Patrycja Kuliś

(Nie)ostania Wigilia

W całym domu czuć było zapach wigilijnych potraw. Mama lepiła uszka i wrzucała je do garnka, a ciocia Basia wyjmowała gotowe pierogi z wrzącej wody, po czym układała je na talerzach. Wujek Marek ukradkiem wsunął sianko pod obrus, a pięcioletnia Ania, co chwilę wpadała do salonu i zaglądała pod choinkę, aby sprawdzić, czy Święty Mikołaj nie przybył za wcześnie, i nie zostawił dla niej prezentów.

Ja natomiast siedziałam na parapecie pod oknem, wypatrując pierwszej gwiazdki. Pod nosem nuciłam kolędy. Pomarańczowy blask ulicznej latarni, rozświetlał mrok wigilijnej nocy. Na granatowym niebie nie dostrzegałam jeszcze ani jednej gwiazdy. A jeśli się nie pojawi, zastanawiałam się. Nie – pokręciłam głową. Przecież zawsze się pokazywała.

Zerknęłam na babcię, krzątającą się po salonie, gdzie stały dwa stoły, przykryte białymi obrusami. Dzisiaj wyglądała jakoś inaczej. Jakby się czymś martwiła, albo się czegoś bała. Postanowiłam, że po kolacji zapytam ją, o co chodzi. Odwróciłam głowę i znów zapatrzyłam się w półmrok. Po chwili poczułam jak ktoś ciągnie mnie za rękaw. To była Ania, moja kuzynka, która wyglądem przypominała aniołka, ale zachowywała się jak diabełek.

– Tośka?!

– Tak? – Spojrzałam w te jej śliczne błękitne oczy i się uśmiechnęłam.

– A co, jak Pan Mikołaj o nas zapomni?

Usta Ani ułożyły się w podkówkę. Wyglądała jakby miała się za chwilę rozpłakać.

– Mikołaj nigdy nie zapomina o prezentach – powiedziałam, a na jej twarzyczce pojawił się cień uśmiechu. – Jestem pewna, że dzisiaj po kolacji znajdziesz pod choinką to, o co go poprosiłaś.

Mała klasnęła w dłonie.

– Lalkę też?

– Tak – odparłam, rzucając okiem na niebo. Pierwszej gwiazdki nadal na nim nie było.

– A ubranka dla niej?

– Jeśli o nie poprosiłaś, to tak.

Byłam pewna, że to ostatnie pytanie, ale ona wciąż dopytywała. Odpowiadałam ze stoickim spokojem, chociaż odpowiedź na każde z jej pytań brzmiała – tak.

Kiedy mała Ania w końcu odeszła, wróciłam do widoku za oknem. Jakież było moje zdziwienie, gdy ją zobaczyłam – małą, jasną, błyszczącą pierwszą gwiazdkę.

– Jest! – krzyknęłam, zeskakując z parapetu. – Pierwsza gwiazdka pojawiła się na niebie! Możemy zaczynać!

Wszyscy zaczęli uwijać się jak mrówki. Stoły zapełniły się dwunastoma potrawami, mama wyciągnęła świąteczną zastawę, a ciocia Ilona ułożyła na talerzyku białe opłatki.

– Niech ktoś zapali świeczkę przy stroiku! – polecił wujek Adam.

Domownicy powoli zajmowali miejsca przy stołach. Już miałam odsunąć krzesło i usiąść, kiedy uzmysłowiłam sobie, że czegoś tu jeszcze brakuje. No tak – kolędy! Biegiem ruszyłam na górę po laptopa. Kiedy byłam z powrotem na dole, odszukałam odpowiedni folder i już po chwili pomieszczenie wypełniły pierwsze dźwięki „Wśród nocnej ciszy”. Tak, teraz wszystko było jak trzeba.

Zajęłam honorowe miejsce pomiędzy rodzicami i czekałam. Teraz miała nastąpić część, która mnie krępowała, a mianowicie dzielenie się opłatkiem oraz składanie życzeń. Odkąd pamiętam wprawiało mnie to w zażenowanie. Myślałam, że przejdzie mi z wiekiem ale – O Boże! – jak bardzo się myliłam. Już miałam sięgać po ten nieszczęsny opłatek, kiedy usłyszałam szuranie krzesła. Uniosłam wzrok i zauważyłam, że babcia wstała ze swojego miejsca. Przesunęła zmęczonymi oczyma po wszystkich gościach. W pomarszczonej dłoni ściskała opłatek.

– Kochani – zaczęła mówić. Głos dziwnie jej drżał. – To pewnie ostatnia Wigilia, podczas której jestem tutaj z wami.

– Mamo… – przerwała jej ciocia Basia. Babcia jednak uciszyła ją i mówiła dalej.

– To jest ten czas, kiedy nachodzą nas refleksje i zastanawiamy się, jaki będzie nasz kolejny rok. Muszę wam to wszystko powiedzieć teraz, bo za rok mogę nie mieć szansy. Jesteście cudowni, wszyscy bez wyjątku – nawet ty Marku – spojrzała na wujka, który słysząc te słowa, roześmiał się. – Nawet nie wiecie, jak bardzo was kocham, dlatego też chcę wam życzyć wszystkiego, co najlepsze. Z całego serca pragnę, aby Tosia skończyła szkołę i dostała się na wymarzone studia.

Ścisnęło mnie w serduszku, kiedy ujrzałam w jej oczach łzy.

– A wy, moje córeczki macie już wszystko – kochanych mężów, wspaniałe dzieci, więc pozostaje życzyć wam jak najwięcej sukcesów w pracy. Wesołych Świąt wszystkim!

Przez chwilę siedziałam poruszona i patrzyłam jak babcia podchodzi do wujka Marka i dzieli się z nim opłatkiem. Po jej przemowie czułam dziwny ucisk w gardle. To, co powiedziała było wzruszające, ale wciąż nie dawały mi spokoju słowa, że to jej ostanie święta. Zastanawiałam się, dlaczego tak powiedziała. Czy to dlatego była taka smutna przez cały dzień?

Babcia uścisnęła moją mamę i w końcu podeszła do mnie.

– Babciu, dlaczego jesteś taka smutna? – wypaliłam.

Przez chwilę patrzyła na mnie z poważną miną, ale po upływie kilku sekund jej twarz rozjaśnił uśmiech.

– Później porozmawiamy – odparła, mocno mnie przytulając, i składając całusa na moim policzku. – Wesołych Świąt, skarbie!

Zamknęłam oczy, bo łzy zaczęły mi się zbierać pod powiekami. Po kilku głębszych oddechach otworzyłam je, ale jej już nie było – dzieliła się opłatkiem z moim tatą. Zaczęłam się o nią martwić. Babcia była dla mnie jak druga mama – kochałam ją nad życie – zawsze parzyła mi ziółka, gdy rozbolał mnie brzuch, opowiadała bajki, kiedy rodzice zasiedzieli się w pracy, gotowała przepyszny rosół, kiedy byłam chora, przytulała i broniła przed rodzicami, gdy narozrabiałam. Taka właśnie była moja babcia. Tylko, że dzisiaj to nie ja potrzebowałam opieki babci, tylko ona mojej.

***

Kiedy kolacja dobiegła końca, mała Ania natychmiast pobiegła zajrzeć pod choinkę, a tam czekała już na nią góra prezentów. Miałam rację – Święty Mikołaj nigdy nie zapomina. Ja też w tej chwili powinnam odpakowywać swoje prezenty, ale miałam do załatwienia coś o wiele ważniejszego.

Podeszłam pod drzwi pokoju babci, w którym ta siedziała, odkąd wujek Marek zaczął opowiadać niestosowne kawały. Nie dziwiłam jej się – sama odeszłabym w tamtym momencie od stołu, ale mama miała mnie na oku.

Zapukałam i weszłam do środka. Uderzył we mnie intensywny zapach cynamonu. Babia go uwielbiała. Ja natomiast walczyłam, aby nie kichnąć.

Staruszka siedziała w bujanym fotelu i jadła pierniczki, które dzień wcześniej pomagałam jej dekorować. Kiedy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się, po czym wskazała dłonią na łóżko, abym usiadła.

– Wspaniała Wigilia, prawda? – odezwała się i sięgnęła po następny, pachnący cynamonem pierniczek. – Tylko Marek jak zwykle się wydurniał.

Zachichotałam. Babcia od zawsze nie przepadała za wujkiem Markiem. Uważała, że jest irytujący i ma skrzywione poczucie humoru, ale zdarzały się chwile, podczas których normalnie ze sobą rozmawiali i płakali przy tym ze śmiechu.

– Babciu, mogę cię o coś zapytać?

Kiwnęła głową, ale na mnie nie patrzyła.

– Dlaczego powiedziałaś, że… że to twoja ostatnia Wigilia?

– Skarbie, nie przejmuj się tym. Wiesz, my starzy, wciąż gadamy od rzeczy…

Mierzyłam ją wzrokiem. Znałam ją na tyle, aby wiedzieć, że nie mówi mi całej prawdy. Miałam już prawie czternaście lat i pewne sprawy po prostu rozumiałam. Teraz na przykład, byłam pewna, że babcia wymiguje się od odpowiedzi.

– Babciu… Proszę cię, powiedz mi prawdę.

Spojrzała na mnie ze łzami w oczach. Zmarszczki na czole wyraźnie zrobiły się głębsze. Byłam pewna, że nic więcej nie powie, ale ku mojemu zdziwieniu, odezwała się.

– Ja… Ja po prostu czuję, że niedługo przyjdzie moja kolej. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale gdzieś w głębi duszy wiem, że to nasze ostanie wspólne Święta.

– Masz na myśli śmierć? – zapytałam niepewnie.

Poczułam łaskotanie w nosie i wiedziałam, że za chwilę się rozpłaczę.

– Tak. I wiesz co? Strasznie się boję. Mam już swoje lata, ale czuję się jak przestraszone dziecko.

Łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Położyłam swoją dłoń na ciepłej dłoni babci i ją ścisnęłam.

– Dlaczego tak bardzo się boisz? Śmierć cię przeraża? – Z trudem wydusiłam z siebie te pytania. Miałam ściśnięte gardło.

Babcia pokręciła głową.

– Nie, to nie śmierć mnie przeraża. Boję się, że kiedy już będę musiała odejść, nie poradzicie sobie beze mnie; ty sobie nie poradzisz. Kto cię pocieszy, kiedy będziesz przeżywać pierwszy zawód miłosny, albo gdy znowu dostaniesz jedynkę z matematyki?

Nie panowałam nad łzami. Ciekły mi po policzkach i plamiły nową bluzkę. Słowa babci były jak sztylety wbijane prosto w serce – za każdym razem bolało bardziej. Musiałam jednak coś powiedzieć. Nie byłam już przecież dzieckiem – babcia mnie potrzebowała.

– Kocham cię. Wiesz o tym, prawda? – Kiwnęła głową. – Nawet, kiedy już cię nie będzie, nadal będę cię kochać. Jesteś dla mnie jak druga mama. Nauczyłaś mnie, że trzeba być silnym. I ja taka właśnie będę. Poradzę sobie, tym nie musisz się martwić. Poza tym, nie odejdziesz tak na dobre. Będziesz w moich myślach, wspomnieniach… A jeśli istnieje jakieś „później”, może od czasu do czasu będziesz odwiedzać mnie jako duch. Będziemy siedziały i zajadały pierniczki, a ja będę zadręczała cię szkolnymi opowiastkami, które tak bardzo lubisz.

– Skarbie… – babcia zaczęła szlochać, a ja razem z nią.

Kiedy się trochę uspokoiłam mówiłam dalej:

– Pamiętaj babciu, dla mnie zawsze tu będziesz. Nie musisz się już bać.

Podniosłam się z łóżka i chwyciłam ją w ramiona. Wdychałam jej cynamonowy zapach i wypłakiwałam się w jej sweter. Nie miałam pojęcia jak te wszystkie słowa przeszły mi przez gardło, ale to, co powiedziałam, było prawdą. Tak właśnie czułam. Nie potrafiłam nawet sobie wyobrazić, że któregoś dnia może zabraknąć mojej kochanej babuni, jednak jeśli to się kiedyś stanie, będę gotowa.

– Nie boję się – oznajmiła po upływie kilku minut babcia. Policzki miała mokre od łez. – Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej wnuczki. Tylko mam jeszcze jedną prośbę…

– Tak? – zapytałam niepewnie.

– Kiedy odejdę, dopilnuj proszę, aby wujek Marek skończył z tymi głupimi kawałami.

W tym momencie obie się roześmiałyśmy. Chociaż był to bardziej śmiech przez łzy.

Babcia myliła się, mówiąc, że to będzie jej ostatnia Wigilia. Kocha nas, a my kochamy ją, dlatego nigdy nie pozwolimy odejść jej tak na dobre. Puste krzesło między wujkiem Markiem, a ciocią Basią zawszę będzie na nią czekało.

Bo wspomnienia o ukochanej osobie, jeśli są dobrze pielęgnowane, nigdy nie znikają.

Kilka słów od autora: Patrycji Kuliś

Przygodę z pisaniem zaczęłam już w czwartej klasie szkoły podstawowej. Byłam wtedy zagorzałą fanką polskich seriali, więc oglądałam je z wypiekami na twarzy. Kiedy któryś z odcinków mi się nie podobał, układałam do niego własny scenariusz, co z czasem dawało całkiem nową historię.

Wszystko, co pisałam, lądowało w szufladzie. Dopiero niedawno wpadłam na pomysł, żeby założyć bloga, gdzie umieszczam swoje prace:

http://bezczytanianiemamarzen.blox.pl/html

W wolnym czasie oprócz pisania, dużo czytam. Przeważnie są to książki fantasy, bo takie kocham najbardziej.”


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *