacyjnie przeszkadza. Ślewiński nie podejmuje zaczepki, czeka aż przeszkadzający odejdzie i zanosi skrzynkę na miejsce.

Ujęcie 2

Plener. Wieczór. Przed magazynem. Właściciel magazynu i Ślewiński. Ślewiński chowa pieniądze do kieszeni bluzy.

Ślewiński – Czy mogę przyjść w przyszłym tygodniu?

Właściciel – Zgoda. W marę się spisałeś. Nie będę szukać innego, ale pamiętaj: u mnie liczy się punktualność. Ani minuty spóźnienia.

Ślewiński – Będę na czas. Bez obawy. Dziękuję./Cięcie.

Scena 13

Listopad lub grudzień 1890.

Ujęcie 1

Wnętrze. Wieczór. Ślewiński przy stoliku ze Strindbergiem. Knajpa na Montmartre. Przy innym stoliku przy oknie grupa osób, wśród której Gauguin. Zachowują się bardzo głośno, Gauguin jest wśród nich dominujący.

Ślewiński – Wznosząc kieliszek. To co, jeszcze raz za sukces „Panny Julii”?

Strindberg – Dzięki. Tym razem bałem się krytyki bardziej niż po premierze „Ojca”. A jednak raczej pozytywne opinie.

Ślewiński – Raczej? Śmiejąc się. Nie udawaj, że jesteś taki skromny.

Strindberg – Wskazując na grupę przy oknie. Przysiądziemy się do nich?

Ślewiński – Jestem zmęczony. Wskazując Gauguina. Kto to jest?

Strindberg – Nie znasz? Przecież to Gauguin. Bardzo często tu przychodzi. Kiedyś finansista, dziś wybitny malarz.

Ślewiński – Malarz?

Strindberg – Chcesz, to cię zapoznam.

Ślewiński – Nie dziś. Jestem dziś zmęczony. Wracam do siebie.

Strindberg – Ja mam ochotę się jeszcze napić. Pozwolisz?

Ślewiński – Podnosząc butelkę. Pusta. U nas koniec. Do zobaczenia.

Strindberg wstaje i przechodzi do stolika przy oknie. Wita się z wszystkimi, przystawia sobie krzesło.

Gauguin – Głośno. Madame, możemy prosić jeszcze jeden kieliszek? Sięgając po butelkę. I jeszcze jedną butelkę, oczywiście. / Cięcie.

Ujęcie 2

Ślewiński z oddali obserwuje wesołą grupę. Po chwili wstaje i wychodzi./ Cięcie

Scena 14

Knajpa madame Charlotte. Przy wejściu do lokalu szyld Muchy.

Wnętrze. Wieczór. Kawiarnia „Chez Madame Charlotte”. Ślewiński, sam przy stoliku, od niechcenia rysuje coś na serwetce, kilka stolików dalej Gauguin również sam.

Gaugin – Wstaje i udaje się w stronę baru. Po drodze zatrzymuje się przy stoliku Ślewińskiego. Ogląda rysunek. No, no, ciekawe. Całkiem niezłe. Jest pan malarzem?

Ślewiński – Nie. To tylko tak.

Gauguin – Naprawdę nieźle. Chyba ma pan talent.

Ślewiński – Wskazując krzesło. Zapraszam.

Gaugin – Czekam na przyjaciół, spóźniają się, ale..

Ślewiński – Wskazując na bar. Wino?

Gaugin – Może być. Ale następne ja stawiam.

Ślewiński wstaje, idzie do baru gdzie zamawia butelkę wina. Dostaje ją, bierze jeszcze z tacy na barze dwa puste kieliszki i wraca do stolika.

Gauguin – Czym pan się zajmuje?

Ślewiński – Różnie. Szukam swego miejsca.

Gauguin – Ja kiedyś byłem nawet finansistą, a później, gdy postanowiłem zostać malarzem zarabiałem nawet roznoszeniem reklam. Najważniejsze jest dla mnie malarstwo. Jemu poświęcę wszystko.

Ślewiński – Malarstwo to jednak trudny zawód. Nie każdemu udaje się sprzedawać swoje obrazy.

Gauguin – Sprzedawać? Nie, nie to jest najważniejsze. Trzeba znaleźć swoją drogę, a przede wszystkim trzeba mieć talent… Ciekawe? Znalazłby pan czas, by odwiedzić mnie w mojej pracowni?

Do lokalu wkracza grupa malarzy, przyjaciół Gauguina/ Cięcie

Scena 15

Wnętrze. Dzień. Pracownia Gauguina. Gauguin ustawia na stole wazon z kwiatami.

Gauguin – To jak, spróbuje pan? Powinien pan to naszkicować w ciągu pięciu minut.

Ślewiński – Podchodzi do sztalugi. i zaczyna malować. Szybko szkicuje. Gaugin przygląda się jego pracy. Pali fajkę. Czeka.

Do pracowni wchodzi Mucha.

Gauguin – Poznajcie się. To Alfred Mucha, mój sublokator. A to Polak, którego poznałem u Charlotty. Slewinsky.

Ślewiński – Dzień dobry. Słyszałem już o panu… To pański szyld wisi przed crémeire. Bardzo ciekawy.

Mucha – Dziękuję… Oglądając pracę Ślewińskiego. Dobra kreska.

Gauguin – Tak, teraz jestem pewien. Pan ma talent. Powinien pan zostać malarzem./ Cięcie.

Scena 16

Wczesna wiosna 1891

Ujęcie 1

Wnętrze. Popołudnie. U madamme Charlotte. Przed lokalem szyld Muchy, obok szyld wykonany przez Ślewińskiego (kwiaty).

Ślewiński w otoczeniu uczniów i przyjaciół Gauguina (wśród nich i Mucha).

Gauguin – Po cóż ci ta szkółka. Tylko strata czasu i pieniędzy. Sam powinieneś malować i pamiętaj Ślewiński: Trzymaj się swojej ciemnej gamy.

Mucha – Przesadzasz. Ja uczyłem się grafiki w Akademii w Wiedniu, teraz też uczę się w Académe Colarossi. To całkiem niezła szkoła.

Ślewiński – Muszę dopracować warsztat. Za mało znam podstaw. Jeśli mam zostać zawodowym malarzem… zawodowcem, muszę poznać warsztat.

Gauguin – Jak uważasz. Moim zdaniem to jednak strata czasu…. Do pozostałych. [[ o technice malowania – w formie wykładu.]]

Walczono o nowe pojecie formy określonej linią, jako podstawy konturu plam niezbędnych w dekoratywnym pojmowaniu obrazu, czyste barwy pełne blasku, odważne zestawienia w harmonię całości, prostota kształtu, szukanie charakteru sylwet. Walka z bezwzględnym impresjonizmem, czyli kopiowaniem przyrody i przelotnego światła.

Gauguin – kończąc. Są tacy co malują ze zdjęcia. To bzdura. Obraz należy przetworzyć w sobie.

Mucha – Skończyłeś portret Władysława?

Gauguin – Skończyłem. Za kilka tygodni wyjeżdżam.

Ślewiński – Wyjeżdżasz? Gdzie?

Gauguin – Zdziwicie się. Na Thaiti. Mam dość tutejszego klimatu. Lekarz zalecił mi cieplejszy. Tu choroba zbyt mi dokucza.

Ślewiński – Ale do Bretonii jeszcze pojedziesz?

Gauguin – Oczywiście.

Ujęcie 2

Do kawiarni wchodzi Boznańska z jeszcze jedną kobietą. Widząc Ślewińskiego kłaniają mu się. Siadają przy dalszym stoliku.

Gauguin – Co to za dziewczyny?

Ślewiński – Też uczą się malarstwa. Ta wyższa to Olga Boznańska, moja rodaczka… Ma talent.

Gauguin – Śmiejąc się. Ot i cała tajemnica. Przedrzeźniając. „Chcę poznać techniki malarstwa”. Od kiedy „to” nazywa się malarstwem. Śmiech pozostałych./ Cięcie.

Scena 17

Polska. Zima. Pociąg. Zofia z aktorami w podróży.

Wnętrze. Dzień. Przed południem. W pociągu.

Ujęcie 1

Aktorzy rozlokowani w dobrze ogrzanym wagonie.

Jeden z aktorów – Dyrektorze! To nie zatłoczona furmanka!

Andrzej – Zapewne, ale… ja nie mam zaufania do kolei.

Kobiety, wśród nich Zofia, z dwuletnim śpiącym dzieckiem, którego głowa spoczywa na jej kolanach, zaczęły drzemać. Mężczyźni w przypływie dobrego humoru cicho śpiewają. Wokół śpiewającej grupy pojawiają się pasażerowie z sąsiednich wagonów zwabieni śpiewem komediantów. Śpiew coraz głośniejszy. Do śpiewających dołączają przebudzone kobiety.

Wtem trach! Karambol! Wszyscy omal nie pospadali z ławek. Pociąg stanął!

Jeden z aktorów – Co się stało?

Ujęcie 2

Pociąg cały w zaspie śnieżnej. Parowóz próbuje ruszyć z miejsca, szarpie raz i drugi… bez powodzenia.

Ujęcie 3

Personel pociągu próbuje przy pomocy łopat odkopać pociąg z zaspy.

Ujęcie 4

Noc. W wagonie.

Syn Władysław – Mamo, jestem głodny.

Zofia – Cicho synku. Musimy wytrzymać do rana. Zaspa. Śnieg. Panowie nie mogą nic poradzić.

Ujecie 5

Plener. Dzień. Przed południem. Widok białych pól i lasów.

Przed pociąg zajeżdża korowód sań chłopskich, zabierając pasażerów do Wożnicy.

Scena 18

Ujęcie 1

Kołomyja. Na dworze mróz zawierucha. Remiza.

Ujecie 2

Aktorzy grają przed prawie pustą salą.

Na scenie wśród aktorów Zofia i Andrzej. Grają „Irydiona”??

Scena 19

Ujęcie 1

Wnętrze. Przed południem.

Prowincjonalny hotelik. Restauracja.

Po spektaklu właściciel restauracji stary Kahane zjawia się z flaszką szabasówki i z preclami w kieszeni, każdego zachęca, by dla kurażu łyknęli kieliszek.

Kahane – Co to za aktorzy dzisiaj? Ani pić, ani grać nie umieją… Pamiętam, jak tu grała pani Modrzejewska, Zboiński, Łobojko, Woźniakowski, Eker… Pili, ale i grali!

Ujęcie 2

Wigilia

Panowie aktorzy przy śledziku. Piją śpiewają kolędy. Są wstawieni.

Późnym wieczorem zjawia się dyrektorowa.

Dyrektorowa – Panowie czas już, wieczór się zbliża.

Jeden z aktorów – A czas, dyrektorowo, czas zasiąść do wspólnej wieczerzy wigilijnej, niech się pani nie obawia my pomożemy w nakrywaniu stołu.

Dyrektorowa, wściekła, po porozumieniu z mężem, posłała jeszcze po kilo tradycyjnego karpia, po „wódeczności i piwonie”.

Właściciel zajazdu wnosi wódkę i półmisek z rybami. Uczta wigilijna przeciągnęła się do północy./ Cięcie.

Scena 20

Ujęcie 1

Wnętrze. Noc. Pasterka.

O północy odśpiewaliśmy na chórze w miejscowym kościele kilka kolęd.

Ludzie- Patrzcie aktorzy, a jak śpiewają.

Ujęcie 2

Plener. Noc. Przed kościołem

Wśród wychodzących Andrzej z Zofią.

Andrzej – Dziś mi nie odmówisz. Proszę wyjdź za mnie. Kocham cię. A i dla Władeczka będzie lepiej.

Zofia – Dziś ci nie odmówię.

Andrzej – Obejmując Zofię. Kocham cię. Zawsze cię kochałem.

Scena 21

Ujęcie 1

Paryż. Luwr. Wnętrze. Dzień. Ślewiński kopiuje obraz jakiegoś mistrza.

Obok jakiś mężczyzna ustawia na stojaku aparat fotograficzny i robi zdjęcie innego obrazu.

Ujęcie 2

Plener. Wieczór. Przed Luwrem. Ślewiński wychodzi ze sztalugą.

Ujęcie 3

Ślewiński w tramwaju lub omnibusie.

Ujęcie 4

Ślewiński spaceruje ulicami Paryża. Zatrzymuje się przed oknem jakiejś galerii (sklepu z obrazami).

Scena 22

Ujęcie 1

Plener. Dzień. Późne lato. Ślewiński trzymając kilka obrazów pod pachą stoi przed drzwiami galerii (ze sceny 21).

Ujecie 2

Wnętrze. Dzień.

Ślewiński w sklepie. Galerystka. Ładna, lecz nie pierwszej młodości kobieta (ok. 40 lat). Ślewiński pewny siebie, silny.

Galerystka – Oglądając obrazy Ślewińskiego. Tem nogę kupić. Podoba mi się. Dam za niego dwadzieścia franków. Następne jednak wezmę tylko w komis.

Ślewiński – Dwadzieścia?

Galerystka – To dla siebie. Więcej nie mogę. Obrazy sprzedają się nie najlepiej. To nie taki prosty interes. Zresztą i tak robię wyjątek. Ja biorę obrazy tylko w komis.

Ślewiński – Skoro dla pani. Zgoda. Kiedy mogę spytać o sprzedaż.

Galerystka – Najwcześniej za jakiś miesiąc, półtora… mówiłam już… ostatnio obrazy sprzedają się nie najlepiej… Zobaczymy. Mam kilku stałych klientów.

Scena 23

Wnętrze. Wieczór. Jesień. Galeria.

Galerystka – Pańskie obrazy nawet podobają się. Udało mi się sprzedać aż cztery. Proszę to pańskie pieniądze. Sięga do szuflady i wyjmuje plik banknotów. Sto dwanaście franków.

Ślewiński – Chowając pieniądze do kieszeni kurtki. Byłem przekonany, że trafią na swych klientów.

Galerystka – Swych? Śmiejąc się. Moich… mam tu taką stałą grupę kupujących. Choć rzeczywiście, raczej się podobają…Jeśli ma pan więcej proszę przynieść.

Ślewiński – Bardzo chętnie… Przepraszam za śmiałość… Pierwsza sprzedaż… Czy pozwoli się pani zaprosić na kolację?

Galerystka – Tym razem ja powiem – chętnie. Zamykam o szóstej. Patrząc na wiszący w galerii zegar. Za godzinę.

Scena 24

Wnętrze. Ranek. Mieszkanie Galerystki. Typowe mieszczańskie pomieszczenie, urządzone raczej bez gustu. Dużo ciepła lecz nieco kiczowate. Widać, że jest to mieszkanie samotnej kobiety. Na sekretarzyku kilka zdjęć w ramkach. Ślewiński siedzi przy stole, po chwili z kuchni wychodzi Galerystka wnosząc tacę ze śniadaniem.

Galerystka – Chcesz dziś kawę czy wolisz herbatę?

Ślewiński – Herbatę jeśli można.

Galerystka stawia tacę (na której są bułeczki, masło w salaterce, wędlina i pokrojone pomidory) na stole i wraca do kuchni. Ślewiński patrzy za nią, później spogląda na ścianę na której wisi raczej przeciętnie malowany, realistyczny widok Paryża. Po chwili wraca Galerystka z dzbankiem z herbatą.

Galerystka – Jak chcesz możesz u mnie zamieszkać.

Ślewiński – Dziękuję za propozycję. Ale przywykłem już do samotności. Możemy przecież mieszkać osobno.

Galerystka – Niechętnie. Jak wolisz.

Ślewiński – Nalewając herbatę. Tak wolę.

Scena 25

Zerwanie.

Wnętrze. Dzień. Salon w mieszkaniu galerystki. Ślewiński i galerystka. Ślewiński siedzi na krześle zawiązując buty.

Galerystka – Znowu wychodzisz? Tak dalej być nie może. Kiedy wreszcie zdecydujesz się tu zamieszkać. Przecież to zupełnie bez sensu utrzymywać dwa mieszkania.

Ślewiński – Ja mieszkam w pracowni. Muszę mieć miejsce gdzie mogę malować… Wskazując na salon. Chyba nie ustawię tu sztalugi… Zresztą przywykłem do samotności. Nie mam zamiaru się wiązać… Myślałem, że i tobie to odpowiada. Żadnych zobowiązań.

Galerystka – Żadnych zobowiązań. O czym ty mówisz? Przecież jestem z tobą… tylko z tobą… Kim ja dla ciebie jestem. Tylko przygodą. Można się pobawić i zostawić?

Ślewiński – Przecież i tobie to odpowiadało. Masz swój dom, swoje przyzwyczajenia, przyjaciółki. Swoje życie.

Galerystka – Z pretensją, wyrzutem. Kimbyś był gdybym nie sprzedawała twoich obrazów?

Ślewiński – Przecież na nich zarabiasz… i to całkiem nieźle. Sprzedałaś nawet ten, który rzekomo kupiłaś dla siebie.

Galerystka – Robiłam to dla nas.

Ślewiński – Dla nas? Kogo ty oszukujesz? Dla siebie. Tylko franki. Chodzi ci tylko o franki. No, może jeszcze o zabawę. Taniec i przyjaciółki to całe twoje życie.

Galerystka – Zarabiam na to.

Ślewiński – Ja też pracuję. Ale ty nie szanujesz mojej pracy. Nie szanujesz i nie rozumiesz. Pokazując na ściany. Tu nie ma ani jednego mojego obrazu. Kim ja dla ciebie jestem? Nie, to nie ma sensu. Do widzenia… nie inaczej… Bywaj. Zostań szczęśliwa w tym swoim gniazdku.

Galerystka – Ze złością. Jeszcze tu wrócisz. Nie myśl, że jesteś już taki wielki, że wszyscy czekają na twoje malowidła… Gdyby nie moje kontakty nic byś nie sprzedał.

Ślewiński – Przy drzwiach. Sucho. Nie zwykłem tak rozmawiać z kobietami. Bywaj. Wychodzi./ Cięcie

Scena 26

Wiosna 1891. Bretonia.

Ujecie 1

Wnętrze. Wieczór.

Wnętrze izby bretońskiej oświetlane przez dwa okna. W izbie kilka drewnianych stołów i ław, kieliszki i butelki na nich. Przy stołach kilka osób. Ubrani skromnie, nieco dziwacznie – noszą bretońskie berety, palą fajki przy ustach, na nogach saboty drewniane, pomalowane cynobrem i kobaltem, obwiedzione linią lub rzeźbione ręcznie. Po środku siedział w płaszczu Gauguin. Wsparty na łokciu odrzucił długie włosy w tył głowy i rękoma coś w powietrzu kreślił, opowiadał. Inni wpatrzeni w niego śledzili ruchy. Noc była cicha, ciepła, księżyc utracił na blasku, powoli podnosił się ponad wieś senną. (Goście Paul Gauguin, Filiger, Séguin, Sérusier, Jourdan, Emil Bernard, Anglik O’Connor, Holender De Hahn, Ślewiński i inni. Szkoła z Pont-Aven).

Nastrój był smutny – świeże wspomnienie pobytu Gauguina w Arles, gdzie odbyła się mistyczna scena pracownianego współżycia i przyjaźni z Wincentym Van Goghiem, zakończona pamiętną chwilą szału, kiedy to Van Gogh (Zmarł pod koniec 1890) odciął sobie ucho.

Gauguin – Posługujcie się zawsze farbami tego samego pierwiastka… indygo jest najlepszą podstawą. On staje się żółtym przetrawiony nitrem, a czerwienieje w occie. Drogiści posiadają go zawsze. Trzymajcie się tych trzech zabarwień (colorations). […] Pozwólcie by biały papier rozjaśniał odcienie i czynił biel, lecz nigdy go nie zostawiajcie czystym. […] Odrzućcie czerń i połączcie biel z czernią, co nazywają szarością. Co się wydaje szare jest jedynie połączeniem odcieni jasnych, których oko ustawicznie się dopatruje. Dobrze jest gdy młodzi malarze malują z modela, lecz niechaj go zasłaniają kotarą podczas kiedy malują. Lepiej jest malować z pamięci. Tak dzieło będzie waszym – wasza wrażliwość, inteligencja i dusza przeżyją (oko) spojrzenie amatora.

Gaugin głosił „nauki” zaczerpnięte z ksiąg babilońskiego mędrca Mani.

Opowieść przerywało stukanie kieliszków.

Felligera – Mocno wstawiony. Może masz rację, ale dziś wolę po prostu się napić.

Gauguin – Nie tylko dziś. Jak wiemy.

Pozostali goście wybuchają śmiechem.

Felliger – Może i tak, ale dziś jest dzień szczególny. Jednak pamięć o Wincencie.

Gauguin – Tak, masz rację. Odszedł nasz przyjaciel. Podnosi kieliszek. Za pamięć. Za pamięć o nim.

Ujęcie 2

Grupa wychodzi z lokalu.

Ujęcie 3

Nocny spacer po plażach.

Marzyciele z Pont-Aven”, jak nazywano grupę malarzy skupiona wokół Gauguina, często błąkali się długo w nocy po piaskach na brzegu morskim, po drogach wiejskich i murowanych opłotkach.

Scena 27

Wyspiański w Paryżu.

Ujęcie 1

Wnętrze. Dzień. Szkoła malarstwa. Wyspiański maluje z modela2. Akt kobiety. Obok inni studenci. Akademia Colarossich była przy uliczce de la Grande Chaumière, przy której była jeszcze w 1912 roku.

Ujęcie 2

Widok z Akademii Corarossiego. Duże blaszane szyldy po przeciwnej stronie. Na jednym z nich namalowane kwiaty. Napis na szylzie: „Chez Madame Charlotte”. Przy oknie Wyspiański. Po chwili wraca do sztalugi i próbuje skończyć szkic aktu. Po namyśle odkłada jednak węgiel i wychodzi z sali, w której pozostają inni malujący.

Jeden z Uczniów (przy wyjściu) – Już wchodzisz?

Wyspiański – Nie mam dziś nastroju. Jutro skończę. Szkic zrobiłem, ale… Macha ręką. Do jutra.

W wyjściu Wyspiański mija się z wchodzącym właśnie do studia adeptem.

Wchodzący – Już wychodzisz.

Wyspiański – Na dziś wystarczy. Jutro też jest dzień./ Cięcie.

Ujęcie 3

Wyspiański wchodzi do crémeire „Chez Madame Charlotte”. Mały wąski pokoik, parę zwykłych stolików z marmurowymi blatami i polakierowanych na biało stołków. W kącie za małą ladą siedzi madame Charlotte.

Wyspiański siada przy jednym ze stolików. Podchodzi do niego właścicielka.

Madame – Dzień dobry. Co dla pana?

Wyspiański – Dzień dobry. Proszę, jeśli można, szklankę mleka i bułkę.

Madame – Czy z masłem?

Wyspiański – Nie. Dziękuję. Madame wychodzi do kuchni obok. Wyspiański ogląda obrazy na ścianach.

Madame – Po powrocie do stolika. Stojąc przy stoliku, wskazując ręką na bułkę i dymiące mleko. Do zapatrzonego w obrazy Wyspiańskiego. Proszę

Wyspiański – Czyj to obraz?

Madame – Mój.

Wyspiański – Ale kto go malował?

Madame – Polak. Szel..mą…ski..

Wyspiański – Chełmński. A ten zapewne Podkowiński?

Madame – Tak. A ten i kwiaty na szyldzie Szlewinsky.

Wyspiański – Śmiejąc się. Ślewiński… Ładne. To mój rodak i znajomy, też jestem Polakiem. Powinienem od razu rozpoznać. Rzeczywiście widać jego gamę. Widziałem już jego obrazy.

Madame – Gdzie?

Wyspiański – Daleko stąd. W Polsce.

Madame – Pan Ślewiński często tu bywa.

Scena 28

Paryż. 1993

Ujęcie 1

Plener, dzień. Lato. Ogródek u madame Charlotte. Madame ubrana w wyzywajacą suknię w pomarańczowe kwiaty. Ze wszystkich stron wysokie mury domostw. Brzydkie, odrapane.

Wyspiański – Madame, rzucę tu trochę zieleni. Zaraz będzie ładniej weselej.

Madame – Zdziwiona. Jakiej? Tu nic się nie przyjmie. Próbowałam zasadzić dzikie wino, uschło.

Wyspiański – To posadzimy platany.

Madame – Tu? Gdzie by się pomieściły? Za ile lat urosną?

Wyspiański – W ciągu kilku dni.

Madame – Ze śmiechem. Och artyści… Marzyciele.

Wyspiański – To nie żart. Namaluję. Pozwoli madame?

Madame – Spróbujmy… Wchodzi do wnętrza lokalu. Wyspiański pozostaje patrząc na ścianę… Coś planuje.

Ujęcie 2

Do kawiarni wchodzi Ślewiński ze Strindbergiem. Strindberg w białej kamizelce. Ślewiński z psem Fifi. Siadając przy stoliku odsunął drugie krzesło.

Ślewiński – Proszę, Fifi! Psina skoczyła na krzesło i położyła się na nim wygodnie.

Strindberg – Siadając naprzeciwko Ślewińskiego. Zawsze musisz prowadzić tego psa?

Madame – Podchodząc do stolika. Dzień dobry. Do Ślewińskiego. A wie pan, że jest tu pański rodak. Też malarz. Pokazuje na obraz przy bufecie. Z dumą. To właśnie on namalował mój portret.

Ślewiński – Rodak? Jest tu? Gdzie?

Madame – W ogródku…

W tej chwili Wyspiański wchodzi do wnętrza.

Ślewiński – Wstając. Ze śmiechem, po polsku. Witam rodaka. Wyciąga rękę. Nie myślałem, że tak szybko się tu zaadoptujesz. Pokazując na portret. Całkiem niezły. Uchwyciłeś podobieństwo… a i charakter. No, może nazbyt realistyczny….

Wyspiański – Twój obraz, a i szyld też robi wrażenie, a Chełmoński – wspaniały.

Ślewiński – Zapomniałem… Przechodząc na francuski. To jest pan August Strinberg… to mój rodak Wyspiański.

Wyspiański – Pan Strindberg… Podziwiam pańskie sztuki… Sam próbuję pisać..

Ślewiński – Piszesz?

Wyspiański – Poezje, ale próbuję i dramaty. Tu w Paryżu teatr jest tak… tak interesujący, wielki.

Ślewiński – Dramaty, jakie?

Wyspiański – To pierwsze próby. Historyczne. Właśnie pracuję nad „Warszawianką”. To sceny z Powstania Listopadowego.

Strindberg – W zamyśleniu. Może i ja kiedyś zmierzę się z historią Szwecji… Historia to splot przypadków lub chaosu…

Wyspiański – Ja w historii widzę pewne przeznaczenie. Cytuje, jakby początek wiersza lub dialogu. Jest przeznaczenie, które nami rządzi… aż się ziści.

Strindberg – Nie dając Wyspiańskiemu dokończyć. Przeznaczenie!? Wybacz młody człowieku, ale to bzdury…

Wyspiański – Czytałem pańskiego „Ojca” i „Pannę Julię”. Wspaniałe charaktery… To wspaniałe dramaty, można już dziś powiedzieć, że jest pan wielkim dramaturgiem. Pan ma już utrwaloną pozycję w sztuce.

Strindberg – Zadowolony z pochlebstwa. Tak… Dziękuję… Dziś interesuje mnie głównie postać kobiety. Kobiety-samicy, kobiety-potwora, kobiety niszczącej życie mężczyzny… Konflikt płci…

Wyspiański – Widziałem tu w Paryżu przedstawienia Maeterlincka. Jak on wspaniale buduje nastrój…

Strindberg – Tak. Niedbale. Niezłe… ale…

Do lokalu wchodzi Mauclair. Poeta francuski pochodzący z Prowansji.

Strindberg – Widząc Mauclaira postanawia zmienić temat. O jeszcze jeden literat. Zaraz będzie się rozwodzić o poetach prowansalskich.

Mauclair – Przysiadając się do stolika. Bo i jest o czym. Walczymy o to, by przywrócić językowi prowansalskiemu jego dawną świetność… Kultury regionalne. Tyle w nich zapomnianego piękna…

Strindberg – Ludzie wszędzie są tacy sami… wszędzie rządzą nimi te same emocje…

Ślewiński – Bez przesady z tymi uogólnieniami… Nie wszyscy są tacy sami… Śmiejąc się. Choćby my, czy nie jesteśmy inni? / Cięcie.

Scena 29

Paryż, luty 1893.

Ujęcie 1

Atelier Mehoffera wynajmowana na Avenue du Maine. Jest wysokie, jasne, ma galerię drewnianą na górze, która może służyć do spania. W pracowni Wyspiański i Ślewiński.

Ślewiński – Mimorowo. A wiec jestem w pracowni realisty. Ogląda obraz Wyspiańskiego. Zbyt konwencjonalnie wykonane, w duchu zimnego akademizmu. Spostrzega kartony do witraża, ogląda je. A to?

Wyspiański – To projekt witraża do Lwowa. Dostaliśmy z Józefem zamówienie ze Lwowa

Ślewiński – Dalej oglądając kartony. Tak, to bardzo mi się podoba… Masz talent… ale wiesz to nadmierne skupienie głów w tym miejscu. Troszkę bym to rozdzielił. Dałbym więcej światła.

Wyspiański – Chyba masz rację. Spróbuję.

Ślewiński – Spostrzega szkic węglem, nad którym pracował Mehoffer. A to?

Wyspiański – To szkice Józefa

Ślewiński – Jeszcze zbyt pobieżne. Ale kompozycja bardzo ciekawa. Razem robicie tę realizacje?

Wyspiański – Nie. To tylko projekty. Wygra lepszy.

Wchodzi Mehoffer.

Mehoffer – O, znowu jesteś… I jak ci się teraz u nas podoba?

Ślewiński – Całkiem, całkiem. Właśnie oglądam wasze szkice do witraży. Mówiłem do Stanisława, że twój szkic jeszcze zbyt pobieżny.

Mehoffer – Wiem. Dopiero szukamy pomysłu. Stanisław też dopiero pracuje nad kompozycją.

Wyspiański – Krótko, z dumą. Ja tak chciałem. [Rywalizacja artystyczna. Zazdrość.]

Mehoffer – Do Wyspiańskiego. Zaraz przyjdzie tu pani Vallgren.

Ślewiński – Vallgren? Ta rzeźbiarka.

Mehoffer – Tak. Ona. Rzeźbi biust Stanisława.

Ślewiński – Szkoda, że muszę już iść. Chętnie bym się z nią spotkał.

Ujęcie 2

Wnętrze. W pracowni. Rzeźbiarka Vallgren w towarzystwie jakiegoś Francuza, Wysopiański i Mehoffer.

Francuz – Ogląda szkic witraża Mehoffera. Bien, ale podszedłszy do projektu Wyspiańskiego jest poruszony oryginalnością pomysłu. C’est tout a fait bien, c’est dommage que ça ne restera pas en France.

Wyspiański – Dziękuję, ale to jeszcze tylko szkice.

Francuz – Do Wyspiańskiego. Wie pan. Właśnie kończę remont apartamentu. Chętnie obstaluję u pana witraż do drzwi wejściowych. Zgodzi się pan?

Wyspiański – Rzeczywiście pana pochwały były szczere. Sądziłem, że to tylko taki komplement. Mamy teraz sporo pracy, ale spróbuję znaleźć czas i na to.

Valgren – Nie możesz odmówić. Nie spróbuję powiedz, ale zrobię.

Wyspiański – Tym bardziej, że prosi kobieta. I to tak wielka artystka. Oczywiście, że zrobię./ Cięcie.

Scena 30

7 kwiecień 1893.

Późny wieczór. Pracownia Mehoffera i Wyspiańskiego. Wyspiański leży w łóżku, śpi. Jest w gorączce bardzo silnej, oddech krótki… jest niespokojny. Obok na krześle Ślewiński.

Po chwili wchodzi Mehoffer. Ślewiński podchodzi do drzwi.

Ślewiński – Cicho. Śpi.

Mehoffer – Słyszałem, że zasłabł. Pomogliście mu z Dejeanem.

Ślewiński – Był lekarz. To tylko influenca.

Ujecie 2

Noc przeszła niespokojnie, Wyspiański nie spał i często wstawał.

Ujecie 3

Dzień.

Mhoffer krzątał się wokół chorego, czytał mu na głos powieści Burgeta i wyjątki z „Zamku krakowskiego” Rzewuskiego. Ibsenowską „Heddy Gabler”.

Scena 31

Obiad u Charlotty

Ujęcie 1

Mehoffer jedzie omnibusem po bardzo nawalnym deszczu. Omnibus był tak mokry, że usiąść nie można było na wierzchu, ludzie siedzieli na środkowej poręczy z nogami na siedzeniu – przy placu przed Marszałkiem Neyem było jeszcze dość jasno, wśród drogi ściemniało się tak, że przejeżdżając koło Luxemburskiego ogrodu widziałem szerokie aleje zalane wodą…. Na bulwarach zaczynało się robić niebiesko, omnibus przechodził koło rozpoczętych robót kolei podziemnej, jaki malutki był ten fiaker, który 150-200 kroków jechał za omnibusem, przejeżdżał koło dużych belek położonych wzdłuż bulwaru. Ściemniało się coraz więcej, mijające nas tramwaje zaczynały się już tylko uwidaczniać sylwetami swoimi.

Ujęcie 2

Wnętrze. Wieczór. Obraz napełnionej po brzegi crémerie.

Do lokalu wchodzi Mehoffer. Wszystkie stoły zajęte. Wyspiański już był – dla Mehoffera miejsca przy ich stole nie było – Wnieśli mu maleńki stoliczek, przy którym jadł i mógł z daleka patrzeć na całe towarzystwo – 3 angielki, jedna w ogromnej popielatej pelerynie z futrem, sprawiały się cicho – Mucha – dalej milczący i smutny Anglik – przypominający typem poważnego człowieka sprzed lat pięćdziesięciu – Ślewiński z jakąś panną, która ku zdziwieniu Mehoffera zaczęła mówić po polsku. To panna Kremer z Poznania, archeologią się trudniąca – rozmawiała z Wyspiańskim o teatrze, Operze i Komedii Francuskiej – wreszcie jedna z tych dwóch Francuzek, które tam widuję, ta, co miewa crise de nerfs, ma oczy ładne, czarne, szerokie usta – i bardzo bujne włosy, jest modelką, śmieje się ciągle, mówi z pretensja do elegancji – naśladując teatralną wykwintność mowy. Jest już zniszczona – widać żółte plamy pod różem, ale mimo tego, z daleka, wygląda bardzo efektownie, bo uroda podniesiona wszelkimi środkami, przy tym podniesiona pewnym pozornym zaniedbaniem, co się widzi u Francuzek często. Ona jest ubrana, a tak wygląda jak rozebrana. Druga metresa Czecha, Muchy – jest znacznie mniej powabna, a za to bardzo starannie wystrojona i dopięta.

Ujęcie 2

Do cremiere wchodzi Wanda – narzeczona Mehoffera, która widząc go przychodzi do jego stolika. Ten wita się z nią .

Mehoffer – Cieszę się, że już jesteś. Zobacz jaki tłok. Siądź tu proszę. Zaraz przyniosę drugie krzesło. Odchodzi.

Ujęcie 3

Grupa z którą siedzieli Wyspiański ze Ślewińskim kończy posiłek. Wychodzą.

Ślewiński – Do Wyspiańskiego. Podtrzymujesz zdanie. Nie idziesz z nami?

Wyspiański – Nie najlepiej się jeszcze czuję. Nie. Zostanę. Wskazując na Mehoffera. Wrócę do z Józkiem.

Ujecie 4

Wyspiański, Mehioffer, Wanda.

Wyspiański – Tak, właśnie twierdzę, że kelnerka od Kocha, Celina, mogłaby być odpowiednią żoną dla „człowieka inteligentnego”.

Mehofferem – W twoich sądach na temat kobiet dostrzegam echa Tetmajerowskiego ożenku…

Wyspiański – Tak, najważniejsza jest miłość i naturalne instynkty kobiety. Wykształcenie? W pół roku i może nabrać potrzebnego jej wykształcenia.

Wanda – Taka żona nie wystarczy mężowi na całe życie. Celina na pewno nie posiada delikatniejszych uczuć.

Wyspiański – Na pewno? A skąd taka pewność?

Wanda – Ze śmiechem. Ależ pan jest idealistą. Romantykiem i to w złym sensie.

Wyspiański – Z niechęcią. I tobie bym życzył odrobinę romantyzmu.

Ujęcie 4

Plener. Późny wieczór. Montmartre. Wyspiański, Mehoffer w drodze powrotnej do domu, wchodzą na most – Pont Royal.

Mehoffer – Ty masz masę sprzeczności, sam wydajesz wyrok o każdym za pierwszym rzutem oka.

Wyspiański – Tak to odczuwam.

Mehoffer – To jest twoje wrażenie, dobrze, ale dlaczego w takim razie złości cię to, jak ktoś patrząc na ciebie, coś o tobie powie. Ona powiedziała: Pan jest idealista. Co ona rozumiała pod tym jej rzecz. Ty nienawidzisz u drugich zamkniętych systemów sądzenia.

Wyspiański – Wzburzony. Nie mogę pogodzić się z mniemaniem, aby ukończenie kilku klas i „wykwintność” domu dawało przewagę, zdecydowaną przewagę nad kimś, kto tego nie posiada, i stanowiło najwyższą kwalifikację dla żony.

Mucha – Ty ciągle o tym. Wskazuje na panoramę miasta. Zobacz, czy Paryż nie jest piękny?

Scena 32

Pracownia Wyspiańskiego. Wyspiański maluje z modela. Koniec sesji. Modelka zaczyna się ubierać. Pukanie do drzwi. Wyspiański otwiera, do pracowni wchodzi Ślewiński.

Ślewiński – Witam. Wreszcie cię znalazłem. Słyszałem, ze nie mogłeś dłużej współpracować z Józefem (Mehofferem).

Wyspiański – Witam. Cieszę się, że wpadłeś.

Ślewiński rozgląda się po pracowni. Modelka kończy się ubierać.

Modelka – Dzień dobry.

Ślewiński – Dzień dobry. Do Wyspiańskiego. Masz tu całkiem dobre światło, dobrze, że okna wychodzą na południe.

Modelka – Już ubrana, w drzwiach. Jest jakaś zbita. Wychodząc pyta cicho Wyspiańskiego. Mogę przyjść wieczorem? Modelka wychodzi.

Wyspiański – Dobrze.

Ślewiński – Nie byłeś u mnie na przyjęciu, czy Józef przekazał ci zaproszenie? … Był pan Rejchan z żoną, Mucha, paru moich francuskich znajomych… a nawet młoda malarka z Rosji.

Wyspiański – Przekazał… ale wiesz… przeprowadzka…

Ślewiński – Rozumiem. Już się bałem, że i na mnie się pogniewałeś. Nad czym pracujesz.

Wyspiański – Kończę projekt witraży lwowskich, czasami też dostaję zamówienia na portret. Parę franków zawsze się przyda.

Ślewiński – Tak, wiem coś o tym. Z zadumą. Zdobycie środków tu w Paryżu jest rzeczą trudną i ważną. Stypendia macie przecież niewielkie.

Scena 33

Paryż 1893.

Wystawa obrazów Gauguina w crémeire madame Charlotty. „Fatata te miti” (Na brzegu morza), „Ia orana Maria” (Pozdrawiam cię Mario), „Vahiné no te tiaré” (Kobieta z gardenią), „Parau no te Varua Ino” (Słowo sztana), „Arearea” (Radosne chwile), „Hina te Fatou” (Księżyc i ziemia).

Około dziesięciu gości przy stolikach. Gauguin (wysoki, barczysty, głowa odrzucona do tyłu, długie czarne włosy, dumna, szlachetna twarz, o orlim nosie. Ubrany w długi obszerny płaszcz, na nogach drewniane saboty, pomalowane cynobrem i kobaltem).

Wśród gości Ślewiński, Mucha.

Jeden z malarzy – Jak to malowałeś?

Inny z gości – Prawdziwa rewolucja malarska. Brak tradycyjnej perspektywy, uproszczony kształt przedmiotów, wszystko opasane wyraźnym konturem.

Wchodzi Wyspiańaski

W czasie rozmowy

Ślewiński – Do Gauguina. Mój rodak. Stanisław Wyspiański.

Wyspiański – Wskazując na obrazu Gauguina. Wspaniale obrazy. Tyle w nich świeżości…

Gaugiun – Dziękuję… Jakby sobie przypominając. Wyspiański? A tak. Wskazuje na fresk, a później na portret gospodyni. To twój?

Wyspiański – Tak.

Jeden ze słuchaczy Gauguina – Wspaniały. Świetnie uchwycił pan podobieństwo… a i charakter.

Gauguin – Z odrobiną zawiści. Zły, że przestał być na chwilę centralną postacią. Portret dobry… ale to…Wskazuje na fresk… Nie. Do swoich słuchaczy, jakby w formie wykładu. Ściana powinna zamykać przestrzeń, a nie budzić złudzenia perspektywy.

Wyspiański – I kto to mówi. Reformator sztuki?

Gauguin – Urażony polemiką. Ignorując zaczepkę Wyspiańskiego. A i kolorystyka powinna być moim zdaniem w tonach bardziej jednolitych… Tym razem do Wyspiańskiego. Zresztą, sam do tego kiedyś dojdziesz… Masz w sobie tyle siły.

Wyspiański – Siły?

Gauguin – Właśnie siły. Potrafisz pracować w Paryżu. Ja nie mogę tu już malować. Nie mogę nawet spokojnie sypiać. Oszaleję. Zażywam morfinę, ale mi nie pomaga.

Ślewiński – Ileż razy mam cię jeszcze zapraszać do Bretanii. Tam odzyskasz spokój… Tamtejszy ocean.

Gauguin – Mam gdzieś Bretanię.

Ślewiński – Kiedyś lubiłeś tam malować.

Gauguin – Ocean… Mam to gdzieś… Choroba za bardzo mi dokucza. Klimat Bretonii na pewno mi nie posłuży. /Cięcie.

Scena 34

Późny wieczór. Wnętrze. Paryż.

Pracownia Gauguina na poddaszu na rue de la Grande-Chaumiére nr 8. Wyspiański wchodzi po schodach, staje przed drzwiami. Wewnątrz słychać gwar licznych głosów. Puka. Po chwili wchodzi do środka. Pokój pełen dymu fajkowego. Spostrzega Wyspiańskiego Eugenia Szewcow,

Eugenia – Jednak przyszedłeś. Ujmuje go pod rękę i prowadzi w głąb pracowni. Wyspiański zatrzymuje wzrok na modelce Gauguina, Mulatce Annah. (ubrana w kawał jedwabnej materii koloru pomarańczowego, ciasno opiętej na biodrach i opadającej w fałdach aż do stóp. Górna połowa ciała, piersi obnażone. Na jej ramieniu siedziała małpka).

Któryś z gości podaje Wyspiańskiemu lampkę wina. Stanisław wypija łyk i przysiada się do siedzącej na podłodze grupki osób, wśród których dominował Gauguin.

Gauguin – Nie ma czerni, nie ma szarości. Co się wydaje szare, jest jedynie połączeniem odcieni jasnych, których oko ustawicznie się dopatruje.

Do grupki podchodzi Annah, podając na wielkim półmisku smażone, pokrajane na ćwiartki pulardy.

Któryś z gości – Przydałby się absynt. Pularda na zimno gotowa nam zaszkodzić.

Kolejne głosy – Absyntu! Absyntu!

Gauguin wstał, wchodzi za wyblakłą kotarę, oddzielającą alkowę od pracowni, i po chwili wraca, niosąc w każdej ręce po kilka butelek.

Któryś z gości – Obyś miał więcej takich stryjów. Przynajmniej raz do roku taki spadek i takie przyjęcie. Goście biorą z jego rąk butelki.

Gauguin – Dostrzegając Wyspiańskiego. Coś ci pokażę. Prowadzi go za kotarę, wyjmuje zza łóżka obraz. Temat Taithański. Podoba ci się? Musi się podobać. Malowałem go wczoraj po pijanemu.

Wyspiański – Jak to? Malował je pan tu, W Paryżu.

Gauguin – Maluję z pamięci. W ten sposób dzieło pozostaje moim, ma swoją wrażliwość. Tylko amator malując osła musi iść do stajni, by policzyć na nim włosy.

Po drugiej stronie kotary słychać nieopisany harmider.

Wyspiański z Gauguinem wracają do pracowni, w której tańczy Annah. Tańczy nago. Jedwab służący jej wcześniej za suknię zamienia się w jej rękach to w węża, to znów w ognistego ptaka.

Gauguin – Do Wyspiańskiego. Niezła, co? Nie czekając na odpowiedź przechodzi w stronę kuchni.

Wyspiański blady patrzy na czerwone z podniecenia twarze gości, dwuznaczne uśmiechy. Sytuacja działa na jego zmysły. Nie wytrzymuje sytuacji i nie żegnając się z nikim opuszcza pracownię.

Scena 35

Paryż 1893.

Wnętrze. Popołudnie. Paryż – U madame Charlotte. Przy stoliku Gauguin, jak zwykle w otoczeniu grupki słuchaczy. Przy innym samotnie siedzący Strindberg.

Gauguin – Wychodźcie z jasnego koloru w ciemny, a nie z ciemnego w jasny..

Wchodzi Wyspiański. Wita się z grupką gości i podchodzi do madame Charlotte i zamawia lampkę wina. Z lampka w ręku podchodzi do stolika przy który siedział Strindberg.

Gauguin – Kopiowanie dawnych dzieł zostawcie bakałarzom. Powtarzanie tego, co robili wcześniej inni czyni nas jedynie fabrykantami. Unikajcie pozy w ruchach. Każda wasza postać musi być niemal statyczna.

Strindberg – Nachylając się do Wyspiańskiego, szepcze mu do ucha. He, he. Znowu echa nauk babilońskiego mędrca Mani…

Gauguin – Przerywając wywód. Na dziś wystarczy. Wstaje i podchodzi do stolika, przy którym siedzi Wyspiański ze Strindbergiem. Do Wyspiańskiego. Dlaczego wczoraj uciekłeś tak prędko, bez pożegnania?

Wyspiański – Przepraszam, nie byłem w nastroju. Zresztą i dziś nie jestem w formie.

Gauguin – Dlaczego?

Wyspiański – Nie mam gdzie mieszkać.

Gauguin – Znam to. Też bywałem w takiej sytuacji. Nie martw się jednak Stanisław. Jak słyszałeś dostałem spadek po stryju. Kupiłem pracownie na rue Vercingétorix pod szóstym, a ponieważ wyjeżdżam na miesiąc do Danii, możesz w niej zamieszkać.

Wyspiański – Niemożliwe. Od kiedy?

Gauguin – Sięga do kieszeni i wyjmuje klucz. Od zaraz. I widzisz – po kłopocie, przez miesiąc na pewno znajdziesz jakieś inne lokum.

Scena 36

Wnętrze. Wieczór.

Ujęcie 1

Klatka schodowa.

Wyspiański przed drzwiami pracowni Gauguina. Przekręca klucz w drzwiach i wchodzi do środka.

Ujęcie 2

Zaskoczenie. Wewnątrz pali się lampa z pomarańczowym abażurem. Na rozścielonej na podłodze macie, wśród poduszek leży Annah. Do pasa okryta tym samym pomarańczowym jedwabiem, co poprzedniego dnia na przyjęciu. Wyspiański postąpił krok ku niej. Annah uśmiechnęła się

Wyspiański – Ochrypłym głosem. Dostałem klucz od…

Annah – Wiem.

Wyspiański – Miałem tu mieszkać przez jakiś czas.

Annah – Uśmiechając się. Wiem.Zdjęła z siebie jedwab i wyciągnęła do niego rękę… Wyspiański ulega namiętności. Kładzie się obok niej. Annah zdejmuje z niego ubranie… Początek sceny erotycznej /Cięcie.

Scena 37

Polska. Plener. Niewielkie miasteczko. Przed drzwiami remizy grupa aktorów, wśród nich Zofia z synem Władziem (7 lat). Nieopodal pożar jakiegoś niewielkiego budynku. Wokół gaszących tłumek gapiów.

Władzio – Mamo, mogę iść popatrzeć.

Zofia – Nie. Nie mam czasu, za chwilę przedstawienie.

Władzio – Będę ostrożny. Proszę.

Zofia – No idź. Ale uważaj. Proszę nie podchodź za blisko.

Władzio biegnie w stronę grupy gapiów. Aktorzy wchodzą do budynku.

Scena 38

Ujecie 1

Wnętrze. Na scenie dwoje aktorów.

Ujęcie 2

Zofia zza kulis obserwuje salę. Tylko kilkanaście miejsc zajętych.

Scena 39

Wnętrze recepcja hotelu. Andrzej i jeszcze jeden aktor.

Andrzej – Przecież wiem, że dostałeś przekaz. Pożycz, proszę. Oddam najpóźniej w ciągu tygodnia. Nie mamy nawet na kolację.

Aktor – Wyjmując kilka rubli. Zgoda. Ale najwyżej na tydzień. Mam wydatki. Zrozum. Oddala się po przekazaniu pieniędzy. Andrzej chowa pieniądze do kieszeni, w tej chwili wchodzi do recepcji Zofia z Władziem i dostrzega końcówkę sytuacji. Andrzej zmieszany.

Andrzej – Wskazując na restaurację. To co, pójdziemy na kolację. Klęska, bo klęska, ale jeść trzeba.

Zofia – Trudno wygrać z pożarem. Darmowa sensacja zawsze ciekawsza.

Andrzej – Kaszle (gruźlica). Będą mieli o czym mówić przez kilka lat.

Zofia – Obejmuje go czule. Nie ma się czym się przejmować. Jutro będzie lepszy dzień. Impresario mówił, że w Letnicy wszystkie bilety już sprzedane.

Scena 40

Nowa partnerka. Paryż 1895.

Ujecie 1

Ślewiński podchodzi do stolika, przy którym siedzi Boznańska z Kruglikową.

Ślewiński – Dzień dobry Olgo. Widzę, ze jednak i ty polubiłaś ten lokal.

Olga (Boznańska) – Dzień dobry. Chyba tak. Wskazując na Kruglikową. Poznajcie się. To Jelisaweta Kruglikowa, a to Władysław Ślewiński. Do Kruglikowej. To pod jego wpływem sięgnęłam do ciemnej palety.

Ślewiński – Naprawdę?

Olga – Namalowałam w niej portret pani Deuringer. (To było wcześniej ok. 1890??) Bardzo się jej podobał, ale chyba jednak wrócę do mojej palety. Lepiej się w niej czuję.

Ślewiński – Każdy znajduje swoją… Natury nie pokonasz. Miło mi jednak, że spróbowałaś. Do Jelisawety. Pani jest jak się domyślam Rosjanką?

Jelisaweta – Tak. Jest nas tu w Paryżu całkiem duża grupa. Stanowimy małą kolonię, mamy nawet własny klub… Może pan o nim słyszał?

Ślewiński – Jeszcze nie. Pani maluje?

Jelisaweta – Tak. Malarstwo dekoracyjne.

Ślewiński – Coraz więcej kobiet zawodowo zajmuje się sztuką… Nauką zresztą też. Olgo, czy już poznałaś Skłodowską? Studiuje fizykę tu w Paryżu. To wielki umysł… i jaki upór. Walka o realizację swych ambicji. Wielka kobieta. Na jej wykłady przychodzi coraz więcej słuchaczy. Jutro właśnie ma wykład. Może byśmy się wybrali

Kroglikowa – Niestety, jestem już dziś umówiona. Bardzo dziękuję za zaproszenie, ale nie mogę. Szkoda. To rzeczywiście ciekawe… tak chciałabym ją poznać.

Ślewiński – Szkoda, ale nic straconego. Może innym razem….

Kruglikowa – Może… Zapraszam pana do naszego klubu u nas też bywa wielu ciekawych ludzi.

Olga – Nie było cię ostatnio.

Ślewiński – Byłem w Bretonii. Lubię czasami odpocząć od paryskiego zgiełku.

Kruglikowa – To ja już pójdę. Naprawdę bardzo się śpieszę. Do Ślewińskiego. Dziękuję, to było naprawdę ciekawe spotkanie. Z kokieteryjnym uśmiechem. Do zobaczenia.

Ujęcie 2

Przypadkowe spotkanie z Kruglikową.

Ślewiński odwiedza wystawę w Café Volpini, położonej na wprost Pawilonu Sztuk Pięknych. Obrazy: Gauguin, Emile Bernard, Emile Schuffenecker, Louis Anquetin, Léon Fauché, Charles Laval, Daniel de Mondfierd i Louis Roy.

Pod koniec spotkania Ślewiński bierze Kroglikową pod rękę. Ta nie stawia oporu.

Scena 41

Académie Vitti. Ślewiński z Jelisawetą Kruglikową.

Wnętrze. Dzień. Klub rosyjskiej kolonii artystycznej „Atelier” (Monparnase, niedaleko ulicy Boissonade) Przy fortepianie Borys Matwiejew. Ślewiński wchodzi do lokalu.

Ślewiński bywa w lokalu „Atelier” w dzielnicy Monparnase, niedaleko ulicy Boissonade – przeznaczonym na pracownie dla artystów i jednocześnie klub. Najważniejszym meblem w lokalu był fortepian wokół którego koncentrowało się tu życie muzyczne. Najczęściej grywał Borys Matwiejew, który na otwarcie lokalu namalował na jednej ze ścian dużych rozmiarów panneau. W lokalu tym odbywały się też naukowe odczyty.

W lokalu bywali: Aleksander Gołowin, Wiktor Borysow-Musatow, Aleksandre Szerwenidze, Anna Golubkina, S. Korzinchina, Maksymilian Wołoszyn, siostry Maria i Eugenia Szewcowa, duszą towarzystwa był Kruglikowa. Ona to wprowadziła Ślewińskiego do „Atelier”.

W głębi na fortepianie gra Szewcowa. Nie dochodzi jednak do bliższego kontaktu, nawet wzrokowego jej ze Ślewińskim.

Ślewiński po wejściu do lokalu spostrzega Kroglikową, która siedzi, tyłem do wejścia, w towarzystwie młodego mężczyzny i kobiety. Podchodzi do ich stolika.

Kroglikowa – Do przyjaciółki. Nie naśladowałam, ale zaczęłam odnosić się do łączenia tonów świadomie oszczędnie. Skłonność do malarstwa dekoracyjnego przejawiała się już dawniej we wszystkich moich pracach, a pociąg do konturowania chyba miałam od dzieciństwa.

Ślewiński – Dzień dobry. Słyszę, że przerywam interesujący wykład.

Kroglikowa – Odwracając się. Ach, jesteś. Bardzo się cieszę. Proszę poznaj. To moi przyjaciele. Anastazja i Paweł Piotrowicz. A to Władysław Ślwiński. Wspominałam wam o nim. Polski malarz, też mój przyjaciel.

Ślewiński – Miło mi poznać. To wspaniale mieć tyli przyjaciół.

Kroglikowa – Żebyś wiedział. Śmiejąc się. Naprawdę wspaniale.

Ślewiński – Można się przysiąść.

Paweł Piotrowicz – Patrząc na Anastazję. My już musimy wyjść.

Kroglikowa – Może jeszcze chwilę zostaniecie.

Paweł Piotrowicz – Naprawdę musimy.

Kroglikowa – Jaka szkoda. Cóż zobaczymy się jutro.

Anastazja – Będziemy po południu.

Ślewiński – Naprawdę miło było państwo poznać. Może jeszcze się spotkamy.

Paweł Piotrowicz z Anastazją wychodzą.

Ślewiński – Może i my przejdziemy się na spacer.

Kroglikowa – Chętnie. /Cięcie.

Scena 42

1895. Ślewiński z Kruglikową w Bretanii. W latach 1889-1896 Ślewiński malował w Pont Aven. Z powodu nadmiernego napływu turystów i malarzy Gauguin i Ślewiński oraz ich grupa od 1896 roku przenosi się do Bas Poludu.

Ujecie 1

Plener. Słoneczny letni dzień. Ślewiński z Kruglikową malują bretoński pejzaż. Wzgórza, w oddali morze. Rozstawione sztalugi.

Ujecie 2

Wnętrze. Wczesny wieczór. Gospoda w Bretonii. Przy jednym ze stolików Ślewinski z Kruglikową.

Jelisaweta – Mój dziadek rysował. Portretował wszystkie osobistości z guberni. Ojciec, wprawdzie zawodowy żołnierz, ale też lubił malować. Talent odziedziczyłam po nich. Talent i potrzebę malowania. To dziedziczne…

Ślewiński – Jeśli tak to ja odziedziczyłem tę umiejętność raczej po matce… Choć?? Nie wiem, ale zawsze odczuwałem potrzebę malowania… Twój ojciec jest żołnierzem?

Jelisaweta – Tak pułkownikiem. Pochodzę z żołnierskiej rodziny… Od pokoleń.

Ślewiński – Nie wiedziałem. Popatrz jak dziwne pomieszanie losu. W mojej rodzinie nigdy nie pogodzono się z utratą niepodległości… Ojciec był zesłańcem… A ja mam za partnerkę córkę rosyjskiego pułkownika.

Jelisaweta – Chyba ci to nie przeszkadza?

Ślewiński – Nie. Śmiejąc się, choć z odrobiną goryczy… Zresztą i tak jestem synem marnotrawnym. Nie mam po co wracać do Polski. Tamten rozdział już zamknięty.

Do lokalu wchodzi ktoś z aparatem fotograficznym z dużym statywem.

Ślewiński – Musimy już wracać. Paul miał dziś przyjechać.

Jelisaweta – Rzeczywiście. Zupełnie zapomniałam./ Cięcie.

Scena 43

1894. Ślewiński gości u siebie w Pouldu Gouguina z jego modelką Almą z Jawy.

Ujęcie 1

Wnętrze. Salon w domu Ślewińskiego w Bretanii. Gauguin i Ślewiński.

Gauguin – Aukcja moich obrazów skończyła się nie najlepiej. Ledwie pokryłem koszta i naprawdę niewielki zysk. Myślałem, że zarobię na wyjazd a tu – taka klęska.

Ślewiński – Nie przesadzaj. Niewielki zysk, to jednak nie strata.

Gauguin – Moje zdrowie naprawdę szwankuje. Muszę zmienić klimat.

Ślewiński – Jeden obraz mogę kupić. Mówiłeś, że trzysta czterdzieści franków. Tyle mogę mieć.

Gauguin – Jak dużo trudniejsze byłoby życie bez przyjaciół.

Ślewiński – Myślę, że znajdą się i inni. Nie ma co martwić się na zapas. Jakoś zarobisz na wyjazd. A teraz napijmy się wina. Pójdę zobaczyć, co też nasze dziewczyny przygotowały.

Ujęcie 2

Ślewiński wchodzi do kuchni, gdzie Jelisawieta i Alma przygotowują posiłek.

Ślewiński – I jak dziewczyny? Długo jeszcze?

Jelisawieta – Ach ci mężczyźni. Nie przeszkadzaj, zaraz będziemy./ Ciecie.

Scena 44

Sukces. Wystawa 1898.

1896-1898. Wystawy Kroglikowej3 i Ślewińskiego w Salonie Niezależnych w Paryżu.

Wnętrze. Dzień.

Obrazy o motywach bretońskich.

Śliwiński ok. 1898 r. wystawiał m.in. portret Kruglikowej.

Scena 45

1898 Konkurentka Jelisawety – Eugenia.

Ujęcie 1

Luwr.

Wnętrze. Dzień.

Ślewiński przygląda się obrazowi („Autoportret” Rembrandta), obok staje Eugenia Szewcowa również zainteresowana obrazem. Nagle spojrzeli na siebie.

Ślewiński – Czy myśmy się już nie spotkali?

Szewcowa – Widziałam pana kiedyś w Atelier. Grałam wówczas na pianinie…

Ślewiński – Ach tak. Teraz sobie przypominam… Pozwoli, więc pani, że się przedstawię: Władysław Ślewiński.

Szewcowa – Eugenia Szewcowa.

Ślewiński – Więc pani nie tylko gra.

Szewcowa – Gram amatorsko. To malarstwo uważam za mój zawód.

Ślewiński – A wiec jednak coś nas łączy. Umiłowanie sztuki… Widzę, że i panią zachwyca Rembrandt

Szewcowa – Tak, zachwyciłam się nim już w Rosji, w Petersburgu. „Powrót syna marnotrawnego” to chyba jego najwspanialszy obraz.

Ślewiński – Widziałem zdjęcie. Podchodzą do obrazu „Baszteba w kąpieli”. Ileż tu prawdy. Wyjmuje z kiszeni (kurtki??) zegarek, otwiera kopertę. Już czternasta. Przepraszam, śpieszę się. Myślę, że jeszcze nie raz się spotkamy.

Szewcowa – Z uśmiechem. Niewątpliwie. Widać przecież, że świat jest taki mały./ Cięcie.

Scena 46

Rywalizacja

1898 koniec lata.

Ujęcie 1

Wnętrze. Dzień. Hol Politechniki, przed audytorium. Przy oknie stoi Ślewiński z Boznańską, są lekko zniecierpliwieni. Spóźniona, śpiesząc się podchodzi do nich Kruglikowa z Szewcową.

Kruglikowa – Podchodzi do Ślewińskiego całując go. Dzień dobry Chyba zdążyłyśmy? Musiałam czekać na koleżankę. Gdy tylko dowiedziała się o wykładzie postanowiła, że musi koniecznie tu przyjść. Poznajcie się, to…

Szewcowa – My się już znamy.

Kruglikowa – Znacie?

Ślewiński – Jeszcze jest troszkę czasu. Nic się nie stało, ale wchodźmy. Już sporo ludzi weszło… Odkrycie radu to wielkie wydarzenie.

Szewcowa – Z lekkim zażenowaniem. Poznaliśmy się w Luwrze. Tydzień temu.

Ślewiński- Wskazując na drzwi. Wejdźmy już. Za chwilę nie będzie wolnych miejsc./Cięcie.

Ujęcie 2

Wnętrze. Audytorium. Sala wypełniona po brzegi, przy drzwiach stoi grupa słuchaczy, dla których zabrakło miejsc siedzących. Wykład Skłodowskiej. W czwartym rzędzie Boznańska, Kruglikowa, Szewcowa i Ślewiński. Władysław między Szewcową i Kruglikową. Kobiety obserwują siebie. Rywalizacja.

Ujęcie 3

Wnętrze. Dzień. Korytarz Politechniki. Po wykładzie wśród wychodzących Ślewiński wraz z towarzyszącymi mu kobietami. Zatrzymują się przy jednym z okien, czekając aż przejdzie tłum gości. Podchodzi do nich Jan Kazimierz Danyszem.

Danysz – Dzień dobry. Jednak przyszedłeś.

Ślewiński – Witam. Nie mogłem inaczej. Poznaj, to pani Jelizawieta Kruglikowa, a to Eugenia Szewcowa. Panie są malarkami z Rosji. To Jan Kazimierz Danysz kiedyś uczeń, a dziś najbliższy współpracownik pani Marii Skłodowskiej.

Danysz – Władysław malował portret mojej żony. Do Ślewińskiego. Jest zachwycona.

Ślewińsk – Nie wiedziałem. To miło.

Danysz – Może dacie się państwo zaprosić na niewielkie przyjęcie do pani Marii z okazji tego wykładu.Taka drobna uroczystość.

Ślewiński – Do pań. Zapraszam.

Kruglikowa – Nie najlepiej się czuję. Raczej nie.

Szewcowa – Ja bym chętnie poszła. To był wspaniały wykład. Chciałabym ją poznać.

Ślewiński – Do Kruglikowej. Może jednak dasz radę.

Kruglikowa – Nie. Przepraszam, ale nie. Możecie iść beze mnie. Poradzę sobie.

Ślewiński – Do Kruglikowej. Ale nie będziesz się gniewać? Może cię odprowadzić?

Jelisaweta – Poradzę sobie. Daj spokój. Po prostu nie najlepiej się dziś czuję.

Scena 47
Zawiązanie związku.

Ujęcie 1

Plener. Późny wieczór.

Po przyjęciu u Skłodowskiej. W drzwiach jakiegoś mieszkania. Ślewiński z Eugenią ubrani w płaszcze, przed nimi Skłodowska ubrana wieczorowo.

Skłodowska – Naprawdę nie możecie zostać dłużej?

Ślewiński – Naprawdę. Dziękujemy. To było wspaniale przyjęcie, a i wykład niezapomniany. Gratuluję.

Ujęcie 2.

Plener. Późny wieczór. Bulwar paryski. Ślewiński z Szewcową.

Szewcowa – Wspaniały dzień, ciekawi ludzie.

Ślewiński – Uczeni i ich przyjaciele. Maria skupia wokół siebie wiele wybitnych jednostek.

Szewcowa – Biorąc Ślewińskiego pod ramię. Wiele nas łączy. Oboje kochamy malarstwo. Sztukę…/ Cięcie.

Scena 48

Królestwo Polskie – Domaniewice

Wnętrze. Gabinet ojca. Do gabinetu wchodzi ciotka, ojciec trzyma w ręku list.

Ojciec – Od Władka. Właśnie się ożenił… z Moskwianką. To po to ja konspirowałem, próbowałem walczyć… Przeżyłem Sybir.., by mój syn… mój syn żenił się z Moskwianką… Co jeszcze może mnie spotkać z jego strony? Taki wstyd…Stracił Pielaszewice… Nie poradził sobie… Zrozumiałem… próbowałem wybaczyć…

Scena 49

Bretania.

Ślewińscy kupują małą posiadłość nad morzem w Poulud (Bas Poludu) z kawałkiem ogrodu owocowego i domem. Z okien widok na skały i ocean.

Dom był urządzony na podobieństwo wnętrz bretońskich, ozdobiony obrazami nie tylko gospodarzy, ale również pędzla ich przyjaciół jak O’Connara, Filliger’a, Gauguina i innych.

Szewcowa ustawiała Ślewińskiemu do malowania piękne wazony z kwiatami wśród wzorzystych draperii, czasmi też wybierała miejsce wśród skal, skąd uchwycić można było w perspektywie jakiś najbardziej charakterystyczny fragment oceanu.

Scena 50

Sukces Ślewińskiego – Otrzymuje nagrodę4. Pozytywne oceny krytyków. Salon Niezależnych .

1998

Wnętrze. Popołudnie. Paryż – u madame Charlotty.

Ślewiński z żoną Eugenią Szewcową u madame Charlotty. Do lokalu wchodzi Strindberg. Spostrzega Ślewińskich i podchodzi do ich stolika.

Strindberg – Witam Laureata. Dawno nie czytałem tak pozytywnych recenzji z wystawy.

Ślewiński – Dzień dobry. Ty za swe dramaty zbierasz jeszcze lepsze.

Strindberg – Ale sukces wart toastu. O przepraszam, myśląc o twoim sukcesie, zapomniałem o kobiecie. Witam panią.

Eugenia – Dzień dobry.

Ślewiński- Do zamówienia następnej butelki każdy powód dobry.

Strindberg – Co pokazałeś na wystawie?

Ślewiński – Jak zwykle. Kwiaty, krajobrazy, akty, ale przede wszystkim morze… Nic nie jest w stanie dostarczyć malarskiemu oku tak zmiennego bogactwa barw, podniecić wyobraźnię do rozwiązywania wciąż nowych zagadnień rysunkowych…

Strindberg – Lubię pejzaże, tyle w nich poezji.

Ślewiński – Poezja w malarstwie? Cóż za bzdura. Kolor i rysunek… Tylko to.

Strindberg – Mówię o nastroju. Tego się nie da uniknąć… nawet w martwej naturze czy zwykłych kwiatach. A twoja tonacja… czy to tylko przypadek?

Ślewiński – Zmieniając temat. Wyjeżdżamy w podróż. Hiszpania, Włochy. Eugenia dostała sporą kwotę z Rosji, a i ja sprzedałem kilka obrazów. Musimy odpocząć od Paryża.

Scena 51

Polska, (1899). Majątek Tarnowskich.

Plener. Do dworu zbliża się Zofia z synem. Zofia z małym kuferkiem w ręku, syn z torbą przez ramię. Przed gankiem.

Zofia – Poczekaj tu proszę.

Władysław – Sięgając do torby po blok do rysowania i ołówek. W porządku. Rozumiem… Mogę rysować?

Zofia – Oczywiście. Wchodzi do dworu.

Scena 52

Wnętrze. Przed gabinetem Tarnowskiego

Zofia mija kobietę wychodzącą z gabinetu. Przypuszczalnie nauczycielkę, która nie dostała pracy.

Pokój przed gabinetem Tarnowskiego. Na krześle siedzi jakaś kobieta.

Zofia – Dzień dobry.

Kobieta – Dzień dobry. Patrząc na kuferek. Pani też w sprawie pracy?

Zofia – Tak.

Kobieta – A gdzie pani uczyła wcześniej?

Zofia – Właściwie nie… jestem aktorką, ale teraz z synem… przy tym coraz trudniej dziś o pracę w teatrze.

Kobieta – Zawód nauczycielki wymaga kwalifikacji, doświadczenia…

Zofia – Wiem, ale spróbuję… wskazując na drzwi… O ile…

Kobieta – Oschle. Tu jest tylko jeden etat.

Z gabinetu wychodzi młoda kobieta.

Wychodząca – Pan Tarnowski prosi kolejną panią.

Kobieta – Wstając. Teraz ja…

Scena 53

Gabinet Tarnowskiego. Solidne meble. Na ścianach obrazy. Polscy autorzy, malarstwo historyczne i rodzajowe. Kossak?? Duże solidne biurko, za którym siedzi Tarnowski, przed biurkiem krzesło.

Tarnowski – W chwili wejścia Zofii wstaje. Dzień dobry. Wskazując krzesło. Proszę niech pani usiądzie. Patrząc na Zofię. Chyba już się spotkaliśmy… Chyba… przed laty w Warszawie?

Zofia – Tak. Zaczynałam wtedy jako aktorka….

Tarnowski – I co?

Zofia – Prowincjonalne role… Jak to w życiu…

Tarnowski – Poradzi pani sobie jako nauczycielka? To trudna praca.

Zofia – Bardzo lubię dzieci. Mam syna. Ma dziesięć lat.

Tarnowski – A mąż?

Zofia – Nie żyje. Zmarł rok temu… Też był aktorem… Od tego czasu…

Tarnowski – A syn… Syn, jak ma na imię?

Zofia – Władzio… Władysław… Czeka przed dworem. Rysuje.

Tarnowski – A, tak… Rysuje… Dobrze. Ma pani tę pracę. Przy szkole jest mieszkanie. Proszę poczekać z synem. Przyślę zarządcę, on już pokaże, co i jak…

Zofia – Bardzo dziękuję… Bardzo…

Scena 54

Plener. Przed dworem.

Zofia – Wybiega z dworu, podchodzi do syna, obejmuje go. Mam pracę. Przy szkole jest mieszkanie… Koniec tułaczki… Może nareszcie jesteśmy u siebie. Podnosi syna i tańczy z nim w objęciach. Chłopcu wypada kartka z rysunkiem zabudowań gospodarskich. Dobra kompozycja, rysunek. Chłopak ma talent.

Scena 55

Wizyta Fijałkowskich w Paryżu. Paryż (1890). Wystawa światowa.

Wnętrze. Przed południem. Hotel w Paryżu. Ślewiński w bretońskim spencerku i w sabotach, w kapeluszu z szerokim rondem.

Ślewiński czeka w recepcji po chwili widzi schodzących z góry (wychodzących z windy) Fijałkowskich. Podchodzi do nich. Najpierw obejmuje Helenę. Odsuwa ją od siebie.

Ślewiński – Do Heleny. Kilkanaście lat i patrzcie. Z takiego trzpiota tak piękna kobieta. Witając się z Fijałkowskim. Witam.

Scena 56

Na Wystawie Powszechnej w Paryżu. Pawilon Człowieka i wystrój pawilonu Bośni i Hercegowiny projektował Alfred Mucha.

Wśród zwiedzających Władysław i Eugenia Ślewińscy, Helena i Witold Fijałkowscy.

Helena – Wskazując na jakiś element dekoracyjny w pawilonie Bośni i Hercegowiny. Jakie to piękne.

Ślewiński – Naprawdę ci się podoba? To projekt mojego przyjaciela Alfreda Muchy… Pokażę wam jeszcze jedną jego realizację.

Helena – Piękne…

Ślewiński – Na długo przyjechaliście?

Fijałkowski – Jeszcze nie zdecydowaliśmy, ale w przyszłym miesiącu chcemy już być we Włoszech.

Ślewiński – Musicie odwiedzić nas w Bretanii.

Eugenia – Zapraszamy. Poznacie państwo francuską prowincję. Naprawdę warto.

Ślewiński – Państwo? Przecież to moja siostra… rodzina. Przeszliście na ty…

Eugenia – Oczywiście… Nie mogę się przyzwyczaić… Wybacz Heleno… To jak przyjedziecie?

Helena – Z chęcią. Z chęcią odpoczniemy od tłumu Paryża.

Scena 57

Ujecie 1

Przed salonem firmy jubilerskiej Fouqet (projektowanej przez Muchę). Fijałkowscy i Ślewińscy.

Slewiński – To też projekt Muchy.

Ujęcie 2

W sklepie. Helena z Eugenią oglądają biżuterię, panowie obserwują je nieco z boku.

Helena – Do Władysława. To też jego projekty?

Ślewiński – Tak.

Helena – Bierze do ręki jedną z broszek. Jakże piękna.

Ślewiński odchodzi na bok i rozmawia z ekspedientem. Sięga do portfela i płaci. Po czym wraca do kobiet.

Helena – Do Eugenii. Piękne, ale bardzo drogie.

Ślewiński – Biżuteria Adolfa jest bardzo modna.

Helena – I piękna.

Przy wyjściu do Heleny podchodzi ekspedient i wręcza jej paczkę.

Ekspedient – Pozwoli pani. To dla pani. Helena otwiera paczuszkę i widzi w niej broszkę, którą się zachwycała.

Ślewiński – To spóźniony prezent ślubny siostrzyczko. Tak się cieszę, widząc cię szczęśliwą./ Ciecie.

Scena 58

Wizyta rodziny Fijałkowskich u Ślewińskich w Bretanii.

Ujęcie 1

Bretonia

Wnętrze. Dzień.

Fijałkowscy w mieszkaniu Ślewińskich. Sami. Pojawiają się jacyś goście.

W ciągu dnia Ślewińscy ze sztalugami gdzieś na wybrzeżu – czasami zjawia się jakiś gość – malarz kolega lub przyjezdny z Paryża, czasami marynarz lub chłop – wszyscy czują się tam jak u siebie, nawet gdy nie ma gospodarzy. Na stołach owoce, dzban z jabłecznikiem.

Ujęcie 2

Fijałkowscy przez okno z domu widzą wracających Ślewińskich.

Ujęcie 3

Kolacja

Wieczorem przy stole jakieś morskie ryby, przygodna nieliczna kompania gości – szklanka wina – i rozmowa o sztuce lub o przygodach morza.

Ujecie 4

Plener. Wieczorem przed domem Ślewiński z Fijałkowskim przy stoliku. Piją wino.

Fijałkowski – Zatrudnił ją Tarnowski. Zakładał w swoim majątku szkółkę ludową i dał jej pracę nauczycielki.

Ślewiński – Było widać już w Warszawie, że Tarnowski miał do Zosi słabość…

Fijałkowski – Może właśnie dlatego jej pomógł… Niezbadane są drogi naszych uczuć… A jej syn… nie wiem czy ci o tym mówić…

Ślewiński – Stanowczo. Zacząłeś to dokończ.

Fijałkowski – Wiesz… bardzo podobny do ciebie… te same rysy, nos… postawa. Nawet głos macie podobny.

Scena 59

Bretonia

Ujęcie 1

Ukryta myśl o powrocie pojawiła się nagle. Ślewiński coś knuł, coś go nurtowało, dolegało mu.

Plener. Wieczór.

Ślewiński stoi na werandzie przed domem. Pali fajkę. Jest posępny zamyślony

Ujęcie 2

Wnętrze. Dzień. Ślewiński z żoną Eugenią przy posiłku. Kończą jeść.

Ślewiński – Już postanowiłem. Wracam do kraju. Już czas.

Eugenia – Czas?

Ślewiński – Tak. Już czas. Paul nie żyje. Nic mnie tu już nie trzyma.

Eugenia – To ryzyko. Teraz się przenosić.

Ślewiński – Bez obawy. W Polsce jest rodzina… Zresztą i ty będziesz bliżej swoich bliskich.

Eugenia – Rzeczywiście…. Wujek… generał.., mówiłam ci o nim, jest w Warszawie, ale…

Ślewiński – Jestem Polakiem i nie przestałem nim być. Moje miejsce jest w Polsce. Znalazłem kupca na nasz dom. Jutro przychodzi obejrzeć.

Eugenia – Już jutro?

Ślewiński – Nie ma co zwlekać. Jakiś czas pomieszkamy w Paryżu, a później w drogę. Decyzja zapadła. /Cięcie.

Scena 60

Polska. Rok 19055. Warszawa ul Wspólna 52

Ujęcie 1

Wnętrze. Klatka schodowa bogatej, mieszczańskiej kamienicy w Warszawie.

Ślewiński wchodzi w futrze z najeżonym na zewnątrz włosem, w kapeluszu z pomiętym szerokim rondem, trzymając na smyczy dwa merdające kusymi ogonkami psy (foksteriery). Puka do drzwi jednego z mieszkań.

Ujęcie 2

Slewiński wprowadzony przez syna gospodarzy (18 lat) do gabinetu, rozgląda się po ścianach, na których wszą szablonowe portrety przodków. Bidemajerowskie fotele i kanapa.

Ujęcie 3

Do mieszkania wchodzi Fijałkowski.

Fijałkowski – Do syna. Widzę, że dzielnie dotrzymujesz wujowi towarzystwa.

Ślewiński – Rezolutny młodzieniec.

Fijałkowski – Do syna. Zobacz jak tam przygotowania do kolacji.

Syn Fijałkowskiego niechętnie wychodzi.

Ujęcie 4

Wnętrze. Wieczór. Gabinet Fijałkowskiego.

Fijałkowski – Zastając Ślewińskiego oglądającego grafikę Grottgera o tematyce powstańczej. Podoba ci się ta grafika?

Ślewiński – Nie, nie o to chodzi. Nie lubię sztuki tematycznej, zwłaszcza historycznej. Myślę o ojcu. To przecież Powstaniec, zesłaniec na Sybir. Nie wiem, jak zareagował na mój ślub z Moskwianką.

Fijałkowski – Bez obawy. Pogodził się z tym. Cieszy się z twojej stabilizacji. Wskazując na fotele. Siądziemy?

Fijałkowski i Ślewiński w fotelach naprzeciwko siebie. Na stoliku przed nimi butelka koniaku i dwie lampki.

Ślewiński – Jakby od niechcenia, ale nie potrafi ukryć, że go to interesuje. A jak tam Tarnowski, zatrudnia wciąż Zofię?

Fijałkowski – Jednak dręczy cię ten temat.

Ślewiński – Niby obojętnie. Nie, to tylko ciekawość. Wspominałeś wówczas.

Fijałkowski – Jej syn studiował na Akademii w Krakowie. Studia finansuje Tarnowski. Podobno utalentowany. Teraz uczy rysunków Zosię. Córkę Tarnowskiego.

Ujęcie 5

Wnętrze. Wieczór. Salon. Kolacja.

Ślewiński rozsmakowuje się w pierogach. W Polsce za dużo jada jak wszyscy. Obciążenie żołądka mąci jasną myśl i właściwe widzenie kolorów. Wegetariańska kuchnia, do której przywykł na Montmartre lepiej mu służy na zdrowie niż inne.

Oznajmia, ze przyjechał do kraju urządzić wystawę u Krywulta. Zamierza też pojechać do Domaniewic odwiedzić.

Scena 61

Warszawa.

Wnętrze. Dzień.

Pracownia Ślewińskiego przy ul. Złotej 51. Duży lokal na trzecim piętrze.

Maluje modelkę – obraz „Naga kobieta”.

Ślewiński maluje w okularach opuszczonych na koniec nosa w specjalnym „kapeluszu do malowania” z fantazyjnym rondem poplamionym farbami. Podczas malowania pieski siedziały obok niego po obu stronach. W pracowni towarzyszy mu młody Fijałkowski.

Młody Fijałkowski – Mówię wujowi poezja Młodej Polski jest wspaniała. Niech wuj posłucha.

Cytat: wiersz Staffa.

Ślewiński – Egzaltacja.

Młody Fijałkowski – A to? Cytat: ostatni akt „Wesela”.

Ślewiński –Wolę jego witraże. Wyspiański to wielki talent, ale to człowiek chory…

Młody Fijałkowski – A co się wujowi w naszej literaturze podoba?

Ślewiński – Kochanowski… „Psalmy”, „Fraszki”…nawet „Treny”, w których cierpienie jest wyrażone bez cienia egzaltacji. Wolę go niż Mickiewicza… Sporo czytałem literatury światowej, ale nie jestem literatem… na co dzień wystarczą mi „Trzej Muzkieterowie”, bajki z tysiąca i jednej nocy, „Cousin Pons” Balzaca… no i Kochanowski… W malarstwie nie lubię literatury… Dlatego też cenię Matejkę, jako wielkiego patriotę, za jego narodowe zasługi… ale malarstwo… Powinien zajmować się historią, to są ciekawe ilustracje do historii.

Dzwonek do drzwi. Posłaniec.

Ślewiński otwiera kopertę.

Ślewiński – No, wreszcie. Do młodego Fijałkowskiego. Przyjechały obrazy. Jadę do Domaniewic zaprosić na wystawę ojca.

Scena 62

Wizyta u ojca.

Ujecie 1

Plener. Przed południem.

W Rawie Ślewiński wysiada z karety pocztowej. Opodal czeka na niego powóz. Woźnica podchodzi do Ślewińskiego. Bierze od niego bagaże. Ślwewiński wsiada do powozu.

Ujęcie 2

Na wysokości majątku Zdżady przez pola folwarku Wał i pola Domaniewic Ślewiński idzie pieszo, zatrzymując się co chwila i rozglądając. Wspomina.

Ujęcie 3

Domaniewice

Gdy Ślewiński doszedł do podwórza majątku – bryczkę odesłał do stajni, wziął w rękę mały kuferek i cicho, niepostrzeżony przez nikogo wszedł do dworu.

Scena 63

Ślewiński wchodzi do pokoju jadalnego, gdzie właśnie stary zegar wybijał godzinę, po czym puka do drzwi gabinetu.

Głos ojca – Wejść.

Ujęcie 5

Ślewiński wchodzi, starszy pan wstaje zza biurka i w tej chwili do pokoju wchodzi ciotka. Ojciec i syn długo stoją naprzeciwko siebie, wreszcie ojciec wyciąga ramiona. Syn zbliża się. Następuje pojednanie.

Ojciec – Jednak wróciłeś… Na zawsze?

Ślewiński – Jeszcze nie wiem. Wprawdzie sprzedałem dom w Bretanii, ale… Nie wiem jak tu jest… Tyle lat.

Ojciec – Tyle lat… Dobrze, że jesteś.

Ślewiński – Będę miał wystawę moich obrazów… W Warszawie u Krywulta. Przyjechałem też po to, by cię zaprosić na otwarcie w przyszłą środę.

Ojciec – U Krywulta… Gratuluję… Przyjadę, ale nie na otwarcie, mogę być w Warszawie dopiero w piątek…. W środę mam umówione spotkanie w Banku. Kredyty… spłacam ratę. Z dumą. Tegoroczne plony były całkiem, całkiem…/Cięcie.

Scena 64

Warszawa, 1906.

Ujęcie 1

Plener. Warszawa, Krakowskie Przedmieście. Ulicą idzie manifestacja uczniów i studentów z transparentami. „Język polski do szkół”, „Wolność”, „Równość”. Obok z trudem przemieszcza się Ślewiński z Fijałkowskim.

Ślewiński – Autonomia, reformy, wszystko to niewątpliwie ważne. Wszystko to w porządku, ale jak pracować w takich warunkach? Jak tworzyć?

Fijałkowski – A jednak władze ulegają. Autonomia wzrośnie. To pewne.

Dochodzą do drzwi galerii Kyrwulta. W oknie plakat z obrazem Ślewińskiego6.

Ślewiński – Już jesteśmy.

Ujęcie 2

Wnętrze. Wieczór. Salon wystawowy Kyrwulta w Warszawie. Tłum gości.

Wystawa: m.in. „Kobieta czesząca się” (Muzeum Narodowe w Krakowie) „Ogrodnik” (katalog Czyżewskiego), Wielki autoportret (katalog Czyżewskiego), „Notre-Dame przy świetle księżyca”, „Anemony” – symfonia fioletowa (kwiaty), martwe natury, kwiaty, morze, „Portret marynarza”.

Część widowni zaskoczona brakiem „treści” w tych obrazach.

Ojciec przed obrazami. Uznawał tylko malarstwo anegdotyczne i z patriotyczną łezką. Nie bardzo wie jak się zachować.

Ślewiński – Podchodząc do ojca. I jak?

Ojciec Ślewińskiego – Widzę, że sukces. Tylu ludzi…

Ślewinski – Ale co sądzisz o obrazach?

Ojciec Ślewińskiego – Jak by ci powiedzieć… to dla mnie nowe… mam inne…

Ślewiński – Rozumiem.

Ojciec – Ale zrozum. Cieszę się. To sukces.

Slewiński – Wiem tato. Dziękuję. Obejmuje ojca opiekuńczo.

Scena 65

Wnętrze. Dzień. Salon wystawowy Kyrwulta.

Na wystawę do Krywulta przychodzi komornik. Dyskretnie robi pomiary. Podchodzi do niego zaniepokojony Krywult…

Krywult – Przepraszam pan…?

Komornik – Jestem komornikiem z kancelarii… Z tytułu nie zapłaconych w terminie, a zaprotestowanych weksli na sumę czterech tysięcy rubli przystępuję do zajęcia wszystkich obrazów. Muszę zrobić urzędowy spis i opieczętować.

Kurwult – Opieczętować? Mam prośbę. Proszę nie przylepiać na każdym obrazie urzędowej nalepki. Porozmawiam z panem Ślewińskim. Myślę, że spłaci ten dług.

Komornik – Niechętnie. Zgoda. Jeśli jednak w ciągu tygodnia nie otrzymam oprotestowanej kwoty przystąpię do licytacji.

Scena 66

Wnętrze. Salon u Fijałkowskich. Przy dużym stole cztery osoby rodzina Fijałkowskich i Ślewiński.

Ślewiński – Byłem przekonany, że ten weksel jest już nieaktualny. Przecież on miał wobec mnie inne zobowiązania.

Helena – Nie ma innego wyjścia, musisz zapłacić. Jeśli nie masz wystarczającej gotówki możemy ci pożyczyć.

Ślewiński – To dużo pieniędzy.

Helena – Rozmawialiśmy o tym. W razie czego zastawię biżuterię.

Ślewiński – Załamany, niepocieszony. Czuł się we własnej opinii skompromitowany. Nie mogę tego przyjąć.

Fijałkowski – Dziś najważniejszą sprawą jest pozbycie się komornika. Jeśli zajmie obrazy… jeśli rozejdzie się to w środowisku… Sam rozumiesz, jak bardzo może to utrudnić późniejszą sprzedaż. Musisz zapłacić.

Ślewiński – Taki kłopot. Taka kompromitacja.

Fijałkowski – Przecież za jakiś czas oddasz. Nie mówmy o tym.

Helena – Nie martw się. Cała ta sprawa „nie jest warta funta kłaków”. Jeszcze chwila i zupełnie o niej zapomnimy. Nie spróbowałeś jeszcze mojej potrawki… To specjalność naszego domu.

Ślewiński – Wszystko pyszne. Tu w Polsce już przytyłem. We Francji przywykłem do innej kuchni. Nakłada potrawkę. Ale nie mogę sobie odmówić… Takie pyszności.

Helena – Jak tata?

Ślewiński – Dobrze. Postarzał się bardzo, ale trzyma się staruszek./ Cięcie

Scena 67

Plener. Dzień. Warszawa. Spotkanie z Adamem Olszewskim, kuzynem Ślewińskiego, ziemianinem spod Grabatki. To kompan Władysława z dawnych lat – znany wesołek, dowcipniś i brat-łata.

Ślewiński z siostrzeńcem, obok dwa pieski. Ślewiński w najeżonym włosami futerku i w rozwichrzonym kapeluszu. Z przeciwnej strony nadchodzi Adam.

Adam – Władek ofermo! Jak ty wyglądasz! Szeroko rozwiera ramiona i przytula Ślewińskiego śmiejąc się pełną gębą.

Adam – Po uściskach. Właśniem był na wystawie.

Slewiński – I jak?

Adam – Twoje obrazy… choćby nawet były brzydkie jak noc są dla mnie piękne jak Wenus z Milo, bo je namalował kochany Władek, który nauczył mnie odróżniać marki szampana Pommery od Cliquota i damy od nie damy.

Ślewiński – Nic się nie zmieniłeś.

Adam – Musisz pojechać jutro ze mną do Garbatki. Musimy podwiedzać starych znajomych… Co za spotkanie.

Ślewiński – Ależ z ciebie raptus. „Musisz”, „musimy”. Powoli, zwolnij nieco. Jutro nie mogę. Mam tu interes w Warszawie… Dr Dunin (ówczesny pisarz hipoteczny) kupił mój obraz, właśnie jutro odbiera… a i pan Glass się przymierza… Zrozum muszę dbać o klientów.

Adam – Dbać o klientów? A jednak się zmieniłeś. Nie martw się poczekają.

Ślewiński – Nie, najpierw praca…

Adam – Wiem, żartowałem. Nie ma problemu. Pojedziemy pojutrze. Zresztą, jeśli każesz poczekam i tydzień.

Ślewiński – Tobie nie można odmówić. Chwilę się zastanawia. Niech będzie pojutrze, zgoda.

Scena 68

Podróż do Garbatki.

Ujęcie 1

Plener. Dzień. W powozie Ślewiński, Adam Olszewski i młody Fijałkowski.

Adam – Czego ty tam wypatrujesz?

Ślewiński – Błoto! Co za wspaniale błoto

Adam – Co?

Ślewiński – Namalować błoto to rozkosz!

Adam- Klaszcze w ręce z wyrazem zgorszenia. Blota chcesz?… Jest go tu więcej niż urodzaju.

Ślewiński – Pamiętasz obraz Chełmońskiego w Narodowym w Krakowie. Czwórka bałagulska galopująca przez błoto i kiwająca się na bryce postać pijanego szlagona z fajką… To najlepszy obraz Chełmońskiego. Głośno. A na tym obrazie najlepsze nie konie, nie szlagon i bryka ale… błoto!, błoto, żywioł, walka z żywiołem.

W wyniku wizyt u dawnych przyjaciół ziemian powstają obrazy

„Dziewczyna z Czarnolasu” (kat. Czyżewskiego), „Kościół w Grudku” (zaginął) „Las” (zaginął). Ślewiński „wchłaniał” polski krajobraz.

Ujecie 2

Warszawa.

Wnętrze. Dzień. Pracownia Ślewińskiego.

Młody Fijałkowski – Widział wuj recenzję w „Głosie”. Pełna zachwytu.

Ślewiński – Obojętnie. Widziałem. Większość jednak negatywnych. Tu nie bardzo rozumieją, nie dotarły tu jeszcze nowe trendy… Po chwili zastanowienia. Może wróciłem za wcześnie.

Pukanie do drzwi. Ślewiński otwiera. Listonosz. Młody Fijałkowski obserwuje jak Ślewiński odbiera list. Wracając do pracowni otwiera kopertę i czyta.

Ślewiński – Przepraszam cię to od żony. Po chwili. Wkrótce tu już będzie. Podróż się opóźnia bo wiezie cały nasz dobytek.

[Przyjazd żony zmienia Ślewińskiego. Z twarzy jego znika wyraz przygnębienia. Odzyskuje równowagę i pewność siebie.

Ciotka Eugenia mówi mieszaniną języka francuskiego z Montmartre, rosyjskiego z salonów oraz polszczyzną wystudiowaną… w scenach małżeńskich z mężem.

Nie była ladna, ale przystojna, pełną dystynkcji postawa i świetna figura.

Ślewiński w pracowni miał portret żony (nie było go na wystawie u Krywulta), który – jego zdaniem – podkreśał rosyjskość jej postawy i twarzy.

Pracownie Ślewińskich odwiedzali pisarze (Przesmycki, Przybyszewski), malarze (Trzebiński, Pankiewicz, Frycz, Tichy) i różni znajomkowie z dawnych lat.]

Scena 69

1905. Letnisko w Czarnym Lesie7

Wizyta u radcy Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego Pieniażka w Łagowie.

Wydaje on dla Ślewińskich wspaniały obiad, na który zaprosił – w jego mniemaniu znakomitych gości z Warszawy – Dumny był, że przyjmuje u siebie gości z Paryża, wywodzących się z dobrych rodzin w Polsce.

Obiad odbywał się w wielkiej jadalni, gdzie na ścianach wisiały rogi i myśliwskie trofea oraz stereotypowe portrety przodków gospodarzy domu.

Pieniążek – Wznosząc do góry kielich starego węgrzyna. Wygłasza uroczystą orację na cześć swego gościa. Goście słuchają go z mniejszym lub z większym zainteresowaniem. Ślewiński, mający wzrok utkwiony uparcie w jakiś punkt na przeciwległej ścianie, i jakby „obecny”, ale „nieprzytomny” zbladł i wstał… Pan domu zauważył to – zamilkł i spojrzał na gościa z niepokojem. Ślewiński nagle wyciągnął rękę w kierunku jakiegoś starego obrazu i drżąco, uroczystym głosem oznajmił obecnym…

Ślewiński – To jest Rembrandt! Przepraszam państwa. Podbiegł do ściany, wskoczył na krzesło i zdjął obraz. Rembrandt! Orzekł bezapelacyjnie.

Obraz bardzo zniszczony, przedstawiał głowę młodego rycerza w płaszczu i w kapeluszu z pióropuszem.

Pan domu zapomniał o wygłaszanej mowie i podbiegł do gościa. Przy stole zawrzało jak w ulu. Snobizm, nieuctwo, chciwość, sensacja, zazdrość.

Gość A – Taki majątek.

Inny gość – Ileż on może być warty?

Gość A – Ale ma szczęście.

Pieniążek – Niemożliwe. To przecież nie ma wielkiej wartości. Ot nabyłem to kiedyś od sąsiada.

Ślewiński – Rembrandt. Jestem, pewien./Cięcie.

Scena 70

Jesień 1905. Wnętrze. Popołudnie. Pracownia Ślewińskiego.

Pismo. Problem z paszportem. 5 tyś. rubli. Paszport w 1888 opłacono tylko na rok pobytu. Znów zagrożenie licytacją obrazów. Eugenia wspomina o wójku generale Bogolubowie.

Młody Fijałkowski – A wie wujo, że Rembrandt po wizycie Pieniążka w Berlinie okazał się tylko ze szkoły Rembrandta.

Ślewiński – Niemożliwe. Na pewno Rembrandt. Ci tak zwani rzeczoznawcy. Pilnują tylko rynku. Trzeba spróbować jeszcze w Paryżu. W poważniejszym domu aukcyjnym.

Poczta. Ślewiński otwiera pismo. Czyta. Chodzi nadąsany i nie wie, co zrobić. Do pracowni wchodzi.

Eugenia – Patrząc na Ślewinskiego. Co się stało.

Ślewiński – Podając jej pismo. Zobacz.

Eugenia – Może najwyższy czas odwiedzić mego wuja generała Bogolubowa. Już nawet przysyłał adiutanta, iż oczekuje na naszą wizytę. Próbując zjednać do pomysłu Ślewińskiego. Zna mnie od dziecka i chciałby też poznać mojego męża.

[Ślewiński (ze względów patriotycznych) opierał się przed wizytą. Wybrali się do generała dopiero po dwóch tygodniach. To tak mnie wita mój własny kraj. Już druga wizyta komornika… Carski generał?? Syn zesłańca po prośbie do carskiego generała?? Nie to niemożliwe..].

Scena 71

Wnętrze. Warszawa. Popołudnie.

Ujęcie 1

Wejście. Kancelaria. Adiutant.

Ujęcie 2

Wnętrze. Dzień. Salon w pałacu Generała.

Obiad. Generał zagadywał po francusku, wuj odpowiadał po polsku.

Ślewiński- Język francuski obrzydł mi dostatecznie. Za polskim stęskniłem się po tylu latach pobytu za granicą, że mówię dziś tylko po polsku.

Generał – Chwali się Ajwazowskim „Burza morska”.

Rozmowa się nie klei. Eugenia podkreśla, ze Ślewiński zaczyna coraz lepiej sprzedawać obrazy. Może o pracy w Akademii, o szkole.

Ślewiński podkreśla, ze trzeba kształcić społeczeństwo. Tyle tu ludzi utalentowanych a kraj nie daje zbyt wielu możliwości rozwoju talentu…

Ślewiński – Skrzywił się na ten widok. Sztuka fotograficzna zrobiła dziś na zachodzie takie postępy, iż zaczyna skutecznie rywalizować z naturalizmem w malarstwie i odbiera chleb najwybitniejszym artystom tego pokroju.

Generał – Tak, ja też bardziej sobie cenię Siemiradzkiego.

Ujęcie 3

Szewcowa i Ślewiński wychodzą z gabinetu.

Szewcowa – Nawet nie wspomniałeś o sprawie paszportu.

Ślewiński – Nie będę o nic prosił rosyjskiego generała…

Ujęcie 4

Szewcowa wraca do kancelarii i sama składa pismo na ręce adiutanta generała.

Scena 72

Kraków

Jesień 1905. Ślewiński zawiązuje stosunki z miejscowymi malarzami. Kasprowicz, Wyspiański, Tetmajer, Wyczółkowski, Stanisławski, Mehoffer…

Ślewiński później był w konflikcie z niektórymi członkami Towarzystwa „Sztuka” w Krakowie.

Sala Muzeum Narodowego w Sukiennicach. Ślewiński z Mehofferem przed obrazem Chełmońskiego…

Ślewiński – Zawsze, gdy jestem w Krakowie, muszę go obejrzeć…

Podchodzi do nich Stanisławski.

Stanisławski – Wiedziałem, ze was tu zastanę. To wspaniały obraz, wielki malarz.

Podchodzą do obrazu Jacka Malczewskiego.

Stanisławski – Długo kręcił brodę, międli coś w ustach, w końcu mruknął. No pięknie, bardzo pięknie, no, ale na przyszły rok będzie żaba w kwaśnym mleku, no, i zbawienie Polski.

Mehoffer – To sąd nazbyt ostry, nawet niesprawiedliwy.

Stanisławski – Noo… dlaczego ja mam być sprawiedliwy? Pan Bóg jest sprawiedliwy.

Ślewiński – Tak, to też nie jest mój kierunek. Czyste malarstwo. Żadnej historii, tym bardziej ideologii.

Stanisławski – A kiedy twoja wystawa w Krakowie.

Ślewiński- Właśnie jestem w trakcie organizacji.

Scena 73

Ujęcie 1

Wieczór. Wnętrze galerii w Krakowie.

Galeria. Dużo ludzi. Przed obrazami jakiś krytyk do pary małżeńskiej (ok. 40 lat).

Krytyk – Rzeczywiście bardzo ciekawe. Jednolita ciemna gama i ten nastrój.

Ślewiński stoi z boku z jakimś mężczyzną. Widać podobieństwo w rysach i postawie. Nawet podobne głosy.

Ślewiński – A wie pan, spotkałem kiedyś w Warszawie aktora o podobnym nazwisku. Całkiem dobry aktor…

Syn – To mój ojciec.

Ślewiński – I co u niego? Jak kariera?

Syn – Nie żyje… Mama też…

Ślewiński – Moje kondolencje… A pan? Czym pan się zajmuje?

Syn – Jestem malarzem. Z dumą. Skończyłem Akademię.

Ślewiński – Słyszałem o tym od pana Tarnowskiego. Bardzo chwali pańskie malarstwo. Podobno uczył pan jego córkę, Zofię.

Władysław – Rysunków. Jest zdolna.

Ślewiński – Tak wiem. Teraz ja ją uczę. A co pan sądzi o mojej wystawie?

Władysław – Niezłe… Ja jednak wolę większy realizm. Tu w Krakowie…

Ślewiński – Rozdrażniony. Właśnie tu w Krakowie… a trzeba wyjechać za opłotki. Paryż, czy choćby do Monachium. Sztuka się rozwija… wciąż poszukuje…

Ujecie 2

Wyspiański

Ślewiński – Widząc wchodzącego do sali wystawowej Wyspiańskiego. Przepraszam na chwilę. Podchodzi do Wyspiańskiego. Jednak przyszedłeś.

Wyspiański – Chciałem zobaczyć, czy wciąż będą mnie zachwycać twoje obrazy. Ogląda obraz. Ciągle ta ciemna, smutna gama. Ale wspaniałe.

Ślewiński wie o chorobie Wyspiańskiego, który po wylewie ma sparaliżowaną prawa stronę.

Ujęcie 3

Plener. Wieczór. Rynek w Krakowie.

Wyspiański ze Ślewińskim idą w stronę Rynku. Po drodze wielu ludzi kłania się Wyspiańskiemu.

Wyspiański – Do Ślewińskiego. Wskazując na stojące w Rynku dorożki. Przejedźmy się będzie szybciej… Zapraszam na przejażdżkę.

Ujęcie 4

Podróż dorożką do mieszkania Wyspiańskiego8.

Ślewiński – Jesteś tu bardzo popularny.

Wyspiański – Moje sztuki odniosły sukces. Zwłaszcza „Wesele”… Czytałeś…

Ślewiński – Jeszcze nie, ale szybko nadrobię zaległości… Gratuluję… A co z malarstwem?

Wyspiański – Miałem różne plany. Sukcesy i klęski. Jak w życiu. Chciałem być dyrektorem teatru dali Solskiemu… W okolicach Wawelu. Miałem swoje plany odnośnie zabudowy Wawelu. Jak powinno wyglądać krakowskie wzgórze, gdy odzyska je polskie społeczeństwo… Czy ma być to rezydencja cesarska, czy Muzeum Narodowe..? Zamek winien zostać zamkiem królewskim. Rzecz nie w zamku, lecz w zabudowie wzgórza. Wawel to sacrosanctum polskie – jak ateński Akropol, synteza naszych dziejów – powinien w przyszłości być ośrodkiem życia wolnego narodu. Oni wszyscy dużo mówią a nie robią nic… Należy przemyśleć jak zabudować teren po wyburzeniu austriackich budowli wojskowych… Widziałbym tu i teatr… i… Ale to tylko plany. Smutny jestem i mroczny, jak to niebo szare chmurami zasnute. Zmieniając nastrój. Pamiętasz to Gauguin mówił żyć to znaczy tworzyć. Dlatego, że jestem chory mam nie pisać?

Scena 74

U Tarnowskiego ze szwagrem i bratankiem. Zofia, córka Tarnowskiego – jej nauczyciel rysunków Władysław (Syn Ślewińskiego).

Zofia została później żoną młodego Fijałkowskiego.

Plener. Dzień. Majątek Tarnowskiego. Syn Ślewińskiego w parku przy sztaludze. Podchodzi do niego Ślewiński. Ogląda obraz.

Ślewiński – Ma pan talent, ale… Wie pan, chętnie widziałbym pana wśród swoich uczniów…

Syn – Ja już skończyłem Akademię…

Ślewiński – No tak… Jednak proszę to przemyśleć… Może… Uczymy się przez całe życie. Ja też myślałem, że potrafię malować, aż spotkałem Gauguina… Proszę pana…

Syn – Nieco opryskliwie. Każdy ma swoich nauczycieli.

Scena 75

Plener. Świt. Cmentarz wiejski.

Ślewiński podjeżdża konno (niewielkim powozem??) do bramy cmentarza. Przywiązuje konia do płotu, bierze z powozu duży bukiet czerwonych róż i wchodzi na cmentarzyk. Niewiele, kilkadziesiąt grobów. Znajduje grób Zofii. Czyta napis. Stoi przy grobie. Ujecie jego twarzy. Smutek, prawie płacz…/ Cięcie.

Scena 76

W górach.

Domek wynajęli Ślewińscy od „bacy”. We wnętrzu Eugenia Szewcow umieściła jednak przewożone zawsze przez Ślewińskich wazony bretońskie, weneckie, indyjskie – szale wschodnie, kilimy i obrazy m.in. „U stóp wzgórza” Gauguina, krajobrazy Filligera i innych i Ślewińskich.

Ślewiński – Gauguin to największy dekorator, jakiego nasza epoka wydała.

Poronin. Listopad. Tatry – góry i doliny pokryte śniegiem. Ślewiński maluje „Śniegi” mimo mrozu na dworze, a wykańczał w pokoju. Klął przy tym siarczyście po francusku. Psy obszczekiwały go asystując przy każdej robocie. Ciotka czuwała nad stroną kompozycyjną i wyborem tematów. Kłócił się z nią i dąsał, a sceny małżeńskie między nimi godne były pióra komediopisarzy.

Wizyta młodego Fijałkowskiego.

Ujęcie

Krupówki. Ślewiński, Kasprowicz i Fijałkowski brną przez zaśnieżone po okna Krupówki spotyka wspaniałą niewiastę, słynną podówczas w Zakopanem z fenomenalnej obfitości ciała.

Ślewiński – Stając na jej widok jak wryty. Kto to jest?

Kasprowicz – To jest, widzisz bracie, wdowa po Giewoncie!

Ujęcie

U „Trzaski” Przy stoliku. Ślewiński, Kasprowicz i Fijałkowski piją trzygwiazdkowy koniak Martella. Do towarzystwa dołączył Leopold Staff.

Staff – Do Kasprowicza. Hej, szczęśliwcze, szczęśliwcze! Musiałeś hulać na weselu Wikty z Grapy.

Ślewiński – Jestem tu niedługo, ale wiem, że Jan nie tylko żadnemu weselu, ale i chrzcinom tu nie popuści..

Kasprowicz – Cóż. Miejscowi górale są tacy gościnni… Nie mogę odmówić…

Staff – Śmiejąc się. Nie mogę… Łaskawca… Ależ ci zazdroszczę…

Scena 77

Czasami zachodziliśmy (Tymon Niesiołowski) pod wieczór do „Szałasu”; był to pensjonat prowadzony przez przyjaciół Kasprowicza – państwa Brzozowskich. Pani Urcia była krajanką poety, a pan Kazimierz – towarzyszem wspólnych wypraw do Włoch i wycieczek w Tatry. W małym dworku zawsze zastawaliśmy parę osób. Po kolacji pani Urcia musiała grać kujawiaki, a repertuar miała bardzo bogaty. Często Kasprowicz przyśpiewywał, przymykając oczy z nadmiaru wzruszenia. Twarz miał skupioną, wzrok zamglony – przeżywał jak aktor, dając wszystko z siebie dla własnego zadowolenia, nie dla poklasku.

Scena 78

Ujęcie 1

Plener. Późna wiosna. Piękny, pogodny dzień. Ślewiński9 wraz z Tymonem Niesiołowskim wybierają się na malowanie Pięciu Stawów.

Im wyżej, coraz wyraźniej dochodził szum potoku, aż wyszliśmy nad granitowe łoże, w którym z rykiem kotłowała się w pianach wściekła woda, niecierpliwie rzucając się na kamienie tamujące jej przejście. Słońce wdzierało się ostrymi smugami w ciemną, otuloną w kosodrzewiny kotlinkę, z której perć schodzi na wody potoku. Ponad wzburzoną falą, wśród ogłuszającego jej ryku, na kamieniach wystających ponad piany, zewsząd obryzgiwana wodą, chwiała się młoda dziewczyna, podając staremu przewodnikowi rękę i skacząc z głazu na głaz.[…] Perć idzie ponad stawem. Patrząc z góry na jego powierzchnię, widać przez płytką wodę pobrzeża dno zawalone kamieniami, świecącymi spod błękitnego przezrocza jak zatopione odłamy lodu. Dalej ku środkowi cień tajemniczy gęstnieje, aż w końcu przechodzi w mrok nocy […] Chłodny powiew przeciągał się nad stawem, mgły zasłoniły słońce; blady, szary dzień jesienny przyświecał dzikiemu, pustynnemu krajowi. Na perci coraz więcej ludzi. Zza brzeżków, z gęstwiny kosodrzewiny, pokazywały się ciągle nowe towarzystwa podróżnych. Rozlegały się rozmowy, nawoływania i powitania. Od czasu do czasu Górale śpiewali jedną ze swoich zwrotek:

Oj! Janosik, Janosik!

Gdzieś podział pałasik?

W tej wysokiej horze,

Zacięty w jaworze”

Leciało w powietrzu, rozbijając się po skałach. Na tle szarych skal błyszczą nowe serdaki panów, bieleją góralskie torby i ciuchy i świeci się pomarańczowy szal jakiejś pani. Doganiamy ich, naturalnie wszyscy się oglądają za szalem pomarańczowym, a widać twarz śliczną, okoloną przepysznymi, jasnymi włosami, zaczynają przystawać, starają się być na drodze, żeby móc ustąpić i przeprosić, tu, na tych dzikich drogach, okazywać mnóstwo eleganckich grzeczności, dzięki czemu towarzystwa się łączą, rozmowa staje się ogólną, dopóki jakieś trudniejsze przejście nie rozerwie i nie rozsypie znów długim sznurem podróżnych10.

Niesiołowski –Zobaczysz. Dostaniemy tam mleko „prosto od krowy”.

Ujęcie 2

Po przybyciu i okradzeniu nas w szałasie ze wszystkich zapasów – okazało się, że nie ma tam ani jednej krowy.

Ujecie 3

Nie dokończył więc swego studium, obrażony na mnie zszedł na dół. Zarzucił sztalugi na plecy, obraz pod pachę.

Zniechęcony do podobnych wycieczek, ograniczył swoje malowanie tylko do widoków, jakie miał w Poroninie. Z innych relacji Ślewińskiego zraziło również szczekanie psów. Może dodać wypas owiec. Ślewiński w wysokich górach czul się źle, doznawał zawrotów głowy. Może miał lek wysokości.

Niesiołowski – Był na wystawie Gauguina w Wiedniu wspólnie z Witakcym.

Celem sceny ukazanie charakteru Ślewińskiego, jego rozdrażnienie, chimeryczność.

Scena 79

Poronin

Ujęcie 1

Wnętrze.

Ślewiński maluje portret chłopca (syna gosposi).

Kompleks utraconego syna!! Chłopca tego malował Ślewiński trzykrotnie.

Ujęcie 2

Poronin.

Ślewiński z żoną Eugenią. Plan wyjazdu do Monachium. Powoli nudzi się środowiskiem „zakopiańskim”. Potrzebuje oddechu. Nowych inspiracji.

Scena 80

Kontakty z synem. Władysław nie wie, że Ślewiński jest jego ojcem.

Plener.

Spacer po majątku Tarnowskiego.

Władysław – To szkoła, w której uczyła moja mama. Pan Tarnowski to wielki pozytywista. Najważniejsze to wykształcenie ludu… bez tego nie uzyskamy wolnej Polski.

Ślewiński – Niech pan opowie mi o matce…

Władysław – Nie żyje. Nie lubię mówić o tym z obcymi. Przepraszam.

Ślewiński – To ja przepraszam. Po chwili. Myślałem o pańskich pracach malarskich, rysunkach… Myślę, że powinien pan odejść od konwencji realistycznej… Niech mi pan wierzy … to nie ta droga…

Władysław (syn) – A przecież pańskie malarstwo nie osiąga takich cen jak Kossaka…

Ślewiński – Rozdrażniony. Dziś… To polskie kołtuństwo… Brak świadomości… Cóż widzę, że się nie porozumiemy. Dwa różne światy…/ Cięcie.

Scena 81

Ujęcie 1

Plener. Stolik w ogrodzie przed dworem Tarnowskiego. Lato. Ciepły sierpniowy poranek. Przy stoliku Tarnowski i Władysław syn Ślewińskiego.

Władysław – Do Tarnowskiego. Niech szanowny pan sobie wyobrazi, że ten stary piernik, malarz Ślewiński z Paryża, pański kolega szkolny, wciąż nie wiadomo po co mi się napatacza i poszukuje mojego towarzystwa? Co sobie we mnie upatrzył? Ja go, jak mogę, unikam, bo staruch nudny jak flaki z olejem.

Tarnowski – To znakomity malarz. Może interesuje go pańska praca.

Władysław – Może, ale męczy mnie jego towarzystwo.

Z domu wychodzi Ślewiński.

Tarnowski – Spostrzegając Ślewińskiego. Wstałeś. Zjesz z nami śniadanie, czy wolisz później?

Ślewiński – Wolę później. Przejdę się troszkę.

Tarnowski – My właściwie skończyliśmy. Może przejdziemy się razem. Pokażę ci, jakie zmiany tu wprowadziłem.

Ślewiński – Świetnie.

Władysław – To ja już pójdę. Mam zamówienie… muszę popracować.

Ujęcie 2

Stajnie. Tarnowski ze Ślewińskim przy boksie dla koni. W boksie piękny czarny ogier. Jest bardzo pobudzony. Wierzga.

Ślewiński – Piękny ogier.

Tarnowski – Z dumą. Sprowadziłem go specjalnie z Anglii. Chcę wzmocnić stado.

Ślewiński – Ślewiński idąc z Tarnowskim w kierunku wrót stajni. Wspaniały majątek. Włożyłeś tu mnóstwo pracy… pomysłów… pozazdrościć.

Tarnowski – Dziękuję. Tak masz rację. Dużo pracy. Ale i na rozrywkę zawsze znajdzie się czas… Dziś wieczorem gramy w preferansa. Może się przyłączysz?

Ślewiński – Grubo gracie?

Tarnowski i Ślewiński wychodzą ze stajni. Właśnie zajeżdża powóz.

Tarnowski – Zobacz. Adam już przyjechał… Nie, średnio. Sto rubli do puli.

Adam – Zeskakując z powozu. Witam znakomitych przyjaciół. To co, wieczorem partyjka?

Tarnowski – Widzę, że nie możesz się doczekać rewanżu.

Ślewiński – Ja już nie grywam, ale chętnie wam pokibicuję…/Ciecie.

Scena 82

Prywatna szkoła.

Wnętrze. Przed południem.

W pracowni rano akt po południu postać charakterystyczna w kostiumie. W małej salce obok ustawiona martwa natura – wówczas nowość. Kilkoro uczniów11. Ślewiński udziela porad – korekty.

Ślewiński – Pamiętajcie malarstwo to nie opowiadanie jakichś tam historii, jakaś tam anegdota, lub ilustracja. Nie Kossak czy Grotger. Tym bardziej nie ideologia, nie Malczewski z jego pseudonarodowymi symbolami… Jak to ma zrozumieć ktoś, kto nie zna naszych dziejów? Malarstwo jest ponadnarodowe. To sztuka. Tylko rysunek i kolor. To jest najważniejsze…

Jeden z uczniów – A Ajwazowski?

Ślewiński – Malarstwo to też nie fotografia… Mówiłem o tym ostatnio pewnemu… Nieważne… Dziś w świecie, w którym aparat fotograficzny staje się coraz doskonalszy tak malujący artyści muszą znaleźć się w odwrocie… Choć przyznam w swoim stylu jest on jednak mistrzem… No dosyć dyskusji. Dziś malujemy akt…

Scena 83

Podróż z Puław do Kazimierza

Plener. Środek dnia.

Komunikacja między Puławami i Kazimierzem utrzymywana była za pomocą zupełnie pierwotnych fur i innych pozostających w stanie ostatecznego zniszczenia pojazdów, jakichś dawno wycofanych z użycia przedpotopowych powozów dworskich, rozlatujących się dorożek wzgardzonych nawet przez mało wymagającą publiczność miast gubernialnych. Te nieprawdopodobnie rozklekotane wehikuły, zresztą nieliczne, bo ruch był bardzo niewielki, ciągnione były przez suchotnicze szkapy w uprzężach powiązanych postronkami i obsługiwane przez żydowskich furmanów, brodatych, odzianych w łachmaniarskie chałaty.

Ruch był nie tylko „pasażerski” ponieważ równocześnie odbywał się przewóz towarów i nieszczęśni podróżni stłoczeni jak śledzie w beczce zawaleni byli tobołami, tłomokami i ogromną ilością koszów, skrzynek i starych waliz. Niesłychany prymityw podróży wynagradzało piękno krajobrazu.

Szosa biegnie doliną Wisły, obsadzona pomnikowymi topolami.

Scena 84

Kazimierz. Praca z uczniami.

Lato 1906 Kazimierz nad Wisłą. Plener. Ślewiński i uczniowie przy rozstawionych sztalugach. Jeden z uczniów (młody 18-20 letni chłopak) odkłada pędzel i podchodzi do Ślewińnskiego.

Uczeń – Mam sprawę.

Ślewiński – Zaraz podejdę.

Uczeń – Nie, nie to. Nie chodzi o korektę… Widzi pan, będę musiał dziś wyjechać. Brakuje mi środków. Rodzice mieli dosłać pieniądze, ale…

Ślewiński – Proszę się nie martwić. Wyłożę za pana. Wskazując na sztalugę ucznia. Proszę skończyć pejzaż. Zaraz do pana podejdę.

Ślewińscy z zespołem uczniów pracowali nad krajobrazem, odtwarzając zamek, stare miasto i brzegi Wisły. Z tego okresu pochodzą obrazy : „Wisła” (kat. Czyżewskiego), „Domy w Kazimierzu” (kat. Czyzewskiego), „Zamek” (zaginął)

Scena 85

Podkarpacie – polska Bretonia.

Rozmowa Ślewińskiego z gośćmi Staff, Kasprowicz, młody Witkiewicz (Witkacy), malarz Dembowski, który malował figury starych górali, Zaboklicki –uczeń Ślewińskiego, który miał właśnie wystawę w Krakowie.

Pierwsze spotkanie z Makowskim. 1906.

W tym czasie Stanisławski z grupą uczniów wyjeżdżał na górski pejzaż w Tatry, spędzając co najmniej dwa miesiące w znanym wówczas hotelu Sieczki, starego gazdy zakopiańskiego. Tam po całodziennej pracy na śniegu i mrozie schodzili się wszyscy w sali jadalnej i przy samowarze zaczynały się dyskusje o sztuce. Przychodził Witkiewicz, który przyjaźnił się ze Stanisławskim jeszcze z czasów paryskich, łączyła ich wspólna adoracja do Chełmońskiego. Wśród gości był też Żeromski. Stanisławski roztaczał nad uczniami opiekę ojcowską nawet w sensie materialnym – starał się im o stypendia, zasiłki, wyjazdy za granicę. Zapraszał swych uczniów do domu, spotykał się z nimi w kawiarniach. Obok Stanisławskiego na twórczość Makowskiego miał również inny profesor Akademii Krakowskiej Mehoffer (zwracał uwagę na precyzję linii i zdecydowany kontur. Malarstwo monumentalne, syntetyczne kompozycje dekoracyjne, z którym to kierunkiem zetknął się z Wyspiańskim w czasie wspólnego pobytu w Paryżu).

Ślewiński – O Jacku Malczewskim, którego malarstwa nie cenił. Z przekąsem. Tak. To wspaniały malarz. Tyle w jego malarstwie historii, nadziei.. Symbole tak wyraźne.

Ślewiński cenił niektóre wiersze Kasprowicza z cyklu „O bohaterskim koniu i walącym się domu”.

Kasprowicz mieszkał wówczas u Stanisława Marudy-Pawlicy w drewnianym góralskim domu. Wówczas przy jedyny gościniec poroniński, którym wędrowało się do Zakopanego. (Dziś ulica Kasprowicza 81). Ganeczek przed domem obrastał dziki chmiel, późną jesienią w ogródku przed domem złociły się słoneczniki. W domu jesionowe meble wyrzeźbione dla Kasprowicza przez Brzega. Na ścianach wisiały obrazy Wyspiańskiego, Stanisławskiego, Okunia, pejzaże kujawskie. Na fisharmonii córka Hanka grywało ojcu chorał „Z dymem pożarów”, Largo Haendla, a najczęściej nuciła psalmy Gomółki ze słowami Kochanowskiego.

Ślewiński wręczył Kasprowiczowi w prezencie obraz „Słonecznik”.

Kasprowicz odwzajemniając się, napisał o słoneczniku całą balladę, której każda zwrotka kończy się powtarzającymi się słowami „lepiej puścić się w tan”.

Był to wiersz pisany trochę po pijanemu, a przebija w nim żal za uciekającą młodością.

Stary, oślepły słonecznik

Sam jeden mi jeszcze pozostał

Z wszystkich mych kwiatów-przyjaciół

W tym zachwaszczonym ogródku;

Słyszałem ci nieraz w nocy,

Jak wicher bez miary go chłostał,

Nie mogłem mu żadnej dać ulgi,

Chyba pociechę smutku –

Lepiej się puścić w tan…

Upiłem się kiedyś wieczór –

Wino zbawienną jest mocą: –

Pięścią wytłukłem szybę,

W gór łańcuch patrzę daleki –

Wycieczka wspólnie z Kasprowiczem i jego córkami. Ślewiński, Trzciński, Kasprowicz i jego córki.

Kasprowicz opowiada w języku góralskim bajki z repertuaru Sabały.

[[XX W formie relacji w jednym z ujęć sceny poprzedniej.

Przenieść do Poronina

1907. Wystawa we Lwowie.

Przedmowę do wystawy napisał (a może i wygłosił) Jan Kasprowicz, który zachwycał się obrazami Ślewińskiego jakby uważał je w tym czasie za najlepsze). Lwowski adwokat nabył kilka obrazów Ślewinskiego.

Ślewiński zaczyna narzekać na trudne warunki pracy w Polsce. Obrazy jego nie osiągają ceny obrazów Malczewskiego, Fałata, Mehoffera czy Brandta, Wierusza Kowalskiego, Chełmońskiego, Wojciecha Kossaka. Pisano o Ślewińskim bardzo ostrożnie.

Ślewiński oświadcza Zofii, że przejadła mu się atmosfera Zakopanego i Krakowa i proponuje wyjazd na krótki czas do Monachium. Jest apodyktyczny i zyskuje zgodę Eugenii. ]]

Scena 86

Warszawa ok. 1909.

Wnętrze. Dzień. Pracownia Ślewińskiego12.

XX

Sukces – próba reform w polskim malarstwie. Konflikty w Szkole z profesorami.

Szkoła. Walka nowego ze starym. Klęska Ślewińskiego

Ujęcie 1

Ślewiński – Narzeka. Tyle wystaw… wciąż mało recenzji. Więcej sprzedaje we Wiedniu niż tu w kraju.

Zamoyski kupuje obraz.

Ujecie 2

Schodzą się uczniowie.

Ujecie 3

Eugenia ustawia martwą naturę.

Ślewiński – Pozwoli pan, książę, że przedstawię. Moja żona Eugenia… Hrabia Zamoyski. Pan właśnie kupił mój obraz.

Zamoyski – Widzę, że prowadzą państwo tu coś w rodzaju szkoły…

Eugenia – Jest w Polsce sporo zdolnej młodzieży… Szkoła… raczej kursy… Choć mąż podchodzi do tego bardzo poważnie. Za tydzień wszyscy wyjeżdzamy w plener. Kazimierz a nawet Zakopane… Malować trzeba w naturze…

Zamoyski – Właśnie. Myślę, że… Właściwie przyszedłem do Pana Władysława w podobnej sprawie… Tak wiele o panu słyszałem… I te obrazy… pańska postawa. Nie obrazi się pan, ale zgłosiłem pańską kandydaturę na profesora nowo powołanej w Warszawie Szkole Sztuk Pięknych.

Ślewińaski – Bardzo dizekuje za propozycje, ale…

Zamoyski – Chyba pan nie odmówi… Nie wyjeżdża pan przecież z kraju…

Ślewiński – Nie, nie to… Źle znoszę instytucje… Te wszystkie układy, powiązania personalne. Przywykłem do wolności… Ale dziekuję. Spróbuję.

Zamoyski – Proszę spróbować.

Ślewiński był profesorem Warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych w latach 1908-1910.

Scena 87

Warszawa, koniec 1909.

Wnętrze. Wieczór. Warszawa. Restauracja w Hotelu „Bristol”. Ślweiński z Fijałkowskim przy obiedzie.

Fijałkowski – Pamiętasz jak zamieniliśmy tu buty lokatorom… Zabawy było, co niemiara…

Ślewiński – Z zadumą. Młodość… Szumieliśmy…

Kelner. Przyjmuje zamówienie.

Ślewiński – Pozwól, że ja dziś płacę. Coraz lepiej sprzedaję…

Fijałkowski – Nigdy nie potrafiłem ci się sprzeciwić… To świetnie, że wreszcie zaczynają cię doceniać…

Ślewiński – Niestety, raczej nie tu…Pokazuje Fijałkowskiemu artykuł w prasie warszawskiej. Zobacz, kolejny złośliwy dziennikarz. Przecież oni nic nie widzieli. Nie wiedzą, co dzieje się w świecie, nic nie wiedzą o kierunkach współczesnego malarstwa. Głośno, z afektem. Co za bzdury. W szkole podobnie. Dyletanci i złośliwcy. Wczoraj podałem się do dymisji. Nie znoszę tych intryg, złośliwości, zawiści.

Fijałkowski – Ale przecież sam mówisz, że coraz więcej sprzedajesz…

Ślewiński – Sprzedaję. Nawet i w Polsce, ale głównie w Paryżu, we Wiedniu… Publiczność polska jest bardzo zapóźniona… Długa droga przed nami…

Fijałkowski – To między innymi i twoja rola…

Punkt kulminacyjny

Ślewiński – Jestem tym już bardzo zmęczony… Muszę malować… nie mam już siły na te intrygi… walki…

Fijałkowski – I co zamierzasz?

Ślewiński – Coraz częściej chodzi mi po głowie zamiar powrotu do Francji… do Bretanii… Potrzebuję spokoju… spokoju do pracy.

Fijałkowski – A co z Władysławem? Nawiązaliście kontakt…

Ślewiński – Nie. Niestety nie. On jest ukształtowany już inaczej… Ceni inny kierunek w malarstwie…

Fijałkowski – Powiedziałeś mu o…?

Ślewiński – Nie. Nie mam prawa… Majątku mu nie zostawię.., bo i sam nie mam. A uczyć się on nie chce. Z ironią. Już wszystko umie. Skończył Akademię w Krakowie… Zresztą… może jestem niesprawiedliwy, może szukam usprawiedliwienia. Waldemar talent ma niewątpliwie, ale czy ma dość siły.

Fijałkowski – Siły?

Ślewiński – Tak siły. Sztuka wymaga siły. Pracy poświecenia, wyborów. W tym nikt nikomu nie może pomóc. Próbowałem raz opiekować się młodym artystą… To jedna z moich porażek… Nie mam już siły na następna próbę w tym kierunku. Zresztą, jakie ja mam prawo teraz wkraczać w świat Władka? Miał swoich rodziców, ma swoich przyjaciół… To by nic nie zmieniło… Nie, nie mam prawa odbierać ojcostwa temu aktorowi, który mnie zastąpił. Nie mogę burzyć świata wartości swego syna… Tak się potoczyło… Po chwili. Ze smutkiem. Myślę, że popełniłem w życiu wiele błędów… Co mu mogę zaproponować? Podróż do Paryża. To nie takie proste.

Fijałkowski – Znasz stosunki…

Ślewiński – No właśnie… Kiedyś proszono mnie o opiekę nad dwoma studentami z Krakowa. Nie dostrzegłem wszystkiego… Wyspiański przegrał tak wiele… Nie upilnowałem… jak jednak pilnować dorosłych ludzi. Ich intrygi, ich namiętności… Każdy ma swój los do dźwigania. Ja muszę już w sobie nosić poczucie winy. Niespełnienia.

Fijałkowski – Podnosząc lampkę wina. Nie przesadzaj… Zawsze jakoś jest… Za sukcesy. Za przyszłość.

Ślewiński – Za przyszłość… A i przeszłość… Też była ciekawa. Przecież żyjemy… A co komu pisane… Myślę, że jednak znalazłem w swym życiu sens, znalazłem cel. Wypija. /Cięcie

Fijałkowski – Tak. To jedno jest pewne. Jesteś wybitnym malarzem.

Ślewiński – Tęsknię za Bretanią. To już moje ostatnie chwile tu w Polsce. Wyjeżdżam. /Cięcie.

Scena 88

Paryż, 1913.

Ślewiński13 odwiedza Makowskiego w jego pracowni14.

Ujęcie 1

Plener. Dzień. Ulica Paryża. Ślewiński idzie w kierunku jakichś kamienic.

Ujęcie 2

Wnętrze. Dzień. Pracownia Makowskiego.

W pracowni chłód i wilgoć.

Ślewiński – Ogląda kubistyczne obrazy Makowskiego. Odrobinę zdziwiony studiami (rysunkami) i obrazami Makowskiego, Z ironicznym uśmiechem. I gdzie ty widziałeś takie owoce?

Makowski – Wiem, że tego nie rozumiesz. Poszukiwaliśmy formy, kształtu… Wykreślone linie pomagają orientacji perspektywicznej. Nimi śledzę odległości płaszczyzn. To daje głąb potrzebną w pojęciu plastycznym. Materię stwarza trafnie podpatrzony gatunek koloru.

Ślewiński – Kubizm? Też coś.

Makowski – Ten kierunek poszukiwań wytyczył już Cezanne. Geometria. Jak widzisz ja nie do końca odrealniam ukazywany obraz. Nie zgadzam się z Le Fauconnierem, który przyrodę uważa jedynie za daleki pretekst do malowania obrazu. Zresztą już skończyłem z kubizmem. Moim zdaniem kubizm za bardzo przeradza się w sztukę dekoracyjną. Niektórzy też szukają w nim „metafizyki, która prowadzi do głupstwa”.

Ślewiński – Te wasze teoretyzowanie… Ale powiem ci, że koloryt w twoich obrazach zasługuje na uchwałę. Masz duże wyczucie barwy… Może byś odwiedził mnie w Bertonii … tam w kontakcie z przyrodą… Zapraszam.

Makowski – Dziękuję. Kolory wzmacniam werniksem, który zawiera żywicę. To ona wzmaga jakość blasku. Otrzymuję połysk i blask farby

Ślewiński – Tak zająłeś się ta teorią, ze nie usłyszałeś chyba zaproszenia.

Makowski – Rzeczywiście, przepraszam. Mówiłem, że dziękuję. Bardzo chętnie przyjadę. Tym bardziej, że tu coraz niespokojniej. Coraz częściej mówi się o wojnie.

Ślewiński (1914) maluje swój autoportret jako starca (kat. Czyżewskiego. Obecnie w Muzeum Narodowym w Warszawie).

Układ walorów i dobry stosunek barw buduje całość.

Rysunek jest jedynie uzupełnieniem koloru.

O zbliżającej się wojnie. Makowski – Nadzieje dla Polski. Ślewiński – pesymizm.

Wiosną 1914 Makowski przeniósł się do obszernej, przerobionej ze strychu pracowni na najwyższym piętrze w trzypiętrowym domu, stojącym w głębi podwórza pod nr 3 przy ul. Vercingétorix w XIV dzielnicy Paryża, w sercu Montparnassu. Nowa pracownia była duża, oświetlona górny światłem w dachu, miała mnóstwo zakamarków. Latem było w niej jednak gorąco, zimą zbyt zimno. Mały żelazny piecyk nie mógł ogrzać tej landary. Zima Makowski niejednokrotnie malował w płaszczu.

Kontrasty. Młody-stary. Reformator, który znalazł to czego szukał (syntetyzm) – reformator poszukujący (np. kubizm)

Makowski – Dekoracją nazywam płaski układ plam obok siebie, bez względu na ilość tonów i półtonów.

Ślewiński zaprasza Makowskiego do Bretanii – na wypadek wojny.

Scena 89

Bretonia 1914.

Ujęcie 1

Dom Ślewińskiego w cieniu podrosłych drzew, pod murem kwiaty15.

Ujęcie 2

Wnętrze. Popołudnie. Pogodny jesienny dzień. Pokój gościnny, w którym mieszkał Makowski. Z kominkiem.

Makowski gra jakąś smutną melodię na gitarze. Odkłada instrument i podchodzi do okna. Makowski patrzy przez okno swego pokoju. Widok wracających z plenery Ślewińskich. Makowski kładzie się na łóżku. Nostalgia, samotność.

Po chwili zmierza w kierunku drzwi.

Makowski zajmował pokój gościnny na pierwszym piętrze na prawo od wieży. Widok z okna na ogród i sady, a w dali na horyzoncie ocean. Gościnny Ślewiński upoważnił go do korzystania z pracowni.

Ujęcie 3

Makowski wchodzi do jadalni.

Jadalnia u Ślewińskich. Na ścianie obraz Ślewińskiego: czerwone jabłka na brązowym stole i kubek bretoński.

Makowski – Patrząc na obraz. Dobra „natura”.

Ślewiński – Tak? Dobra? Pokażę panu coś lepszego. Namalowałem kwiaty, które mi się udały. Wyciąga spoza malej szafki niewielkie płótno w ciemnej ramce. Bukiet kwiatów różowych i żółtawozłotych.

Ślewiński – No co?

Makowski – Bardzo ładne.

Ślewiński – Widzi pan, można być naturalistą, a zrobić rzecz dobrą.

Makowski – Patrząc na obraz Gauguina. Gauguin wciąż mnie zachwyca.

Ślewuiński – Tak. Wiele się od niego nauczyłem.

Makowski – Artysta przerasta zwykle swą epokę – stąd dzieła sztuki przechodzą często niepostrzeżone przez współczesnych. Ze śmiercią geniusz przestanie szkodzić interesom miernych talentów, a poczyna budzić ciekawość młodego pokolenia.

Ślewiński – Tak, jest w tym pewna prawda. Po chwili. A jednak szkoda. Dopiero po śmierci./ Cięcie.

Ujęcie 4

Wnętrze. Wieczór. Jadalnia w „Zameczku”.

Pani Ślewińska gra na fortepianie Tarantelę i Wariacje Chopina. Makowski ze Ślewińskim oglądają fotografie z kraju i listy Sobieskiego do ukochanej „Marysieńki”. Później herbata.

Scena 90

Ujęcie 1

Wnętrze. Dzień.

Ślewiński z Makowskim wchodzą po schodach do pracowni.

Ślewiński – Wesoły i ożywiony. Pokażę panu jabłko kubistyczne, zupełnie kwadratowe. Schowałem je dla pana. Malując je myślałem o panu.

Ujęcie 5

Wnętrze. Dzień. Pracownia Ślewińskiego. Przy sztaludze Makowski16.

Ślewiński przygnębiony wojną mało maluje.

Pracownia Ślewińskiego w Bretanii. Na stole wśród innych jedno ogromne i bezkształtne jabłko. Ślewiński bierze je do ręki i próbuje włożyć Makowskiemu do kieszeni. Na sztaludze duże płótno: owoce na stole z serwetą.

Ślewiński – A co? Można by je, postawić przy Cézanne`ie, nie byłoby gorsze.

Obok akt młodej dziewczyny.

Makowski – Podobno pan zrobił swój portret w kapeluszu bretońskim.

Ślewiński – Tak, ale mi się nie udał.

Makowski – Mogę go jednak zobaczyć?

Ślewiński – Z ociąganiem. Niech będzie, pokażę go panu. Wyjmuje portret spośród innych leżących w kątach obrazów.

Ślewiński – Nie będą Polacy mieli moich obrazków, kiedy ich nie chcieli, chyba, że zapłacą drogo. A po wojnie będzie dość biedy, zaś do sztuki nie mają tak wielkiego zamiłowania. Niech sobie mają Mehofferów i Leńców. A tak!!

Głos żony Ślewińskiego – Panowie herbata!

Wizyta w kościółku

Makowski – Byłem w wiejskim kościele dzisiaj. Tu w obcym kraju, innym, nie moim. Stajenka, w której narodził się Chrystus – prosta, światła, pastuszkowie-figurki, mech… wszystko nie nasze. Lubię te chwile rzadkie, jedyne. Fala głów ludzkich, śpiewy: „Sursum corda” – „Habemus ad Dominum”. Być samym w tym morzu dusz…17.

Scena 91

Bretania 1914

Ujęcie 1

Wnętrze szynku. Rybacy przy fajce i kieliszku. Czarne stoły, ogorzałe ściany. Drewniane saboty. Przy jednym ze stolików Makowski, który z zainteresowaniem obserwuje rybaków. Po chwili sięga po leżącą na stoliku gazetę.

Ujęcie 2

Plener. Przed południem Doëlan. Port. Ślewiński idzie przez miasteczko. Kamienne schody, białe domki. Twarze rybaków.

Ujęcie 3

Ślewiński wchodzi do szynku. Spostrzega Makowskiego czytającego gazetę.

Ślewiński – Tak myślałem, że cię tu zastanę.

Makowski – Odkładając gazetę. Lubię ten klimat. Ci ludzie, tacy bezpośredni.

Ślewiński – Obok pejzażu właśnie to nas tu kiedyś przywiodło. Wskazując gazetę. Co piszą?

Makowski – Niemcy odparci spod Paryża. Zapowiada się na długą wojnę.

Ślewiński – Właśnie, dlatego przestałem teraz czytać gazety. Wojna mnie przygnębia.

Makowski – Napijesz się czegoś?

Ślewiński – Nie dziękuję. Może przejdziemy się po porcie?

Makowski – Chętnie./Cięcie

Ujęcie 2

Plener. Dzień. Ślewiński z Makowskim. Spacer po porcie, później przechadzka nad brzegiem morza.

Makowski – Miałem wizytę żandarmów.

Ślewiński – Czego chcieli?

Makowski – Nic ważnego. Sprawdzali papiery. Śmiejąc się sztucznie. Los obcokrajowcy w czasie wojny.

Ślewiński – Wojna niszczy wszystko.

Makowski – Wszystko?

Ślewiński – Bardzo wiele. Po wojnie będzie już zupełnie inaczej.

Makowski – Przesadzasz.

Ślewiński – Możliwe. Bardzo źle jednak znoszę ten czas.

Scena 92

Ostatnie sześciolecie w Doëlan i inne widzenie oceanu.

Ujecie 1

Dzień. Przed południem. Pochmurno. Wiatr.

Ślewiński w drzwiach ze sztalugą i przyborami malarskimi. Ubrany stosownie do pogody w kurtkę z szerokim kapturem.

Żona – W drzwiach. Znów wychodzisz? W taką pogodę. Za chwilę może padać.

Ślewiński – Każdego dnia morze jest inne. Może właśnie dziś uda mi się uchwycić tę falę. To niesamowite jak w takim wzburzonym morzu gra światło… Muszę to uchwycić.

Żona – Czasami wydaje mi się jednak, że po prostu przed czymś uciekasz…

Ślewiński – Zostawia sztalugę i obejmuje żonę. Na pewno nie przed tobą.

Żona – Odchyla się. A jednak coś cię gryzie.

Ślewiński – Nie. Przesadzasz. To na pewno nie to. Malarstwo jest dziś… oczywiście poza tobą … moim jedynym celem…

Scena 93

Plener.

Pochmurny, wietrzny dzień, wicher. Południe. Ślewiński obładowany rynsztunkiem malarskim wspina się, chwilowo nawet na kolanach na wydmę. Walczy z wichrem, wspinając się formalnie na kolanach, żeby zająć upatrzony dla pracy posterunek.

Później samotnie stoi na wydmie przy rozstawionej sztaludze. Nagły podmuch wiatru przewraca sztalugę, Ślewiński ustawia ją ponownie, patrzy na morze i ponownie maluje.

Napis.

Ślewiński zmarł w szpitalu dla nerwowo chorych pod Paryżem w 1918 roku.

Koniec

1 Szewcowa nie odznacza się wielką urodą, ale wspaniałą postawa i wrodzonym tupetem – swym nieprzeciętnym zachowaniem się zwracała uwagę otoczenia. Jednych gorszyła, a inni nie potrafili jej zrozumieć. Starających się o jej rękę odtrącała lub wyśmiewała. Miała duże zdolności do rysunku i malarstwa. W Paryżu zapisała się do Akademii Sztuk Pięknych. Zaczęła uczęszczać na Montparnasse, aż wpadła w otoczenie bohemy. – Fijałkowski.

2 Był przecudowny model – dziewczyna biała jak śnieg siedziała w górnym atelier opromieniona popołudniowym światłem…. aż jasno i wesoło było w tym atelier, które jest znacznie przyjemniejsze od szkolnego i ja, gdybym tylko miał swobodną głowę, malowałbym tam popołudniami. – Mehoffer.

3 Większość prac Kroglikowej znajduje się obecnie w zbiorach muzealnych i prywatnych w Leningradzie i Moskwie.

4 W Paryżu Ślewiński wystawiał w Salonie Niezależnych i Salonie Jesiennym. W 1897 i 1898 miał dwie zbiorowe wystawy u George Thomas’a przy Avenue Tredaine.

5 Ślewiński w 1905 roku zamieszkał w Krakowie.

6 Krywult reklamował wystawę Ślewińskiego jako jednego z przedstawicieli słynnej już w Paryżu grupy z Dolëan, ucznia wielkiego Gauguina, którego dwa obrazy „U stóp wzgórza” i „Portret dziecka” miały ozdabiać wystawę.

7 Powstaje tu obraz Ślewińskiego „Dąbkowa w kościele” (obraz zakupiony przez dra Dunina – katalog

Czyżewskiego).

8 Wyspiański dostał nagrodę Krakowskiej Akademii Umiejętności kilkunastu tysięcy koron. Ze względu na żonę postanawia nabyć posiadłość pod Krakowem. Miał mieszkanie na Krowoderskiej, ale z powodu kosztów postanowił z niego zrezygnować. Grano jego „Kazimierza Wielkiego” na wystawie polskiej w Wiedniu.

9 Ślewiński na Podhalu chadzał po górach w czerwonym bez rękawków serdaku góralskim i bretońskim berecie.

10 Opis wędrówki w górach za: S. Witkiewicz, Pisma tatrzańskie, Kraków1963, t. 1, s. 127-128.

11 P. Jadwiga Rybarska, z domu Jastrzębska, była uczennicą Ślewińskiego w Warszawie w jego prywatnej pracowni przy ul. Polnej ok. 1810 r. Brała również udział w 6-tygodniowym plenerze w Kazimierzu nad Wisłą wraz ze Ślewińskim i jego uczniami, jak Nawroczyński, Kamiński, Szlifierski, Trzcińska, Niemcewicz. Na wystawie uczniów Ślewińskiego wystawiony był m.in. portret Ślewińskiego wykonany przez p. Rybarska. Portret ten wisiał później w Doëlan w Bretanii

12 W 1909 roku Ślewińscy wynajęli w Warszawie pracownię przy u. Polnej. W Warszawie kończy naszkicowaną w Monachium „Primaverę”. W Warszawie wystawa. W Monachium Ślewiński namalował cały szereg kwiatów. „Primaverę” nabył w Warszawie dr Dunin.

13 Ślewiński już starszy, nieco przygarbiony, przybyło mu też siwych włosów. Ślewińscy wrócili do Francji w 1910 roku, kupili dom w Bretanii i wynajęli pracownię w Paryżu.

14 W 1913 Makowski wynajmował mały niewygodny pokój na ul. Huyghens.

15 Dom, który kupił tym razem Ślewiński w Doëlan, w departamencie Finistère, nosił nazwę „Ker Simon” (w języku bretońskim „Dom Szymona”). Nieco większy niż inne domy dominował nad nimi również swym położeniem na wzgórzu. Jego częścią była pseudowarowna wieża, z powodu czego mieszkańcy przezywali ten dom „Château”, w gronie przyjaciół Ślewińskich „Zameczek”.

W „Zameczku” z polskich gości bywali: Stanisław Ignacy Witkiewicz, Leopold Staff, Stanisław Pieńkowski, Cezary i Wanda Popławski, Xawery Glinka, Mieczysław Fijałkowski i siostrzeniec Ślewińskiego.

Dom urządzony był wygodnie. Na dole mieścił się pokój stołowy, salon i kuchnia z przyległościami, na piętrze sypialnia gospodarzy oraz pokoje gościnne. Wygodna duża pracownia, ze specjalnie w tym celu wmontowanym w dachu oknem, przerobiona została ze strychu.

Urządzenie domu stanowiły ludowe, rzeźbione meble bretońskie, gliniane dzbany z kwiatami, miedziane i cynowe naczynia również wyrabiane w Bretanii. Pokojem zebrań wszystkich była jadalnia, tzw. pokój czerwony. Na ścianach tego pokoju wisiała kolekcja obrazów. Były to płótna Gauguina („Portret Ślewińskiego”, 1891, thaitański pejzaż „Faarara”,, „Portret dziecka” („Pastuszek w sabotach”) z 1888 roku oraz pastel przedstawiający dwie dziewczynki bretońskie „Piti Teina”. Ponadto w jadalni wisiały obrazy Filigera i samego Ślwewińskiego.

16 W czasie pobytu w Doëlan Makowski malował kilka martwych natur i pejzaży, rozpoczął też dwie większe kompozycje pt. „Podwieczorek” (Muzeum Narodowe w Warszawie) i „Chłopiec z kartami”. Prócz tego robi szkice ołówkowe, m.in. szkicuje głowę Ślewińskiego. Por.: W. Jaworska, dz. cyt. s. 87.

17 T. Makowski, Pamiętnik, Kraków 2003, s. 170.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *