Daria Dziedzic

 

Tymczasem Balladyna nie zabija Aliny
I.
i jest święty spokój.
Nie ma legendy uwikłanej w maliny
i jest miłość
siostrzana. Wielka, bezgraniczna,
jak Ocean. Nie ma winnych W mętnym lustrze
ktoś przeprowadzi operację na mojej twarzy,
nada nowy kształt. Spojrzeniom – nowy blask.
Zostawi kilka świeżych blizn,
które kiedyś się zagoją.
Tak – teraz możesz mi powiedzieć – że jestem obłąkana,
bo wchodzę butami w czyjąś historię,
w czyjś zamek i odwracam bieg historii,
jakbym chciała powiedzieć,
żeby wszystko było idealne.
Wiem – głupia jestem,
i jestem chora.
Ale jeszcze w zdrowym oku
widzę prześwity. Widzę obce morza,
które mają najbardziej trupi kolor
pod słońcem. I brakuje mi oddechu.
Łyk kawy z ekspresu
pozwoli mi się zapomnieć. Do reszty
poczuć świeże powietrze,
i się nie rozpaść.

II.
Ostatnio rozpadałam się tak wiele razy
i próbowałam się skleić,
ale zawsze zabrakło tego jednego kawałeczka
i stąd jedną nogę mam krótszą od drugiej.
I stąd bielmo na oku,
którego nie chcę. I życie bez miłości,
bo kto zechce wybrakowanego człowieka. Ale teraz
powolutku sklejam się – cząstka po cząstce.
Sen po śnie. Deszcz po deszczu
i już wiem, że kiedyś
mogę stać się cienką tasiemką wiatru.
I karmić się słońcem
jak powszednim chlebem
bądź bułką kajzerką.
19.05.2018

 

Hamlet i miłość
kici kici kochanie
(Hamlet nie zawsze musi umierać
w niewyjaśnionych okolicznościach.
Może natomiast zaznać spokoju
na plaży w PortoRyko
i wystawiać twarz ku słońcu.
I nagi wchodzić do wody
przy Caja de Muertos)
zjem cię ze smakiem.
19.05.2018

 

 

W twojej głowie królu Arturze
mieszają się sny. I tak naprawdę,
Ekskalibur nie spowoduje tego,
że będzie pan król
w siódmym niebie.
I będzie prowadził wyprawy wojenne
na pstrym koniu.
Na pstrym koniu pańska bida jeździ
i kwiczy. W twojej głowie
królu Arturze
tak naprawdę urodziło się szaleństwo
i brak czystych myśli. Trzeba wziąć Cię na stół,
rozciąć ciało, zerknąć do środka, co masz zamiast
błękitnych żył. Królu Arturze
tak naprawdę ten Ekskalibur,
to nie twoja bajka. Trafiłeś do niej przypadkiem,
przypadkiem sczytałeś cyfrowy kod z obrazka,
proszę się uspokoić. Pańska schizofrenia
mnie nie dotyczy. I jest mi obojętne to,
że Avalon pachnie jabłkami
w ten jesienny, dżdżysty dzień.
Kichaj na wszystko.
20.05.2018

 

 

 

 

ostatnio daję nowe życie
bohaterom z lektur. szkolnych.
i mi grają na nosie. i mi grają na nerwach.
nic to. wszystko będzie dobrze,
kiedy ofelia nie zamknie się w klasztorze
i będzie tańczyć na rurze. w ażurowych
rajstopkach będzie można dojrzeć
drugą stronę. rzeczywistości.
takiej złotej. na medal.
ostatnio,
postaci z lektur mają się dobrze.
nie umierają.nie kochają zawzięcie
i na umór. ofelia
nie topi się w jeziorze,
bo jezioro odpycha ją od siebie
przeraźliwym zimnem. no tak.
jest środek grudnia.
kto by chciał się topić pod rozkutym lodem.
ofelia nie jest morsem. lubi ciepło.
i skwarne słońce na plażach
w hiszpanii.
ostatnio daję nowe życie
bohaterom z lektur. szkolnych.
sama dogasam. jak świeczka
na torcie. smaruję się kremem
przeciwzmarszczkowym
i nie ulegam iluzjom. ostatnio
daję nowe życie
bohaterom z lektur. szkolnych.
i ofelia już nie jest kiczowatą
panienką z taniego romansu za pięć zeta.
jest damą w czerwonym kapeluszu
i białej sukience. nikt się nią nie inspiruje,
bo kto będzie inspirował się
długonogą blondynką
o talii osy.
16.05. 2018

 

 

 

 

 

 

 

Fakt – był jakiś jawor,
ścięli go. Polska masakra
piłą mechaniczną – wg ustawy o ochronie przyrody,
bo przeszkadzał,
zaglądał do okien i straszył dzieci.
Niewyraźnym szumem. Powykręcanymi z bólu gałęźmi.
Laura i Filon zmienili miejsce randek
na przydrożną knajpkę. Przy piwie
Laura nabiera rumieńców i ma zakwasy
po wczorajszym masażu brzucha
chińskimi bańkami. I czuje się jakby to ciało
nie było jej, tylko ktoś je podmienił,
ktoś zabrał jej skórę.
Tymczasem Filon
hipochondryk od siedmiu boleści,
przygryza sobie język. Za oknem jawor już nie szumi,
szumi deszcz w rynnach. Tramwaje łagodnie wcinają się w przestrzeń.
Przestrzeń jest jak biała, wykrochmalona przez żonę Filona, koszula.
Swoją zdradę Filon zakrywa długimi do ramion włosami.
Ma nadciśnienie, TSH, i trzęsące się ze strachu
ręce. W kolanie,
odzywa się zapalenie gęsiej stopki
i przykurcz mięśni. Cholera, i wreszcie po deszczu, słońce.
Coraz mocniej daje się we znaki, więc Filon
ściąga wełniane, różowe skarpety,
a Laura dopija piwo. I upija się na smutno,
i nawet jej wyobraźnia się wtedy wiesza.
Spływa po niej jak sen.
Jak kropelka potu po każdej części ciała. Jak żel pod prysznic.
Obydwoje pochyleni wobec siebie
nie potrafią zagaić rozmowy.
Nic się nie klei, wszystko
się rozwarstwia.
Takie cuda natury:
ścięty jawor, Laura i Filon,
i przydrożna knajpka
oddalają mnie od upragnionej pointy
o cały Meksyk
i trzy czwarte Czarnego Lądu.
20.05.2018

 

 

 

bez względu na to
co się dzieje mam neutralny
punkt widzenia na samotność
doktorze judymie
moje tsh przekroczyło normę
spadły leukocyty
mocz we krwi
nie wskazuje na nic dobrego
i to nie ma nic wspólnego z wyobraźnią
doktorze poradź pan co robić
z niedoborem weny w dzień powszedni
jak zjeść kurczaka z odciętymi skrzydłami
jak ukradkiem rzygać po zapaleniu sziszy
odpalam lont patrząc w błękit
nad egipską plażą
wznoszą się samoloty
a ja spadam
coraz bardziej spadam
na samo dno
snu który nijak ma się
do dzisiejszej pogody za oknem
nijak ma się do mojej prawej ręki
ani do lewej stopy
doktorze judymie
mój kręgosłup rozpada się w miazgę
po co przynosisz żyletkę
która wygląda jak blaszane miasto
panie doktorze
od czytania książek nie dostanę wysypki
a od urojeń nie schudnę a mleko
nigdy nie będzie smakować jak wiosna
ani miłość z różowego papierka
doktorze judymie
dziękuję ci za środowy wkurw
za nadmiar idiotycznych metafor
dziękuję ci za modlitwę
która stała się moim przekleństwem
dziękuję za udar
pamięci i za życie z tym pajacem
spod siódemki
wciąż kupującym hektolitry coca coli
dziękuję ci
za stawy obolałe od niechcianej miłości
i wysypkę na prawym poliku
nigdy wcześniej nie byłam tak bardzo człowiekiem
jak teraz gdy upierdliwy gołąb
zamieszkał na moim balkonie
23.05.2018

 

 

ostatnio, coraz ciężej stawiać mi stopy na mokrych kamieniach.
wtedy czuję, że ześlizgnę się w grząski piach i moją stopę
obrosną wodorosty. a miliardy drobnych rybek
znajdą swoje mieszkanie między palcami. między palcami przesypie się sen.

nigdy nic nie było proste. wszędzie podziały. rozdziały. smutne epilogi,
w których zawsze ktoś płakał lub zamykał za sobą kolejne drzwi,
oczy i nie dopuszczał do wnętrza światła. światło rozlewało się
po każdej ciemnej przestrzeni i nie potrafiłam przejść obojętnie
wobec smug w ogrodzie. na drugą stronę przeciekała też
opowieść wajdeloty. opowieść ociekała śmiercią. więc dlatego potykam się
o porzucone w walkach miecze. o płaszcze krzyżackie.
nie dla mnie ta opowieść. nie trawię niespełnionej
miłości. unikam jej jak ognia. choć nie lubię też tanich romansów.
ani zlepków cudzych historii wyszarpanych
z rękawa. lubię mądre przekazy. przekazy podprogowe.
takie, z których można wyczytać o wiele więcej
niż z tych, które wysypują się z ust wścibskiej sąsiadki. wolę
barwniejsze legendy – takie, których oddech
nie doprowadza nas do bólu.
27.05.2018

 

 

 

 

 

przepaść, przejść bez wieści.
zmiąć stare zdjęcia. wyrzucić lustro
na śmietnik. do toksycznych odpadów.
ostatnio wyciekają ze mnie kolory,
więc blaknę z dnia na dzień. moja skóra
staje się szara. zwiotczała bólem.
widać przez nią każdą żyłkę,
każdy zdziwaczały nerw,
który można przeciąć.
można też przestąpić wiele progów. zdjąć maskę,
by założyć nową. bez blizn. bez skaz.
tyle razy próbowałam się odciąć od siebie,
nie udało się. zawsze była obecna
jakaś silna więź, która łączyła mnie ze skórą,
każdym palcem u nogi i dłoni, z każdym włosem
i łzą. więc się ukryłam za cierpieniem,
które podobno nie przystoi poecie.
nie umiem nazwać samoświadomości
a podświadomość – to druga strona medalu.
męczą mnie dzisiaj ciepłe noce. i za nic w świecie
nie potrafię być miękka. wciąż uciekam w głąb siebie,
przekładam w palcach smutek.
nie mogę zasnąć. w moim łóżku jest zbyt twardo
i obco. po sobie nie będę nigdy płakać.
27.05.2018

 

 

 

 

 

 

muszę uporządkować ten życiowy bałagan.
postawić mur pomiędzy fałszem a szczerością. nie dać się omamić
kolejnym obietnicom bez pokrycia. odkryć w sobie
prawdziwe zwierzę. być zimną. bo co mi dała do tej pory
wrażliwość. ból po złamanym skrzydle ukrywa się w wersach,
w których nie ma lata. jest zima. biel kołysze mój upór.
nie pozwala rozwinąć skrzydeł. i dobrze. wbrew pozorom
to najlepsze wyjście. bycie nie sobą. nic w tym odkrywczego
a jednak coś w tym jest. do teraz byłam człowiekiem.
workiem treningowym. rzeczą, którą dało się rzucać po każdych stronach świata.
teraz ten gładki kamyczek
wyrośnie kolcami. bez piły nie podchodź. będzie parzył
i kłuł do krwi. muszę uporządkować ten życiowy bałagan
nadać sobie nowe imię. przerwać te kuksańce,
dogadywania. niby jestem za rodzinna,
więc muszę być bardziej oschła.
zimna. po cóż komuś czułość i oddanie.
23.05.2018


 

Daria Dziedzic ur.1977 roku w Dąbrowie Górniczej. Absolwentka Filologii Polskiej i podyplomowego Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej. W 2003 roku wydała pierwszy tomik pt. „Anioły, sny, wiersze” w warszawskim wydawnictwie Nowy Świat, a siedem lat później ukazał się drugi zbiorek pt. ” Wyspa” ( Wydawnictwo Mamiko). Wiersze ukazywały się również w wielu czasopismach literackich, jak np. „Raptularzu Kulturalnym”, ” Akancie”, „Ulotnej Przestrzeni”, „Kozim Rynku”, Migotaniach”. Emitowano je na antenie polskiego Radia Katowice w audycji redaktora i krytyka literackiego pana Macieja Szczawińskiego pt. „Poczta poetycka”.

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *