Sobowtór

Simon nienawidził ludzi. Nienawidził swojej rodziny. Nienawidził swoich znajomych. Nienawidził swoich nauczycieli. Nienawidził każdego napotkanego człowieka. Nieważna była płeć danej osoby, jej wiek, kolor skóry, wyznanie czy chociażby coś tak błahego jak jej osobowość. Simon nie potrzebował specjalnych powodów. Nienawidził ich tak po prostu, z serca, za to, że w ogóle żyli i byli ludźmi. To w zupełności mu wystarczało.

Wszyscy ludzie budzili w nim obrzydzenie i niemożliwą wręcz do opisania irytację. Tak, Simon też był człowiekiem. Ale to ani trochę nie zmieniało jego nastawienia. W jego oczach każdy człowiek był dla niego niczym wróg i działał na jego niekorzyść. Wszyscy byli po prostu przeciwko niemu. Z nieznanych mu przyczyn najwyraźniej postanowili uwziąć się akurat na niego i z zaciekłością zatruwać mu życie. A on, jako ofiara, miał prawo się bronić, prawda? Zatem jego nienawistne spojrzenia, obraźliwe słowa, a nawet przemoc, były w pełni uzasadnione.

Ze zrozumiałych przyczyn, Simon w miarę możliwości unikał kontaktów z otoczeniem, a jego świat z czasem drastycznie się skurczył. Ostatecznie tworzyły go głównie bluzy z kapturami, pozwalające na schronienie, słuchawki w uszach z pomocą muzyki skutecznie zagłuszające wszelkie niechciane głosy i zwykłe kartki papieru. Tak, czyste kartki, kartki w linię, kartki w kratkę, kartki wyrwane z zeszytów… To one pozwalały Simonowi na oderwanie się od tak znienawidzonej rzeczywistości. Były fragmentami jego pamiętnika. Jego powierniczkami. To właśnie na nie przelewał wszystkie swoje uczucia i emocje, zapełniając je licznymi wzorami, szkicami i fantazyjnymi rysunkami. Dawały mu schronienie przed światem zewnętrznym.
I przed prawdą.
***
Simon uniósł powieki i niemal od razu zamarł w bezruchu. Czuł, jak serce waliło mu w piersi, kiedy wodził bezradnie wzrokiem po zupełnie obcym otoczeniu. Wokół siebie widział jedynie liczne drzewa. Stare, pozbawione liści i groteskowo powykrzywiane na tle wieczornego nieba. Chłopak nie miał najmniejszego pojęcia, co to za miejsce. Ani, co gorsza, jak się tam znalazł. Miał pustkę w głowie. Ostatnie, co pamiętał to to, że ktoś znowu go zdenerwował. Przełknął ciężko ślinę i ponownie się rozejrzał. Kiedy to nic nie dało, spuścił wzrok, by zastanowić się, co począć. W tej samej chwili coś przykuło jego uwagę. Uniósł dłonie i przyjrzał się im uważnie. Skórę na knykciach miał zdartą, a palce poplamione zaschniętą krwią. Zmarszczył brwi, próbując sobie cokolwiek przypomnieć, ale nie dało to żadnego skutku. Zrezygnowany opuścił ręce, postanawiając spróbować odnaleźć wyjście z uschniętego lasu. Nic lepszego nie mógł zrobić.
Ruszył więc ledwie widoczną ścieżką wijącą się między drzewami. Poza odgłosem jego kroków w lesie panowała dziwna cisza. Nie było słychać ani jednego ptaka, ani nawet szumu wiatru. Okolica z każdą chwilą zdawała się Simonowi coraz bardziej wymarła. Budziło to w nim niepokój, który potęgowało wrażenie, że jest obserwowany.
Nie wiedział, jak długo szedł, kiedy drzewa wreszcie się przerzedziły, ukazując mu rumowisko. Wszędzie walał się gruz oraz zapewne dawno porzucone przedmioty. Na końcu ścieżki natomiast znajdował się stary budynek. Z jego okien powybijano szyby, a jedna ze ścian całkowicie się zawaliła.
Przyglądając się temu budynkowi, Simon próbował domyślić się, jakie było jego przeznaczenie. Nie potrafił jednak dokładnie tego określić, ponieważ nie widział żadnej jednoznacznej wskazówki. Chłopak musiał przyznać przed samym sobą, że ta zwykła ruina bardzo go zaintrygowała. Chociaż rozsądek podpowiadał mu, że powinien jak najszybciej odszukać drogę, która wyprowadziłaby go z lasu jeszcze przed zmrokiem, Simon nie zamierzał go słuchać. Zamiast tego, ruszył ostrożnie przez gruzy. Czuł się, jakby coś go przywoływało.
Bez zastanowienia przekroczył próg zrujnowanego budynku, wchodząc do przestronnego pomieszczenia. Jedynym przedmiotem, jaki się w nim znajdował było ogromne lustro zawieszone na jednej ze ścian. Simon zatrzymał się na chwilę, by obrzucić wzrokiem resztę pomieszczenia, po czym powoli podszedł do lustra. Dźwięk jego kroków niósł się zadziwiająco głośnym echem. Chłopak zatrzymał się w odległości kilku centymetrów od szklanej tafli i spojrzał w oczy własnemu odbiciu. Mijały sekundy, a on nie odrywał od niego wzroku. Dziwne uczucia, które zaczęły go wcześniej dręczyć, teraz jeszcze się wzmogły. Przeczuwał, że w każdej chwili mogło się coś wydarzyć. I tak też się stało, gdy przyłożył dłoń do lustra.
Nagle bowiem jego odbicie zafalowało, jakby dotknął powierzchni wody. W ciemnych tęczówkach, w które się wpatrywał, pojawił się dziki błysk, a usta jego odbitej wersji samodzielnie uniosły się w kpiącym uśmieszku. Dreszcz przebiegł po plecach Simona, ale mimo to chłopak nie cofnął się.
– Kim jesteś? – zapytał cicho, nie odrywając dłoni od zwierciadła.
– Och, czy to nie oczywiste? – odpowiedział mu jego własny, acz zniekształcony głos wydobywający się z ust jego sobowtóra. – Jestem tobą.
– To niemożliwe.
– Czyżby? – odbicie uniosło jedną brew. – Nawet jeśli nie chcesz w to uwierzyć, to tak właśnie jest. Ja jestem tobą, a ty mną. Jesteśmy nierozerwalnymi częściami tej samej osoby.
Simon zaśmiał się cicho pod nosem.
– Co za chory sen…
– Hej, nie obrażaj mnie. – Jego odbicie zdawało się być oburzone tym oskarżeniem. – Zamierzasz uparcie odpychać od siebie prawdę tak, jak robisz to przez całe życie, co?
– O czym ty bredzisz?
Jego sobowtór uśmiechnął się w złośliwy sposób.
– Ty już dobrze wiesz, o czym mówię.
– Wiesz co? – prychnął Simon. – Nie wiem, kim jesteś, ale jesteś wkurzający. Jak wszyscy ludzie. A twoje żarty są żałosne. Daj se siana i odwal się ode mnie.
– Aleś ty irytujący… Ludzie są tacy wkurzający. Ludzie są tacy źli. Ludzie są tacy i śmacy. Jeszcze nie znudziła ci się ta stara śpiewka?
– Wal. Się.
– O, a tak w ogóle to masz ładne ślady na dłoniach.
Simon warknął, podirytowany.
– Co, może mi jeszcze powiesz, że to twoja sprawka?
– A owszem – odparło niezrażone odbicie. – Bo ty niczego nie pamiętasz, prawda?
Tym razem chłopak dał się zaskoczyć. Zmrużył oczy, przeszywając wzrokiem żyjące własnym życiem, lustrzane odbicie.
– Powtórzę to jeszcze raz. Kim ty, do diabła, jesteś?
– Już powiedziałem. – Sobowtór przechylił głowę na bok i pokazał mu język. – Jestem tobą. Jestem wszystkim, czego najbardziej nienawidzisz.
– Nienawidzę ludzi.
Drugi Simon rozłożył ramiona.
– Dokładnie. Jestem człowiekiem, takim samym jak i ty.
– Ludzie są…
– Twoimi wrogami? Tak, wiem. Ja też nim jestem. Jestem twoim największym wrogiem. – To powiedziawszy, uśmiechnął się szeroko. – A wiesz co to oznacza?
– No, niby co?
– Że to ty jesteś swoim największym wrogiem. Czy to nie zabawne?
– Wcale.
Simon miał tego dość. Chciał cofnąć dłoń i opuścić budynek, ale przekonał się, że nie był w stanie. Na jego palcach zacisnęły się bowiem długie, zakrzywione szpony. Popatrzył na nie z niedowierzaniem i przeniósł wzrok z powrotem na twarz swojego rozmówcy. Z przerażeniem zauważył, że ta zaczęła pękać zupełnie jakby należała porcelanowej lalki. Zęby odsłonięte w uśmiechu zamieniły się w ostre kły, a ciemne tęczówki lśniły obłędem. Chłopak ponownie spróbował uwolnić się z uchwytu swojego sobowtóra, lecz nadaremnie. Szpony wbiły się jedynie mocniej w jego skórę.
– Gdzie się wybierasz? – Głos stwora stał się jeszcze bardziej zniekształcony niż wcześniej. Przypominał wręcz trzask rozbijanego szkła. – Naprawdę myślisz, że przede mną uciekniesz? Że uciekniesz przed samym sobą? – Na gładkiej powierzchni lustra pojawiły się pęknięcia, rozbiegające się we wszystkie strony, zniekształcając i niszcząc odbijany obraz. Simon szarpał się bezsilnie w desperackiej próbie uwolnienia się z tego koszmaru. Jego starania spełzały na niczym. – Przestań się oszukiwać!
Wraz z krzykiem sobowtóra, lustro ostatecznie pękło, roztrzaskując się na niezliczone odłamki. Tak samo jak świat i życie Simona.

Kilka słów od autora: Karoliny Bluszcz
„Moja przygoda z pisaniem rozpoczęła się kilka lat temu od działu fanfiction. Odkąd pamiętam, lubiłam wymyślać własne wersje już istniejących historii, a z czasem zaczęłam także tworzyć własne. Swoje opowiadania publikuję głównie na utworzonym przeze mnie blogu: historiepisanepiorem.blogspot.com
Na co dzień, poza literaturą, interesuję się historią, kulturą oraz sztuką Azji Wschodniej, której wpływ można zauważyć w sporej części mojej twórczości. Samo pisanie jest natomiast zajęciem, które sprawia mi radość i mam nadzieję ciągle się w nim rozwijać.”


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *