Słowem wstępu

Czy wiecie Państwo co jest najpiękniejsze w mojej pracy? Być może już o tym mówiłam (co jest bardzo prawdopodobne, ponieważ lubię się powtarzać), ale nawet jeżeli tak było, z chęcią powiem o tym raz jeszcze. Najpiękniejsze jest to, że nigdy nie wiem, czego się spodziewać. Ktoś prychnie i powie: „Jak to nie wiesz, czego się spodziewać? Opowiadań się przecież spodziewasz co miesiąc od Bóg wie kiedy. Mogłabyś się już przyzwyczaić”. Mogłabym, ale do tego nie da się przyzwyczaić. Co miesiąc od Bóg wie kiedy wymyślam tematy przewodnie i aż wychodzę z siebie, gdy widzę, że każdy z autorów te same słowa zinterpretował w zupełnie inny sposób. Oczywiście w taki pozytywny sposób z siebie wychodzę. Weźmy chociażby pod lupę tematykę lutową:

Tak naprawdę nikt nie wygląda tak, jakim jest wewnątrz. Ty nie wyglądasz. Ja nie wyglądam. Ludzie są znacznie bardziej skomplikowani. To dotyczy wszystkich.”

Ten właśnie cytat podesłała mi pani Patrycja Kuliś, jedna z naszych autorek. Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że nic w nim nie ma odkrywczego. Przecież nawet dzieci w przedszkolu uczą się, że nie można ufać stereotypom. A my, dorośli, powinniśmy mieć tę wiedzę już w małym paluszku i patrzeć na każdego człowieka nie tylko przez pryzmat tego, co na nim widzimy, lecz również tego, czego zobaczyć nie jesteśmy w stanie. Czy to robimy? Szczerze wątpię i przyznaję się z ręką na sercu, że też nie zawsze o tym pamiętam, chociaż się staram. Często wygrywa pierwsza myśl, zwykła ludzka złośliwość albo urażona duma. Ktoś mnie zezłościł, był niemiły… W takiej sytuacji ostatnią rzeczą, o której myślę jest to, że skoro pani w sklepie była dla mnie nieprzyjemna, to być może tego dnia rano pokłóciła się z chłopakiem, bądź ma chore dziecko w domu i jest wściekła na świat, że nie może teraz przy nim być.

Skrywamy tajemnice. O jednych nie mówimy otwarcie, ponieważ nie chcemy rozdrapywać ran, nie czujemy takiej potrzeby, albo zwyczajnie chcemy je zachować dla siebie. Ludzie nie potrafią nas prześwietlić, tak samo jak my tego nie potrafimy. Dlatego zatrzymujemy się na powierzchownych informacjach i pamiętamy, że kolega jest jedynakiem, ma dziewczynę, która studiuje w Poznaniu i tańczy, chyba zawodowo, bo coś wspominał o jakichś zawodach. Na tym potrafimy zakończyć i stwierdzić, że znamy człowieka. Ale jak poczulibyśmy się, gdyby ktoś powiedział, że zna nas na wylot, ponieważ wie, gdzie się wychowaliśmy i co lubimy jeść na śniadanie? Czy nie cisnęłoby nam się na usta, że jest w nas jeszcze coś więcej?

Dlatego pisałyśmy w tym miesiącu o ludziach i jak zwykle każda z nas podeszła do tematu inaczej. Pani Patrycja Kuliś, pomysłodawczyni tematu przewodniego, stworzyła opowiadanie, na które każdy z nas powinien zwrócić uwagę. Dotyczy ono cierpienia ludzkiego, które można łatwo zatuszować – jak niechcianego pryszcza na nosie. Zdarza się, że ci, którzy nas otaczają, przeżywają coś, o czym nie mamy pojęcia. Wyobraźcie sobie, że ktoś nieznajomy poznaje wasz sekret i próbuje wam… pomóc. Przyjęlibyście tę pomoc?

Z drugiej strony mamy historię opowiedzianą przez panią Kasię Rapacz. Tutaj szczerze zachęcam czytelników, ceniących sobie dreszczyk emocji podczas lektury, ponieważ ten tekst nie tyle nakazuje myśleć, ile wywołuje u czytelnika niepokój. Kim może się okazać osoba, która wydaje nam się bliska? Do czego może dopuszczać się ktoś, kto powszechnie wzbudza zaufanie wśród ludzi? Idziemy do lekarza i spodziewamy się fachowej pomocy, a tymczasem możemy otrzymać… Właśnie, co takiego?

Pani Zosia Lenczewska-Samotyj uraczyła nas jak zwykle opowiadaniem pełnym słońca, wyciszającym jak gorąca kąpiel. Zaprezentowała nam opowieść o pewnej niezwykłej kobiecie. Przecież każdy z nas trafił kiedyś na kogoś, kto wydał mu się być dziwny, ale czy dziwny znaczy, że był też gorszy? Wśród dzieci sprawa jest jasna – ten, kto się wyróżnia, zazwyczaj jest wykluczony z zabawy. My jednak nie jesteśmy dziećmi, więc powinniśmy zachowywać się jak na dorosłych przystało. Nasuwa się więc pytanie: jak dorośli reagują na tych, którzy wydają im się być dziwni? Historia na pozór dziwnej kobiety sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać kto jest nienormalny: ona czy reszta świata?

Na koniec zostałam ja i mój felieton, który dedykuję mojej mamie, ponieważ jest o niej i do niej. Dlaczego ten cytat sprawił, że postanowiłam podziękować swojej mamie za coś, co kiedyś dla mnie zrobiła? Odpowiedź jest całkiem prosta: dlatego że nie wygląda na tak silną, jaką jest. A my tu przecież o pozorach rozmawiamy i o tym, że bywają zwodnicze. Stąd też moje rozprawianie na temat niewielkiej kobiety, która uratowała cały świat – mój świat.

To właśnie przygotowałyśmy dla Państwa w tym miesiącu. Tym razem też nie jest nudno, lecz refleksyjnie, ciekawie i zróżnicowanie. Myślę, że każdy znajdzie dla siebie coś odpowiedniego. Ba, ja to wiem! Dlatego nie przeciągam już dłużej i gorąco zachęcam do lektury!

Justyna Luszyńska

Zastępca Redaktora Naczelnego Miesięcznika WOBEC


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *