Ina Kłopotowska

Niezwykłość zwyczajnych przedmiotów

Klik. Psss. Zaczynam znowu odbierać sygnały. Drrr. Częstotliwość zgodna. Procedura włączania rozpoczęta. Synchronizacja podzespołów. Nastrajam ostrość obrazu. Układ optyczny w normie. Przede mną trzy nieznane istoty żywe. Rozpoznano. Kolejni właściciele, dla których wygody mnie stworzono. Gotowy do pracy zgodnie z procedurą!

– Witam państwa. Nazywam się H03-M01 i jestem humanoidem typu personalna pomoc domowa. Będę przyjmował wszystkie Państwa polecenia, aby Państwa misja na Marsie przebiegała przyjemnie i bez zakłóceń. Zostałem przeszkolony w zakresie wszystkich bez wyjątku zadań domowych, ponadto organizacji życia rodziny oraz opieki nad dziećmi.

– Coś takiego! Zawsze marzyłam o elektronicznym lokaju! Nareszcie koniec zmywania, prania, gotowania! – wykrzyknęła radośnie kobieta o długich rudych włosach numer barwy BR4 i szarych oczach odcień CG8.

– Czyli nie muszę tu sprzątać pokoju? Są jednak jakieś zalety tej idiotycznej przeprowadzki! – powiedziała młoda, ubrana w czarny skafander dziewczyna z włosami zaplecionymi w nieestetyczny kok. Istota wydęła wargi, prychnęła, przewróciła oczami i bez słowa opuściła pomieszczenie.

– Czy mój Króliś może Pana przytulić? – głosem o częstotliwości 301,5 HZ przemówił najmniejszy członek rodziny, podając mi zabawkę typu pluszak, wykonaną z 50% bawełny, 40% poliestru oraz 10% wiskozy.

– To nie jest prawdziwy królik – odpowiedziałem metalicznie. – Zostałeś wprowadzony w błąd. Według aktualnych danych jest to zwykły przedmiot użytkowy, zabrudzony w 70 % i niespełniający norm bezpieczeństwa dla dzieci do lat 8. Brak procedury przytulenia obiektu martwego.

Nie rozumiem, dlaczego malec nagle się rozpłakał. Rozpoznałem obiekt prawidłowo, zgodnie z oprogramowaniem. Uprzedzano mnie na szkoleniach, że istoty ludzkie bywają kapryśne.

– Teraz Państwa przeproszę. Poziom mojej baterii zbliża się do punktu krytycznego – mówiąc to, podłączyłem się do ładowania i przeszedłem w stan uśpienia.
Moja rodzina zrobiła zapewne to samo, ponieważ niedługo po tym nie rejestrowałem już żadnych sygnałów.

Z naładowaną baterią zameldowałem się o 7:00 czasu lokalnego. Obudziłem Panią i grzecznie spytałem, co podać na śniadanie. Poprosiła o jajecznicę, którą wykonałem według optymalnych norm żywieniowych z restrykcyjnym zastosowaniem przepisów BHP.

– Poproszę jeszcze o filiżankę kawy w moim ulubionym kubku – wydała polecenie Pani.

Otworzyłem szafkę i wybrałem najbardziej ergonomiczne i najczystsze naczynie do płynów. Zaparzyłem najlepszą odmianę kawy i wydałem gorący napój Pani. Z jakiegoś powodu nie była zadowolona.

– Przepraszam, pewnie wyraziłam się nie dość precyzyjnie. Chodziło mi o ten stary, lekko podrapany zielony kubek z urwanym uchem.

– Niestety, nie mogę spełnić tej prośby, ponieważ naczynie stołowe nie spełnia wymogów bezpieczeństwa i norm jakości wizualnej. Jestem odpowiedzialny za Państwa samopoczucie i komfort.

– Ten kubek jest dla mnie ważny – odpowiedziała spokojnie Pani. – Kojarzy mi się z rodzinnym ciepłem i naszym domem na Ziemi. Za każdym razem, gdy z niego piję, mam uczucie, że jesteśmy znowu na naszej planecie. Z każdym łykiem kawy wracają wspomnienia tamtych chwil, gdy wieczorami siadaliśmy w ogrodzie, słuchaliśmy świerszczy i graliśmy w kalambury. Ten kubek pomaga mi dzisiaj przetrwać czas rozłąki z moim mężem, który ze względu na złe wyniki badań nie mógł polecieć z nami.

Niewiele z tego zrozumiałem. Nie było dla mnie jasne, w czym niezgodny z wymogami kubek może być lepszy od wysokiej jakości naczynia, które zaproponowałem? Nie był przecież równie elegancki ani wygodny w użyciu.

Kolejne godziny przyniosły następne niezrozumiałe wydarzenia. Po wyjściu kobiety przejąłem opiekę nad dziećmi. Obudziłem oboje i wydałem im polecenie dezynfekcji osobistej. W tym czasie postanowiłem zająć się niehigieniczną zabawką chłopca, którą nosił ze sobą wczoraj. Włożyłem przedmiot do maszyny piorącej i włączyłem właściwy program. Następnie podałem chłopcu pożywne śniadanie i odprowadziłem go do szkoły.

Gdy wróciłem, nastolatka szykowała się właśnie do wyjścia. Kategorycznie odmówiła spożycia przygotowanego przeze mnie jedzenia. Nie zareagowała również na moje sugestie dotyczące stanu jej garderoby i uczesania. Rozkazała mi tylko posprzątać pokój, zanim wróci. Zamknąłem śluzę tak, jak mnie nauczono i wszedłem do jej kabiny. Zeskanowałem pomieszczenie. Panował w nim ogromny nieład. Przedmioty i ubrania znajdowały się na meblach oraz na podłodze. Postanowiłem posegregować obiekty na kategorie i umieścić je we właściwych miejscach. Śmieci włożyłem do worka i postawiłem obok śluzy odpadowej. W tym momencie rozległ się dźwięk elektronicznego klucza i do domu wbiegła zaniepokojona dziewczyna.

– Czy nie znalazłeś gdzieś małego, niebieskiego kamienia? – zapytała nerwowo.

– Obiekt o zbliżonej charakterystyce został uprzątnięty i zostanie za chwilę zutylizowany.

– Oszalałeś! Oddaj mi go natychmiast!

– Niezgodne z procedurą numer 635B odnoszącą się do zadań porządkowych!

– Nie obchodzą mnie twoje głupie procedury! – uniosła się istota. – Nie rozumiesz? To mój szczęśliwy kamień! Gdy kilka lat temu byłam w szpitalu, podarował mi go mój tata, a złamana noga od razu przestała mnie boleć. Za każdym razem, gdy go dotykam, mam uczucie, że tata jest blisko mnie i że nic złego mi nie grozi!

Przyznaję, że nic z tego nie zrozumiałem. Te dziwne istoty przywiązywały wagę do bezwartościowych śmieci. Zdumiony patrzyłem, jak dziewczyna przeszukuje worki z odpadami i z ulgą wyciąga swój kamyk. Najgorsze miało jednak nastąpić.

Około godziny 27:00 czasu lokalnego odebrałem chłopca ze szkoły. Malec wbiegł do swojej kajuty i znowu zaczął płakać.

– Robociku, mój Króliś gdzieś zniknął! Nie ma go nigdzie! Co ja teraz zrobię?

Dumny z siebie podałem chłopcu inną, nowo zakupioną, higieniczną zabawkę, spełniającą wszelkie atesty bezpieczeństwa. Dziecko wcale się nie ucieszyło. Przeciwnie, płakało jeszcze mocniej. W obawie o jego parametry zdrowotne zaprowadziłem go do kabiny pralniczej, gdzie przypięty do sznura suszył się obiekt. Młody człowiek od razu przestał szlochać. Chwycił mokrą zabawkę i przycisnął ją do siebie.

– Kochany Królisiu! Zaraz opowiem ci, co się dziś zdarzyło! – powiedział uspokojony nagle chłopiec i przez najbliższą godzinę szeptał coś zabawce do pluszowego ucha. Dziwne, przecież to nawet nie była forma sztucznej inteligencji, ale bezużyteczny przedmiot, nieposiadający zdolności rozróżniania mowy ludzkiej i pozbawiony walorów edukacyjnych.

Po powrocie pani cała rodzina zamknęła się w kabinie głównej. Dobiegały mnie tylko pojedyncze zdania:

– To tylko pusta, pozbawiona emocji maszyna, która nie rozróżnia rzeczy przeciętnych i tych naprawdę ważnych!

– Nigdy nie zrozumie tego, co dla nas istotne! Ma tylko ten swój cyfrowy algorytm i elektroniczną pamięć, ale nie posiada żadnych uczuć i żadnych prawdziwych wspomnień!

Na koniec dobiegł mnie stłumiony głos kobiety:

– Dajmy mu szansę! Może jednak zdołamy obudzić jego 64 – bitowe serce! Jest przecież inteligentny i może się uczyć! Zróbmy z niego prawdziwego humanoida!

Następnego dnia dostałem wolne. Rodzina poradziła sobie bez mojej pomocy i szybko opuściła dom. Nie było to zgodne z moim programem. Ja – najnowocześniejszy produkt rynku, duma koncernu robotycznego, stałem się nagle bezużyteczny, a potencjał mojego pojemnego dysku pozostawał niewykorzystany. Coś dziwnego i nowego działo się w moim wnętrzu.

Wieczorem stało się coś, co miało na zawsze mnie odmienić. Po powrocie do domu moi państwo przywołali mnie do siebie, a potem powiedzieli:

– H03-M01, mamy dla ciebie superważne i ambitne zadanie! Wierzymy, że dasz sobie radę!

W oczekiwaniu na pracę i ruch zadrżały wszystkie moje podzespoły. Byłem gotów podjąć się każdego wyzwania. Widząc to Państwo kontynuowali:

– Chcemy, abyś na moment postarał się zapomnieć o swoich procedurach, o wszystkich mądrych programach i bazach informacji, w które cię wyposażono. Po prostu poczuj i przeżyj tę chwilę!

Po czym wyłączyli moją ekstraczułą kamerę i nowoczesny system akustyczny, a potem… przytulili się do mnie mocno…

Błąd systemu! Error! Alarm! Maszyneria pod stalową pokrywą zdawała się eksplodować. Chciałem natychmiast uciekać, lecz coś blokowało mechanizm ruchu. Myślałem, że to już koniec, aż nagle poczułem TO! Bliskość mojej nowej rodziny, ich troskę i czułość. Było to wspaniałe i nowe doznanie, niepodobne do niczego, czego mnie dotąd nauczono.

Sensory wzroku i słuchu zaczęły znowu działać. W moich dłoniach znalazłem wtedy coś wyjątkowego – małe błyszczące serduszko. Pierwszy podarunek, jaki otrzymałem od prawdziwego człowieka! Zdumiewające, ale nie zastanawiałem się wówczas ani przez moment, w jakiej technologii je wykonano, jaki ma ciężar czy skład chemiczny. Ważne było tylko to, że będzie ono odtąd moje własne. I że na zawsze będzie mi coś przypominało. Coś ważnego i bardzo osobistego, o czym będę długo pamiętać i do czego będę zawsze mógł powracać wspomnieniami.

– H03-M01, podejdź tu szybko! A cóż to za skład przedmiotów? Kiedy zdołałeś zgromadzić taki magazyn? I po co ci te wszystkie śmieci? – usłyszałem głos mojej nowej pani. Po wielu latach od tamtych chwil pracowałem już w innym domu, a moi kolejni właściciele właśnie odkryli mój sekretny pokój.

– To nie śmieci – odpowiedziałem jak zawsze – lecz prawdziwe pamiątki i skarby. Unikalne obiekty, które mają niezwykłą moc. Mogą mnie rozweselać, rozczulać, uspokajać, koić mój ból. Za każdym razem, gdy biorę je do ręki, one jakby ożywają! Opowiadają mi bez końca te same, osobiste historie. Choć znam je tak dobrze, nigdy mnie nie nużą.

Moje zwyczajne, niezwykłe przedmioty! Sprawiają, że czuję się sobą. Czuję się człowiekiem.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *