-Hej, co do…. – zmarszczyłaś brwi, słysząc za sobą dźwięk odbijającej się piłki, która po kilku sekundach ucichła. Odwróciłaś głowę i pierwszym co przykuło Twoją uwagę była obecność chłopaka patrzącego wprost na Ciebie. Stał po drugiej stronie ulicy i po chwili przyglądania się Tobie, spuścił wzrok na dół, patrząc na swoje buty. Przewróciłaś w zabawny sposób oczami, a na Twojej twarzy pojawił się uśmiech, który z trudem powstrzymywałaś. Powaga, którą próbowałaś zachować po chwili znikała i zastępowała ją wesoła mina. Chcąc jednak pokazać chłopakowi, że nie może robić wszystkiego co tylko wpadnie mu na myśl, chwyciłaś piłkę od koszykówki, która znajdowała się niedaleko Twojej osoby i wyglądając na poirytowaną ruszyłaś powolnym krokiem w stronę znajomej twarzy, której oczy wciąż były skierowane w dół. Zanim stałaś twarzą w twarz z chłopakiem, będąc kilka kroków od niego, dość głośno oznajmiłaś :

-Yah, Park Jimin… Co to było? Myślisz, że możesz uderzać w każdego kogo Twoje oczy napotkają, huh? – kończąc pytanie jednocześnie w tym samym czasie dotarłaś do chłopaka, który uniósł głowę, patrząc w Twoje oczy. Uśmiechnął się samym kącikiem ust, leniwie włożył swoje dłonie do kieszeni od spodni, po czym na chwilę zerknął w górę. Złapał głęboki oddech jednocześnie wydając z siebie cichy dźwięk i z powrotem kierując wzrok na Ciebie odpowiedział :

-Um… Nie wiem o czym mówisz – próbując czarować Cię swoim spojrzeniem, które wyglądało jak diamenciki mające skusić Cię do popełnienia słodkiego grzechu. Odwróciłaś głowę na bok śmiejąc się drwiąco, po chwili stanowczo spojrzałaś w jego oczy, delikatnie wypchałaś sobie policzek swoim językiem i unosząc głowę do góry oznajmiłaś:

-Mam na myśli to – a następnie podałaś Jimin’owi piłkę uderzając go nią w jego klatkę piersiową z całej siły.

-Y/N skąd masz moją piłkę?

-Niech pomyślę… Pewien kretyn postanowił znaleźć sobie zajęcie, rzucając piłką w tył głowy sąsiadów, chyba stąd kojarzę tą piłkę…

-Powiedz temu kretynowi, o którym mówisz żeby nie ruszał co nie jego i następnym razem odniósł mi piłkę osobiście, nie musiał wysyłać ciebie.

-Debil…

-To jego drugie imię? Interesujące, nie wiedziałem, że znasz kogoś takiego – dodał, po czym odwrócił się, wracając do gry w koszykówkę. Przez chwilę miałaś ochotę prosić Boga o cierpliwość, której Ci brakowało. Rozmowa z Jimin’em ani trochę się nie kleiła i w pewnym momencie wiedziałaś, że robi to celowo i sprawiało mu to przyjemność… Nawet bardzo dużą.

-Widzę, że bardzo dobrze się bawisz – oznajmiłaś z zaciśniętymi zębami obserwując Jimin’a i tylko czekałaś aż powie kolejną głupią rzecz.

-Nadal nie wiem o czym mówisz.

-Myślisz, że to zabawne?

– Myślę… Myślę, że tak – dodał swoje ostatnie słowo, poruszając zabawnie brwiami. Ruszyłaś do furtki, chcąc wrócić do siebie. Chłopak nie chciał, abyś go zostawiała i zaczął żałować, że nie traktował Cię poważnie.

-Hej Y/N zaczekaj, proszę… – podbiegł do Ciebie łapiąc Twoją dłoń nie chcąc jej puszczać. Jego błagania Cię zdziwiły. Nie sądziłaś, że zareaguje w ten sposób kiedy zaczniesz odchodzić, zostawiając go samego – Y/N… Nie idź, proszę zostań, przepraszam… – w jego głosie usłyszałaś coś tajemniczego, czego nie mogłaś rozszyfrować, lecz sposób w jaki błagał sprawiał, że nie mogłaś go zostawić. Wypuściłaś głębokie powietrze odwracając się w jego stronę. Widziałaś jak jego twarz promienieje z radości, a swoje usta ułożył w delikatny uśmiech, którym zaraził i Ciebie. Zaczął stąpać bliżej ku Tobie, nie wiedząc jakie ma zamiary. Poczułaś w środku coś dziwnego, czego nie mogłaś opisać.
Jimin był coraz bliżej nie zatrzymując się nawet na moment. Swoimi kryształowymi oczami i bursztynowym uśmiechem zawsze zdobywał Twoje serce, chociaż nawet nie wiedziałaś dlaczego myślisz w ten sposób o swoich uczuciach

– Jedna runda w kosza? – skierował wzrok na piłkę, następnie na Ciebie i wyglądał jakby odmowa nie wchodziła tutaj w grę.

-A mam inne wyjście? – patrzyłaś na anielski wzrok Jimin’a, który zrobił jeszcze jeden krok do Ciebie, zerknął w dół, zupełnie jakby się zawstydził :

-Właściwie to… Nie… Ale… – wrócił z powrotem, aby móc utrzymywać z Tobą kontakt wzrokowy. Zagryzł swoją dolną wargę i przybliżył swoją twarz do Twojej dokańczając zdanie – Ale… Zanim zaczniemy… – nie wiedząc czemu byłaś gotowa zamknąć oczy i czekać na moment pocałunku, jak śpiąca królewna na zbudzenie. Chłopak nie przedłużając dokończył to co siedziało mu na gardle, mówiąc – Zanim zaczniemy spróbuj sięgnąć piłki do kosza, którą trzymam w ręce na sobą – ”co do…’’ pomyślałaś jedynie, będąc pewną, że chłopak ma na myśli pocałunek, a okazało się, że to jego kolejna głupia zabawa w kotka i myszkę. Zmarszczyłaś brwi, mrugając oczami i widząc, że chłopak nie żartuje wyrwałaś się z jego uścisku i odwracając się oznajmiłaś :

-Będzie lepiej jeśli wrócę do siebie.

-Przepraszam, ja tylko żartowałem, Y/Nja tylko żartowałem.

-Masz w planach jeszcze jakieś głupie gierki?

-Przepraszam głupio się zachowywałem, głupio zrobiłem. Przestanę tylko.. Nie idź jeszcze – po wszystkich wygłupach i grach zaplanowanych przez Jimin’a nie miałaś ochoty zostawać, nie chciałaś zostać wkręcona po raz kolejny, ale… Sama musiałaś przyznać, że pragnęłaś tutaj być jak najdłużej, aby móc być obok niego jak najbliżej i nawet gdyby było między Wami cicho nie nudzilibyście się w swojej obecności. Sam fakt, że był on obok, sprawiał, że nie potrzebowałaś żadnych sztucznych rozmów, tylko jego obecność obok Ciebie.

Jimin rzucił piłkę za siebie, chwycił Twoje dłonie i jak dżentelmen podprowadził Cię do schodków od drzwi wejściowych, siadając na nich wraz z Tobą. Lampy uliczne powoli oświetlały nudną i pustą ulicę, na której nie było słychać ani widać żywej duszy. Między Wami zapadła krótka, dość dziwna cisza. Jimin posyłał Ci niewinne uśmiechy, a Ty je odwzajemniałaś… Mierzyłaś go wzrokiem tak jak on Ciebie, a Twoja ręka rwała się do tego, aby stykać opuszki swoich palców z palcami chłopaka.

Jimin patrząc na Ciebie, w którymś momencie ujrzał na Twoich nadgarstkach opatrunki przesiąknięte krwią. Chłopak przełknął ślinę, przypominając sobie wszystko od początku, to jak był obok, kiedy widział jak cierpisz i kiedy prawie Cię stracił.

-Y/N…- niepewnie zaczął zdanie, myśląc nad wycofaniem się bądź zmianą tematu. Nie chciał, abyś przypomniała sobie wszystko od początku, tak jak robiłaś to przez ostatnich kilka dni, jednakże jego język był zbyt długi, aby przemilczeć to co miał na myśli, jednocześnie martwiąc się o Ciebie tak jak każdego dnia – Um… Czy… To cię boli? – wzrokiem wskazał miejsce, na które patrzył. Spojrzałaś na swoje nadgarstki w opatrunku lekko przesiąkniętymi na czerwono i w jednej chwili Twój uśmiech znikł z Twojej twarzy. Zakryłaś ten widok opuszczając rękawy od bluzy, aby zasłonić opatrunki i przez moment milczałaś jednocześnie wracając do wszystkiego co doprowadziło Cię do tego stanu – Y/N….? – zapytał ponownie kiedy po dłuższej chwili nie usłyszał z Twoich ust żadnego słowa.

-Nic mi nie jest… Nie czuję bólu… – delikatnie odwróciłaś głowę w bok składając usta w mały uśmiech, który nie był jednak prawdziwy, był sztuczny i szybko opuścił Twoją twarz. Położyłaś dłoń na jednym z opatrunków zaciskając na nim pięść. Co kilka sekund brałaś głębokie wdechy, w których można było wyczuć cały ciężar, który dźwigałaś od wielu dni, miesięcy… – Ja… Ja powinnam już wrócić, nie chcę być dla Ciebie problemem – wstałaś ze schodków, poprawiając swoje ubrania, aby w końcu wstać, a chłopak ponownie zatrzymał Cię swoim dotykiem na Twojej dłoni :

-Y/N zostań tutaj – odwróciłaś głowę patrząc na Jimin’a z góry. Tym razem Twój uśmiech nie był sztuczny, był prawdziwy, dzięki niemu. Prośby i słowa chłopaka działały na Ciebie w sposób, który sprawiał, że nie umiałaś mu odmówić. Zajęłaś swoje miejsce obok niego, siadając na schodku i czekałaś co stanie się za moment – Nie jesteś dla mnie problemem, nie jesteś kimś na kogo mógłbym się złościć. Jesteś kimś o kogo chcę dbać jak najlepiej, opiekować się na tyle ile potrafię i móc dać ci bezpieczeństwo, którego nikt wcześniej ci nie dawał – chłopak ułożył dłoń z tyłu Twojej głowy, przysunął Twoją twarz do jego szyi i oparł Twoją głowę na jego barku. Jimin zrobił to pierwszy raz odkąd się znacie. Pierwszy raz był tak uczuciowy i pierwszy raz poczułaś przy nim, że masz wszystko czego chciałaś.
Chłopak gładził Twoje włosy tuląc Cię mocniej do siebie, swój policzek przyłożył do Twojej skroni, masował miejsce, w którym znajdowała się rana na Twoim nadgarstku i kontynuował to, co chciał powiedzieć – Nie chcę, żeby kiedykolwiek spotkała Cię kolejna krzywda. Nie chcę patrzeć na to jak jesteś raniona… Czy przez kogoś innego, czy niechcący czy… Przez samą siebie – przez moment wstydziłaś się, że wszystko co Cię spotkało pchnęło Cię do kaleczenia samej siebie. Twoje oczy zrobiły się szklane od łez a ciało zaczęło drgać. Chciałaś teraz uciec, ale jednocześnie zostać tak jak teraz, w jego ramionach, do których chciałaś wtulić się całą sobą.

Przez chwilę nie umiałaś myśleć o niczym innym, jak o tamtym dniu, w którym Twoje serce pękło na tysiąc kawałków. Ono krwawiło i nic nie było w stanie tego powstrzymać. Kiedy miałaś ochotę znaleźć ukojenie w innym świecie, w którym miałaś odnaleźć szczęście, które zostało utopione wraz ze wszystkim co miałaś… Twój koszmar zaczął się od pierwszych zdań listu, który znałaś na pamięć, słowo w słowo…

„Nasza trzecia, dopełniająca nas połówko. Strach przed konsekwencjami nie pozwolił nam stanąć przed Twoją twarzą, a oczy mogłyby spalić się ze wstydu mówiąc Ci całą prawdę. Wpierw zanim zaczniemy, mamy nadzieję, że trzymasz się dobrze, a cała Twoja złość do nas minęła… Chociaż zważając na to, co chcemy Ci powiedzieć, odczujesz nie złość, ale nienawiść do nas obojga. Nienawiść, która doprowadzi Twoje serce do krwawienia. To co przysięgaliśmy sobie kilkanaście lat temu nie zostało zerwane. Przyjaźń, miłość, to jak blisko byliśmy ze sobą nie zostało odrzucone przez nas. Byłaś jak młodsza siostra, którą mogliśmy się opiekować bez przerwy, ale byłaś też moją partnerką. Wszystkie chwile, które przeżyliśmy nie znikną z mojej pamięci. To wszystko jest jak pamiętnik z najcudowniejszymi wspomnieniami, którego rozdziały trzymamy w naszych duszach i wiedz, że nawet jeśli już się nie spotkamy te zapełnione dobrem kartki będą do nas wracać każdy dzień i każdą noc. Jednak otwieramy nowy rozdział, w którym udziału nie może brać Twoja osoba. Nie ze względu na odrzucenie, ale z powodu miłości. Myślę, że próbujesz odszyfrować, o czym dokładnie chcemy porozmawiać, ale chociaż jest to tekst pisany i tutaj nie potrafiliśmy napisać tego wprost. Zapewne już masz do nas żal, że odzywamy się poprzez list, ale nasza obecność przy Tobie wszystko by skomplikowała. Nie mogłabyś znieść widoku tego jak trzymamy się za ręce, spędzamy noce ze sobą tylko u swojego boku. Nie umiałabyś spoglądać na nas wiedząc, że Twoi najlepsi przyjaciele, których traktowałaś jak członków rodziny mogą zakochać się w sobie z wzajemnością. Robią to, co zakochane pary robią ze swoją miłością. Wiemy, że próbujesz się oswoić z sytuacją. Widzimy to jak czytasz dalsze zdania listu ze łzami w oczach, ale kiedy skończysz zrozumiesz, że nasza obecność mogłaby wyprowadzić Cię z równowagi. Nie wiemy jak się poczujesz, ale rozumiemy, że pierwszą rzeczą będzie ból. To wszystko brzmi jak ucieczka od Ciebie, ukrywanie wszystkiego i tchórzostwo, ale nie. To wszystko przemyśleliśmy na spokojnie z myślą o Tobie, jako o naszej siostrze, a mojej byłej ukochanej.

Przeprosiny nie będą tutaj na miejscu bo to nie przywróci Ci nas, ani nam Ciebie. Chcemy tylko żebyś wybrała dla nas odpowiednią karę. Jeśli nie zechcesz się już odzywać – w pełni to uszanujemy oboje. Aczkolwiek… Mamy nadzieję, że kiedyś jeszcze będzie nam dane ujrzeć Ciebie, bądź wiadomość od Ciebie.

Trzymaj się, nasza trzecia połówko. Jeśli zapomnisz o nas, nie chcąc nawet o nas myśleć, do czego masz prawo, wiedz, że my nie zapomnimy o Tobie. Chcemy abyś żyła szczęśliwie jak ja i ona.

Junshin i Eunmi”.

~

Ten list zmienił całe Twoje życie na wszystko, co najgorsze. Był to czas, w którym byłaś gotowa nawet odebrać sobie życie, które przestało mieć sens po przeczytaniu ostatnich słów wyznań osób, z którymi chciałaś przenosić góry i powędrować gdzieś, gdzie nie znalazłby Was nikt. Straciłaś osoby, które zniknęły w poszukiwaniu własnego szczęścia, a Ciebie opuszczono z dnia na dzień, zostawiając Cię z listem, który spaliłaś szybciej niż przeczytałaś. I chociaż widziałaś jak rozpadał się na kawałki pośród płomieni, tekst przeczytany tylko raz pozostał w Twoich myślach. Stał się Twoim największym koszmarem, niszczącym Cię od środka i z zewnątrz, jak demon, który powoli pochłania Twoją duszą, patrząc z przyjemnością na Twoją śmierć.

Czułaś się jak wrak pod kołami samochodu, który błagał o lepszy los, szczęśliwszy czas i wykasowanie złych wspomnień, wszystkich po kolei. Byłaś więcej niż pewna, że nikt nie zdoła uratować Twojej poranionej psychiki, nikt nie da rady złożyć Cię w jedną całość i odnaleźć utracone kawałki puzzli, które gubiłaś dzień po dniu.

Któregoś dnia Twoja ścieżka zalana fontanną krwi, znów błyszczała i została oczyszczona ze złych rzeczy. Wszystko co wyglądało jakby ktoś rzucił złe zaklęcie, znikało z każdym krokiem tego, który sprawił, że nadzieja wróciła. Wróciła na wiele sposobów, które po tym wszystkim, co się stało, przekreśliłaś. Twoje serce pękło na tysiąc kawałków, a zaufanie zostało nadszarpnięte do tego stopnia, że nie chciałaś ufać nikomu, nie chciałaś nikogo obok siebie, a wszyscy którzy szli z pomocą byli tymi, których odpychałaś nie potrafiąc znaleźć więzi z nikim. Zupełnie jakbyś przestała czuć cokolwiek, a zamiast serca miałaś kamień.
Ten kamień, który przez pewien czas tkwił w Tobie, został zniszczony a na jego miejsce wróciło serce, które po tylu cierpieniach znów zaczęło bić i tryskać szczęściem, które podarowała Ci osoba będąca nawet wtedy kiedy nie chciałaś, aby była. Po tak długim czasie znów zaczęłaś rozumieć słowa ”przyjaźń” a słowa, na które uśmiechałaś się nie kontrolując tego. Słowa, które działały na Ciebie jak magia i ukojenie to słowa składające się z imienia ”Park Jimin”. Dwa zwykłe słowa, a znaczą dla Ciebie wszystko, tak jak znaczyłaś wiele dla chłopaka o tym imieniu, który zrobiłby dla Ciebie wszystko.

Były momenty, w których trudno było Ci zapomnieć o osobach, które postanowiły szukać szczęścia bez Ciebie. Zdarzały się chwile, w których myślałaś czy naprawdę pamiętają o kimś takim jak Ty – ich ”siostrze”, którą kochają. Jimin był tym, który nie pozwolił Ci myśleć o zdrajcach. Był tym, który zawsze pomógł Ci rozwiać myśli o nich i tym, który leczył Twoje głębokie rany. Był kimś kogo pragnęłaś mieć. Kimś kto… Mógł dawać Ci szczęście nie robiąc nic. Myśl o nim sprawiała, że odczuwałaś radość, której nie mogłaś do końca opisać a Twoje uczucia… Były głębokie, lecz nie do końca umiałaś to sobie uświadomić. Wiedziałaś, że było to uczucie, którego nie chciałaś się pozbyć, nigdy w życiu.
Kilka słów o autorze: Annie Starzyńskiej:

„ Dwudziesto-jednoletnia dziewczyna, która od 11 roku życia pisze wszelakiego rodzaju scenariusze/opowiadania/fanficki/wiersze. Do pewnego momentu życia było to tylko jej hobby, które po pewnym czasie przeistoczyło się w pasję, z której nie umiała zrezygnować. Od trzech lat prowadzi bloga związanego z wcześniej podanym tematem. Blog cieszy się bardzo dużą popularnością wśród osób młodych, z którymi autorka swoich tekstów ma bardzo dobry kontakt.
W konkursie internetowym zajęła trzecie miejsce na najlepsze scenariusze.
Długi czas była tłumaczem na jednej ze stron o tematyce azjatyckiej. Jest biegła w języku angielskim, który towarzyszy jej na co dzień. Również uczy się jednego z języków azjatyckich, którym jest Koreański.
Interesuje się kulturą azjatycką od najmłodszych lat i jej marzeniem jest móc kiedyś odwiedzić jeden z tych krajów, które są bliskie jej sercu.
Chciałaby w bliskiej przyszłości wydać swoją własną książkę co na ten moment jest jej największym marzeniem i jedynym celem, do którego dąży całą sobą.”


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *