Katarzyna Rapacz

Nie chcę być duchem

Od kilku lat widzę ten niezmienny obraz matki; siedzącej przy kuchennym stole, z nogą założoną na nogę i filiżanką kawy w dłoni. Zdaje się zapatrywać w jakiś punkt za idealnie czystą szybą, częściej jednak zerkając na każdy przedmiot w domu, który okupiła potem i łzami. Niby się uśmiecha, a jednak jej spojrzenie pozostaje niewzruszone. To chyba tym bardziej sprawia, że wygląda na niesamowicie wyniosłą kobietę z tą swoją nienaganną pozą i włosami lekko poprzetykanymi siwizną. Kiedyś taka nie była. Przychodziła do domu styrana, czasem niespodziewanie wybuchała płaczem. Tylko jej oczy pozostały niezmienne. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz się śmiały.

Co robisz? – Przerywam ciszę i podchodzę do niej ledwie słyszalnie.

Piję kawę.

Tyle widzę. Myślisz nad czymś?

Pouczyłaś się już? Skończyłaś lekcje i projekt?

Tak, na dziś mam wolne. Może spędzimy razem czas?

Nie mów tak, na pewno wiele można jeszcze zrobić. Porozwiązuj matury z zeszłych lat.

Mamo, wszystkie już przerobiłam.

To zacznij czytać lekcje do przodu, przyda ci się. Chyba zdajesz sobie sprawę, jakie to istotne. Jeśli sama nie zadbasz o siebie w życiu, to kto to zrobi? No nikt, nikt!

Wzdycham, bo wiele brakuje jej do ideału matki. Nie neguję jednak jej zdania, bo wiem, jak to się kończy. Tyle razy słyszałam już tę śpiewkę, że jeden czy dwa więcej wywołałyby u mnie napad agresji. Zaraz wspomniałaby o moim ojcu; o tym, jak go kochała i jak bezdusznie ją potraktował. Że zmydlił jej oczy swoimi pieniędzmi i wykształceniem, a uciekł zaraz, kiedy trzeba było wziąć odpowiedzialność za owoc ich relacji. Że zostawił bez wsparcia, wiedząc, że nie miała skończonych żadnych studiów, a ona była zbyt dumna, żeby wrócić do rodziny, z którą się posprzeczała. Wychowywała mnie więc sama, chwytając się dorywczych prac i naciskając na studia, kiedy trochę podrosłam. Chciała za wszelką cenę pokazać, że jest silna i niezależna, a żaden mężczyzna nie jest jej wart. Tego też uczyła mnie, a ja musiałam być wdzięczna. I byłam, póki nie zrozumiałam, że ciągłe życie w czterech ścianach nie jest możliwe.

Ponad osiemnaście lat wyglądało dokładnie tak samo – pomagałam w domu, wymieniałam oschle uprzejmości z matką, a potem siadałam do książek i uczyłam się w nieskończoność. Miałam najlepsze wyniki w każdej klasie, lecz nie wynikało to z bystrości mojego umysłu. Gdyby rówieśnicy poświęcili nauce przynajmniej połowę tego czasu co ja, już dawno zostawaliby mnie w tyle. Wynikało to prawdopodobnie z faktu, że byłam najzwyczajniej w świecie zmęczona, mój mózg jakby nie chciał przetworzyć tego, co do niego docierało.

Kiedy dopadały mnie momenty słabości, zatracałam się w muzyce. Potrafiłam godzinami przekopywać internetowe albumy, czując, jakbym popełniała nie wiadomo jaki grzech. Dźwięki utworów były dla mnie tym, czym książki zbójeckie dla romantyków – zaczęłam marzyć o tym, co nieosiągalne, o jakimś innym świecie. Trudno tego nie robić, kiedy słyszy się mnogość wokali skierowanych do własnych dzieci lub rodziców. Dało się w nich wyczuć prawdziwą troskę, jakąś wdzięczność i czułość, której nagle zaczęło mi brakować.

Zastanawiało mnie, dlaczego większość piosenek oscyluje wokół tematu miłości; bo to najbardziej chwytliwe? Jak silne uczucia musiały targać ludźmi, którzy je tworzyli? Jakoś nie wyobrażałam sobie ślęczenia nad kartką i wymyślania zawiłych metafor, by przekazać w niezbyt jasny sposób, jak mocno tęsknię za kimś bliskim. Może przede wszystkim dlatego, że nie wiedziałam, jak to jest.

Z czasem to zdziwienie zaczęło przemieniać się w pewnego rodzaju fascynację. Zaczęłam tworzyć w głowie przeróżne opowieści o ludziach, którzy jakimś sposobem spotykali się i z niewiadomych przyczyn stawali się dla siebie ważni. Nie miałam pojęcia, jak wyglądają takie relacje, a mimo tego miło było pomyśleć choćby o tym, że tego typu historie spotykały kogoś każdego dnia. Poniekąd trochę im zazdrościłam. Podejrzewałam, że ich życie jest dużo ciekawsze – pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji, niespodziewanych wzruszeń i wybuchów namiętności. Wydawało się po prostu c z y m ś w i ę c e j.

Niedługo później poszłam krok dalej – oglądałam film za filmem. Intrygowało mnie, jak różne i poważne problemy zdawali się mieć niektórzy bohaterowie. Przecież nikt nie wyssał ich z palca, przynajmniej większości. Ktoś naprawdę musiał przeżyć piekło w swoim życiu, by później ujarzmić je na ekranie. Wiadomo, śmierć podczas wojny nie równała się złamanemu sercu, a jednak dopiero to uświadomiło mi, że tak naprawdę każdy człowiek, którego obejmę wzrokiem, przeżywa codziennie jakieś upadki czy osobiste tragedie. Nigdy wcześniej o tym nie pomyślałam; w końcu moje życie było wielką rutyną.

Wychodzę do sklepu. Kupić ci coś? – Matka zajrzała do mojego pokoju, nawet nie pukając.

Nie, nie trzeba.

Odpowiedziałam szybko, a ona spojrzała na mnie badawczo. Naprędce wyłączyłam romans, który oglądałam już od godziny. Z bijącym sercem obserwowałam, jak mężczyzna przykrył partnerkę swoim ciałem, i zastanawiałam się, co nastąpi potem.

Dobrze się czujesz? Nie masz gorączki? Dostałaś wypieków. Zmierz temperaturę, a ja wstąpię po drodze do apteki. Wygrzej się pod pościelą, ponoć ostatnio znowu panuje grypa.

Wygłosiła swój monolog, a później już jej nie było. Odetchnęłam z ulgą, kiedy usłyszałam stukanie jej obcasów za oknem. Powróciłam więc do przerwanego seansu, a po moim ciele rozlało się dziwne ciepło. Nie mogłam oderwać wzroku od ust aktorów, które raz po raz się złączały; coraz szybciej i bardziej zapalczywie.

Kocham cię – wyszeptał on, a ja poczułam się co najmniej tak, jakby te słowa skierował do mnie. Czy ludzie naprawdę zachowują się w ten sposób? Nie wydawało mi się.

Przekonało mnie to jednak, by więcej czasu poświęcić na przyglądanie się innym. Kłamałam, że przebywam w bibliotece, podczas kiedy szwendałam się po parkach czy spacerowych alejach i obserwowałam na pary idące pod rękę, rodziców, którzy bawili się ze swoimi dziećmi, biegali za nimi czy ściskali je. Momentami miałam ochotę spytać, czy mogę do nich dołączyć, ale szybko zdałam sobie sprawę z tego, jak głupie byłoby to z mojej strony. Dziwne, że umykało mi to przez tyle lat.

Jednego razu, gdy siedziałam na ławce, podbiegł do mnie jakiś ogromny pies i, merdając ogonem, położył mi ubrudzone łapy na kolanach. Wywalił jęzor i chyba chciał mnie polizać w nos, ale krzyknęłam przestraszona.

Spokojnie, Max nie skrzywdziłby nawet muchy, nie bój się go! – krzyknął właściciel.

Uśmiechnęłam się zawstydzona i pogłaskałam czworonoga po łbie. Taki zwierzak to chyba fajna sprawa.

Później widzieliśmy się jeszcze raz czy dwa, ale nie więcej. Nastały zimniejsze dni, więc rzeczywiście przeniosłam się do biblioteki, gdzie z założonymi słuchawkami oglądałam filmy albo szperałam między regałami w poszukiwaniu ciekawszych lektur. Akurat zupełnie zatraciłam się w A Ghost Story i losach tych wszystkich biednych duszków, które czekały dziesiątki lat, nie pamiętając już nawet na kogo, kiedy ktoś niespodziewanie zaczął chuchać mi we włosy i wgapiać się w ekran telefonu razem ze mną.

Przepraszam. Zauważyłem, co oglądasz. Niesamowicie podobał mi się ten film. Przerażała mnie wizja bycia takim duchem. To trochę tak, jakby przesiedzieć cale życie w jednym miejscu i nie zrobić kompletnie nic – zauważył mężczyzna, którego kojarzyłam jak przez mgłę.

Więc chyba trochę jestem takim duchem – stwierdziłam ze zdziwieniem. Nigdy nie chciałam nim być.

Na pewno nie jest tak źle. – Uśmiechnął się i naraz zmrużył oczy. – Znamy się skądś? Przysiągłbym, że gdzieś już cię widziałem.

Wątpię. Czasem przesiaduję w parku, ale teraz jest za zimno i…

No tak! Wyprowadzałem psa sąsiadki, kiedy wyjechała na urlop. Skoczył na ciebie, taki duży bernardyn, pamiętasz?

Trudno zapomnieć. – Odetchnęłam głęboko, a mężczyzna się roześmiał. – Za czym się rozglądasz?

Materiały na studia prawnicze, raczej nic ciekawego.

Studiujesz prawo? – Niezbyt pasował mi do tego wzorca.

Jesteś zdziwiona, bo nie mam garnituru i aktówki? – Prychnął z rozbawienia.

Poniekąd.

A ty? Czym się zajmujesz?

Klasa maturalna.

Ciężki rok, co?

Nie za bardzo. Przerobiłam materiał już dawno temu.

Czuję, że w tym momencie powinienem się wycofać, zanim przygnieciesz mnie swoim tytułem prymusa.

Wątpię. Momentami nie wiem, po co na niego pracuję.

Widzisz, ze studiami jest jeszcze gorzej. Czasem poważnie zastanawiam się, po co na nie poszedłem.

Wszystko to mówił jednak z takim rozbawieniem, że poczułam do niego dziwną sympatię. Zwykle ludzie po kilku minutach rozmowy uciekali ode mnie jak najdalej, bo zaczynałam opowiadać o rzeczach, które nikogo nie interesowały albo nikt nie miał o nich bladego pojęcia. Alanowi jakoś to zaimponowało, w każdym razie do tego stopnia, że zaprosił mnie na kawę, a ja stchórzyłam i uciekłam do domu.

Okazał się jednak bardzo cierpliwy, bo za piątym razem w końcu się ugięłam, choć nakreśliłam mu moją rodzinną sytuację i powiedziałam, że nie ma mowy o długich spotkaniach w zatłoczonych miejscach. Najwyraźniej wziął sobie te słowa do serca, bo po kilku naprędce wypitych kawach zakradł się pod mój dom i zastukał w okno. Co prawda mówiłam mu, że „chyba musiałby porwać mnie w nocy, żeby nie było żadnego ryzyka”, a on wziął to sobie nazbyt poważnie do serca. Najwyraźniej pogodził się z tym, że byłam najdziwniejszą osobą, jaką znał, i po prostu to zaakceptował.

Starczy nauki. Jedziemy za miasto. Wyłaź przez okno – obwieścił, nie chcąc słyszeć żadnych sprzeciwów.

Wyciągnął mnie właściwie siłą, a ja już myślałam, co się stanie, kiedy to wszystko wyjdzie na jaw. Byłam pewna, że nagle jakaś wścibska sąsiadka powie mojej matce, co widziała ostatniej nocy. Mogła nawet tylko z czystej ciekawości zapytać, kim jest ten chłopak, który odwiedza nasz dom. Dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że przecież z mamą nie rozmawia nikt poza mną, a nasz sekret był bezpieczny jeszcze przez kilka miesięcy.

Alan zabrał mnie na obrzeża miasta, gdzie leżeliśmy na rozłożonym kocu i spoglądaliśmy w gwiazdy. Wszystko to prezentowałoby się pięknie, gdyby nie jeden fakt.

Cóż, na filmach to wyglądało trochę lepiej – stwierdził, spoglądając na nasze zimowe kurtki i czując, jak dygoczę obok niego.

Co ty nie powiesz? Nawet ja nie jestem taka naiwna. Z drugiej strony czuję, że to randka w sam raz na moim poziomie.

W pierwszym momencie bałam się, że obrazi się za moją uwagę, ale jego urzekł mój dystans do siebie. Właściwie podobało mi się, że próbował stworzyć taką filmową atmosferę, a z drugiej strony w realnym świecie sprawiała wrażenie kiczowatej.

Spójrz, tamte gwiazdy wyglądają prawie jak koci pyszczek.

Właściwie to gwiazdozbiór Raka, ale załóżmy, że byłeś blisko.

Czy jest jakaś dziedzina, o której nie masz bladego pojęcia?

Na przykład; nie umiem się całować.

Możemy to zaraz zmienić! – Przysunął się.

Hej, czy ty sądzisz, że jestem łatwa?! – Oburzyłam się.

Przecież to tylko buziak.

Mimo tego wstałam i wpakowałam się z powrotem do samochodu, zaraz potem wybuchając śmiechem.

Przez następnych parę tygodni stałam się zupełnie inną osobą. Wciąż zachowywałam pozory przy matce, jednak kontakt z ludźmi zaczął mi być coraz bardziej potrzebny. Zyskałam nawet parę bliższych koleżanek, u których nigdy nie mogłam zostać na „babską nockę”. Przede wszystkim jednak poczułam, jak to jest mieć oparcie w drugiej osobie, dzielić z nią wszystkie sekrety i wiedzieć, że można powiedzieć jej nawet o swoich największych słabościach. Wreszcie zaczęłam poznawać życie samo w sobie, poczułam na sobie dotyk czyichś warg i uświadomiłam sobie, że zasypianie u czyjegoś boku jest najbardziej magicznym zjawisko, mimo że nieustannie musieliśmy martwić się, czy już nie nastała ta godzina, po której trzeba uciec przez okno.

Wszystko to zdawało się wręcz cudowne, dopóki Alan nie wyznał mi w czerwcu, że wyjeżdża na dwa miesiące do Niemiec, żeby zarobić trochę pieniędzy i zabrać mnie na prawdziwe wakacje.

Szybko zleci – obiecywał. – Będę dzwonić, przyjeżdżać, a potem wszystko ci wynagrodzę. Myślę, że warto?

Wątpię po prostu, by wspólne wczasy się udały.

Wciąż nie porozmawiałaś z mamą?

Przecież wiem, jak to będzie wyglądać.

Jesteś już dorosła, jakby nie było. Powinna to zrozumieć. Myślałem, że zaczynając studia, zamieszkamy razem. Zamierzasz cały czas tkwić w tym domu?

Tamtego wieczoru dość mocno się posprzeczaliśmy, ale ostatecznie przyznałam mu rację. W końcu wyjechał, a miesiące bez niego wydawały się dłużyć w nieskończoność. Brakowało mi go właściwie w każdym momencie dnia i nagle zrozumiałam, że ta tęsknota, której kiedyś tak zazdrościłam zakochanym, stała się moim największym przekleństwem. Rozpierała mnie radość, gdy słyszałam jego głos przez telefon, a potem jednakowo się smuciłam, gdy zdawałam sobie sprawę, ile czasu zostało do następnego spotkania. W dodatku zostało coraz mniej czasu, a ja wciąż nie zamieniłam słowa z matką.

Jesteś ostatnio jakaś przygaszona. – Zauważyła tylko któregoś poranka.

Gorsze dni, no wiesz. Myślę nad studiami i tak dalej.

Przecież wspaniale sobie poradzisz! – stwierdziła i przeszła do innego pomieszczenia. To był cały nasz dialog.

Z każdym dniem miałam coraz mniej odwagi, by podjąć temat. W końcu zupełnie go przemilczałam, a Alan jak gdyby nigdy nic zastukał do drzwi naszego domu, będąc pewnym, że sprawa została obgadana. Szkoda tylko, że mnie o to nie spytał.

Kiedy zobaczyłam go przed domem po tak długim czasie, zapomniałam o wszelkich ograniczeniach. Uwiesiłam mu się na szyi i tkwiliśmy tak przy otwartych drzwiach dobrych kilka sekund, nim usłyszeliśmy za sobą ciche skrzypienie desek. Odwróciliśmy się w jednym momencie.

Więc to tak – wycedziła przez zęby moja mama, nawet nie chcąc na nas patrzeć. – Dobrze wiedzieć.

To były jej wszystkie słowa. Później po prostu wyminęła nas i pojechała do pracy, a ja przez cały dzień martwiłam się, czy nie popełni żadnego głupstwa pod wpływem emocji. Wróciła jednak o tej samej porze co zwykle, zupełnie ignorując moją obecność. Łudziłam się, że to tylko i wyłącznie ze względu na to, że nie powiedziałam jej prawdy, ale gdyby tylko o to chodziło…

W końcu zaparzyłam nam kawę i zaprosiłam mamę do stołu.

Chyba powinnyśmy porozmawiać – zaproponowałam.

Raczej nie mamy już o czym.

Przez chwilę zastanowiłam się, czy mam przed sobą dojrzałą kobietę, czy rozkapryszoną nastolatkę, która nie pogodziła się z tym, jak zgotowała sobie los.

Przecież nie zrobiłam ci nic złego.

Nie? Przez całe życie starałam się zapewnić ci bezpieczeństwo. Chciałam, żebyś dostała się na jak najlepszą uczelnię, żebyśmy miała zapewniony byt, niezależnie co się stanie. I co? Nagle zjawił się ten chłystek i mam być zadowolona z tego, że teraz to wszystko zaprzepaścisz?

Minęło już ponad pół roku. Czy od tamtego czasu cokolwiek się zmieniło? Nawet się nie domyślałaś – uniosłam głos.

Nie domyślałam? Chyba aż tak głupia nie jestem. Ja też wmawiałam różne rzeczy swojej matce. Przecież widziałam, jaka zmęczona jesteś. Mniej śpisz, mniej jesz, zepsuła ci się cera, masz wory pod oczami. Dziwi mnie, że przez te nocne eskapady zdałaś maturę tak wysoko.

Wiedziałam, co jest moim priorytetem, poza tym nie chciałam cię zawieść. Chyba obie jesteśmy zadowolone, prawda? Dlaczego tak bardzo się wściekasz?

Zobaczysz, nic dobrego z tego nie wyjdzie. Na pewno naopowiadał ci jakichś głupot, naobiecywał samych rzeczy bez możliwości pokrycia i potem będziesz rozczarowana. – Znów upiła łyk kawy z tą swoją elegancją, a mnie zrobiło się jej naprawdę żal.

Mamo, czy ci się to podoba, czy nie; kocham go. Za tydzień wylatujemy do Grecji. Nie zamierzam zmarnować szansy tylko dlatego, że tobie to przeszkadza. Nie będę przez całe życie tak jak ty pić kawy i każdego dnia umierać ze świadomością, że nic nowego już się nie wydarzy.

I wtedy wybuchła płaczem tak niespodziewanie, że zupełnie nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Podeszłam do niej i niezdarnie objęłam ją ramieniem, chociaż nigdy wcześniej tego nie robiłam. Przez chwilę miałam poczucie, że to ona jest moją córką, a nie na odwrót.

Ja po prostu chciałam, żebyś była szczęśliwa! Żeby nikt cię nie zranił! Przecież nie można ufać mężczyznom, to się zawsze źle kończy!

Skąd możesz to wiedzieć? Przecież byłaś tylko z jednym. – Mimo wszystko trochę mnie to rozbawiło.

Ty też – odparowała i pociągnęła nosem. – Skąd możesz mieć pewność, że on cię kocha?

To po prostu czuć. Gdybyś widziała, jak zmienia się jego spojrzenie, kiedy na mnie patrzy. Albo zmienia ton głosu, kiedy coś do mnie mówi! Przecież potrafił być przy mnie dokładnie w tej samej sekundzie, kiedy powiedziałam, że jest mi źle i…

Sama miłość czasami nie wystarczy, o to mi chodzi – przerwała mi ściszonym głosem.

Wiem, dlatego moja historia skończy się inaczej – stwierdziłam uparcie.

I wtedy stała się rzecz nadzwyczajna. Moja mama się uśmiechnęła – lekko, ledwie dostrzegalnie, ale po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna uśmiechnęły się jej oczy.

Obyś miała rację. Cóż… Tego ci życzę, córciu. Życzę ci z całego serca, byś przeżyła życie tak, jak tego chcesz i nie miała czego żałować.

 

 

Kilka słów od autora: Katarzyna Rapacz

 

W ubiegłym roku zdobyłam wyróżnienia w dwóch konkursach literackich obejmujących zasięgiem całą Polskę; „Pigmalion fantastyki” oraz „Piórem malowane”, a także drugie miejsce w konkursie wojewódzkim: „Literacki Fenix”. Największym jednak sukcesem jest to, że jestem tutaj i wciąż wznoszę się ponad wyznaczone poprzeczki.

Zaczęłam pisać za sprawą miłości do książek. W wielu z nich odnajdowałam jakąś cząstkę wpływającą na moje życie i to był impuls, przy którym pomyślałam: „Rany, to jest właśnie to, co chcę robić – uwrażliwiać. Nie mogę operować ludzi, bo zbyt boję się krwi, ale mogę odciągnąć ich od własnych problemów, pozwolić na chwilę oddechu!”

Czerpię pomysły z wszystkiego, co mnie otacza. Podchwytuję urywki rozmów, co czasem przeraża moich bliskich, a mimo tego, jeśli należysz do osób odważnych, możesz napisać do mnie tutaj: katrap.wobec@gmail.com – w sprawie tekstów czy zapytań. Tylko uważaj, bo w końcu i Ty możesz znaleźć się w opowiadaniu! 🙂

 

Zapraszam także na moją autorską stronę z opowiadaniami:

https://katarzynarapacz.wordpress.com/

https://www.facebook.com/katrap.opowiadania/ ‘’


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *