Kobieta i moc.

Majówka za pasem. Przedłużony weekend okazał się dla co sprytniejszych ( ważna dobra organizacja logistyczna), prawie wakacjami. Ja również mając więcej dni wolnych ( chociaż nie uważam się za sprytną), postanowiłam spędzić je czynnie, a nie przy grillu i kiełbaskach. Zdobywałam szczyty górskie, podziwiałam widoki i bratałam się z matka naturą, przepraszając, że mam dla niej ostatnio okrojone możliwości czasowe. Jak każda matka, natura jest wyrozumiała i dobrotliwa. W wyjątkowo dobrym nastroju i pogodnym usposobieniu, witała mnie każdego dnia, aż chciało się żyć! Podczas wspinaczki, skąpana w błękicie i z lekkim wietrzykiem we włosach, snułam historie możliwych zdarzeń, przyjmując oczywiście wersję tylko optymistyczną- przynajmniej taki był plan. Jak to w codzienności, zawsze coś po drodze nas zaskoczy, ale kto by się tam przejmował, kiedy słonce świeci, a kwiaty pachną.

Wyznaczyłam sobie kilka celów, do realizacji których obiecałam przystąpić zaraz po powrocie. Pamięć bywa zawodna, przez co też moje wizje zostały natychmiast ubrane w punkty od najpilniejszych do tych mogących poczekać. Pękałam z dumy, patrząc jak puszczają do mnie oko, jak przemawiają bezgłośnie, łaszą się, ocierają o mnie i mają poczucie, że nie są byle jakie, bo moje. Jestem genialna! Krzyczałam wbijając flagę na szczycie, wzbudzając poruszenie pośród innych zdobywców. Tak, tak, geniusze nie rosną drzewach, ciężko pracują na swoją pozycję, na poczucie bycia niedoścignionym umysłem, takim wzbudzającym respekt ale także szacunek. Mówiłam do siebie masując przy tym obolałe łydki. Mięśnie coraz dotkliwiej dawały o sobie znać.

Wtedy też wpadłam na koleją niewiarygodnie odkrywczą myśl. W tym roku Industriada

( Impreza Szlakiem Zabytków Techniki), nosi tytuł: Industria jest kobietą, zastanawiałam się, doszukiwałam głębi w tym haśle, jakiegoś logicznego oparcia dla słów i….znalazłam! Kobieta jest cudowną maszynerią, niezawodna i zawsze na chodzie. Nawet, jeśli się zmęczy, nie wie o tym, bo nie ma na to czasu. Jej wprawione w ruch tłoki pędzą, wykonują czynności z niezawodną precyzją, nie tracąc przy tym elegancji i dostojności. Tak, to ja, kobieta, maszyna, źródło siły i życiodajnej prawdy, kto raz mnie spotka, zrozumie, co znaczy cud stworzenia. To jestem ja. Kobieta. Twoja Industria!

Po tak wspaniałej owocnej, twórczej majówce, wróciłam pełna zapału do pracy. Teraz to ja mogę wszystko! Oczywiście szybko wyprowadzono mnie z błędu. Po tak długim okresie „niebytu”, czego ja się spodziewałam, kwiatów, szampana, gratulacji?

Nie ma co, nie można się poddawać, dam radę! W końcu jestem Kobietą.

Sabina Wawerla-Długosz


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *