Wydmuchiwanie

Wszystkie drogi prowadzą przez szkło:

kruszone, szronione, weneckie, barwione,
satynowe, gięte, kwarcowe
i ręcznie robione, z powietrzem, jak ja.

Więc wygładź mnie piaskiem:
niech zejdzie naskórek,
niech zejdzie brud i śmieć.

Więc mnie zahartuj:
niech wzmocnią się kości,
niech moja struktura jak rozkład, jak plan.

A jeśli nie:
pozbieraj odłamki, wystaw na słońce.
Niech przejdą promienie, niech się rozszczepią.

Niech mnie zaleje cyna i blask.


Woodstock – pomiędzy

             W twoich oczach widzę Boga
Nieznajoma

 

Tłuczemy butelki, podchodzisz.

Zgubiłam plecak – mówisz – szukam od kilku godzin,
o plamy na spodniach nie pytaj, upadałam
po drodze.

Lecz teraz na ciebie czekam, na twoje czyste światło.
Zatańczmy, poprowadź mnie w tym żwirze,
w tym błocie.

I patrzy, i patrzę. Te oczy.

Muszę cię zmartwić, nieznana. To tylko
puste pryzmaty – co przez nie przejdzie, rozbije się
na kawałki.

Ja nie znam odpowiedzi, obdarte mam stopy od tańca,
a światło? Też szukam światła. Bardzo mi przykro,
kochana.

Nie mam twojego plecaka.


Getsemani

I

Nie wejdę do Ogrodu Getsemani,
bo pada. Przy ścianie płaczu kobiety
wciskają karteczki w mur.

Modlą się jak ja się nie modlę,
kołysząc parasolkami
jak ja kołyszę w tańcu, nie tu.

Nie wejdę do Ogrodu Getsemani,
bo pada i boję się piorunu za grzech.

Nie modlę się odkąd tańczę,
odkąd zabronili mi świątyń i muz.

 

II

Nie wejdę do Getsemani, wciąż pada,
dotykam muru jak skór.

W ich porach modlitwy i prośby,
ja nie mam kartek, bo moknę.

Od zawsze poniżej chmur.


Banksy’s Gallery, Betlejem

I

Wjeżdżamy dzisiaj w ten obóz, w ten teren.

Mijamy galerię na murze:
chłopaka z kwiatami zamiast granatów,
dziewczynkę, co wznosi balony do boga.

Śmieci w bród.

II

Wchodzimy w stajenkę.

Kamień, na którym podobno się urodził,
jest tutaj, dotknij. Potem wyjdź na puste ulice.
Nie patrz tam, gdzie nie wolno patrzeć. Nie pytaj.

To wszystko nieprawda. Jesteśmy graffiti.

III

Zaraz otworzy się niebo i lunie.

Zmyje mundurek żołnierza.
Zmyje karabin z błota.
Zmyje galerię na murze.

Brudny deszcz.


Sufity
               Markowi

I

To właśnie dzisiaj przed świtem
budzi mnie Stambuł i ty.

Otwarte okna, szaro.

Muezin nawołuje do modlitwy.
Muezin nawołuje do modlitwy.

Po dwakroć. Po sens.

 

II

Sufity niewiele się różnią, myślę,
gdy nie patrzę w stronę Mekki.

Miękko oddychasz. Moje ciało
ciągle rozgrzane.

Jak credo. Jak brzask.

 

Joanna Starkowska – ur. 1987, matematyczka, Bytomianka, obecnie mieszka i pracuje w Krakowie. Laureatka Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny za debiutancki tom, pt. Ballada o wyrzynarce, wydany w 2015 roku przez Zaułek Wydawniczy Pomyłka.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *