Mamy styczeń, Nowy Rok nieśmiało rozgląda się wokół i jak zwykł to robić, szykuje dla Nas wiele niespodzianek. Ja mogę sobie i Wam życzyć, żebyśmy nie zwariowali w tym szalonym pędzie: „więcej, mocniej, na już” Bądźmy dobrzy dla siebie i podarujmy sobie luksus chwilowego zwolnienia, zwolnienia tempa, zwolnienia z myślenia: „muszę”. Czerpmy radość nawet z tych codziennych, prozaicznych czynności. Wszystko jest kwestią podejścia, emocji, jakie włączymy i uśmiechu. Nic się nie stanie jak czasem odpuścimy, możemy tylko zyskać, dostać w prezencie nową perspektywę i odnaleźć siebie na nowo, z dziecięcą wrażliwością, zapałem, i radością.
Rzeczywistość jest taka, jaką stwarzamy, a ja widzę, że nadchodzi dobry czas, tworzenia, realizowania nawet tych najtrudniejszych planów. Bądźmy, czujmy, obserwujmy!

Sabina Wawerla-Długosz

Emil Adam Wnuk – rocznik 1985. Urodzony i zamieszkały w Chorzowie. Laureat VIII OKP „O Granitową Strzałę”. Autor bloga poetyckiego. Opiekuje się dwuletnią kotką, Klarą.

***

Wiersz napisany między 01:03 a 01:23
Stalówka płynie gładko po papierze,
gładko płynie ciemną ulicą samochód.
Tak cicho, aż słyszę w ustach
posmak kawy z miodem i papierosa.
Godzinę temu cierpiałem. Wciśnięty w poduszkę
widziałem ludzką krzywdę.
Martwi mnie, że sam nie jestem wolny od noża.
Czasami trzymam ostrze w rękach,
czasami w słowie,
a czasami w spojrzeniu.
Ostatnie przeraża najbardziej.

***

Czarny Staw

Człowiek w mundurze Wojska Polskiego łowi ryby.
Jego oczy i spławik to jedno. Zapytany: „Czy da się obejść ten staw?”
nie wypowiadając słowa przytakuje głową,
palcem wykonuje łuk w powietrzu.
Połyka nas las.
Podciągamy skarpetki, zakładamy długi rękaw.
Kleszcze są ponoć bardzo agresywne w tym roku.
Z nasypu widać cały zbiornik.
Na końcu żwirowego półwyspu stoi rower,
aż prosi o uwiecznienie.
Idziemy wzdłuż brzegu,
co jakiś czas gimnastykując się nad błotnistą ścieżką.
Piaszczysta wyrwa, u dołu jest fragmentem plaży,
u góry można usiąść na jej krawędzi.
Siadam, odpalam papierosa,
patrzę w cyklopie oko aparatu trzymane przez brata
i uświadamiam sobie jak dobrze mieć brata.
Nie wszyscy mają.

***

Końcówka września

Ludzie oddalili się od siebie.
Zimno kazało zamknąć okna, a jeszcze miesiąc temu
słyszałem, jak w kamienicy obok chrapie sąsiad.
Teraz głucho
i ciemność nadgryza dzień.
Włączam lampę antydepresyjną, która słabo,
ale jednak imituje słońce.
Kot wchodzi pod kołdrę;
odczuwam na udzie przyjemne drżenie, mruczenie.
Przez najbliższe miesiące będę obserwował gęstnienie sierści
i uwierzę, że ten wtulony pupil
jest inkarnacją cudownej kobiety.
Na jesień i zimę
lepszy taki wentyl bezpieczeństwa
niż żaden.

***


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *