Kocham święta. I jest to stwierdzenie absolutnie nieprzesadzone, a płynące prosto z serca. I mam na to dowody: po pierwsze, mój pokój został przyozdobiony łańcuchami choinkowymi, które jeden z moich kotów uwielbia podgryzać (a piszę ten tekst drugiego grudnia). Po drugie: połowa gwiazdkowych prezentów dla najbliższych chowa się już na dnie mojej szafy. Po trzecie i najważniejsze: mam na sobie właśnie piżamę, czyniącą ze mnie najprawdziwszego elfa, także uważam, że tę kwestię możemy uznać za zamkniętą, a tezę za podpartą odpowiednimi argumentami.

   Jako, że czas świąt Bożego Narodzenia jest wyjątkowy i na swój sposób magiczny, chciałam, żeby ten numer zyskał naprawdę ciekawy temat przewodni. Nakombinowałam się niesamowicie i w końcu postanowiłam, że nie będę się ograniczać i postawię na dwa kompletnie różne od siebie cytaty. Obydwa wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. Obydwa mają dać do myślenia. I nadzieja – jeszcze nadzieję miały dać – że życie to jednak jest warte coś więcej niż kilka oddechów, budzik, śniadanie, stłumiony gniew, opuszczone w bezradności ręce, bezczynność i złośliwość. Jakie życie! My jesteśmy więcej warci. A przypomnieć mają Państwu o tym teksty, które bazowały na jednym z dwóch cytatów – w pierwszym przypadku postawiłam na wiersz autorstwa Rupi Kaur z jej książki pt. „Mleko i miód”:

jak to możliwe że jesteś dobra dla innych

i tak łatwo ci to przychodzi spytał

mleko i miód kapały mi

z ust gdy odpowiadałam

bo inni nie byli

dobrzy dla mnie”

Drugi z nich zdobyłam ze starego dobrego Kubusia Puchatka:

” – A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? – spytał Krzyś, ściskając Misiową łapkę. – Co wtedy?

Nic wielkiego – zapewnił go Puchatek. – Posiedzę tu sobie i na ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika.”

   Moi kochani autorzy mnie nie zawiedli, bo przecież nigdy tego nie robią. Pani Kasia Rapacz i Patrycja Kuliś skupiły się na drugim z cytatów, a ściślej rzecz ujmując, wzięły pod lupę Kubusia. Opowiadanie pani Kasi przenosi nas do życia kobiety, która nie potrafi poradzić sobie ze stratą i wciąż czeka na czyjś powrót. Wracamy wraz z nią do wspomnień i miejsc, które kiedyś wiele dla niej znaczyły. Z całego serca zachęcam, by sprawdzić na kogo czeka bohaterka i samemu ocenić czy jej marzenia są realne. Przyznam, że sama do samego końca miałam nadzieję – czy się doczekałam?

   Pani Patrycja Kuliś od razu wrzuca nas w wir wigilijnych tradycji, zastawionego stołu i łamanego opłatka. Tym razem nie będziemy rozpaczać po stracie, lecz spojrzymy jej w oczy. Będziemy mieli okazję dokładnie jej się przyjrzeć i zastanowić nad tym, co byśmy zrobili, gdybyśmy nagle się dowiedzieli, że ludzie, którzy siedzą przy naszym stole, są tam z nami po raz ostatni. Mimo, że brzmi to groźnie, opowiadanie jest bardzo pozytywne i na pewno nikogo nie rozczaruje.

   Z drugiej strony jesteśmy my – autorki, które podjęły się tematyki pierwszej, dotyczącej wiersza Rupi Kaur. Pani Zosia Lenczewska-Samotyj maluje nam przed oczyma rodzaj miłości, o którym czasem zdarza nam się zapominać. Machamy na niego ręką, uważamy za nieistotny. A to wielki błąd, bowiem można z tej miłości wyciągnąć więcej niż bylibyśmy w stanie sobie nieraz wyobrazić. O jakiej miłości mowa? Proszę czytać!

   Opowiadanie mojego autorstwa w pierwszej wersji mnie zasmuciło. Na szczęście nie należę do sadystów, więc postawiłam na kompletnie inne zakończenie. I działa to na plus, ponieważ jest pozytywne. Tym razem wyjątkowo śledzimy losy małego chłopca, który marzy, żeby uwolnić swoją mamę od bólu. Jak wiele jest w stanie osiągnąć dziewięciolatek? Zachęcam, by się przekonać.

   Na dokładkę dorzuciłam recenzję książki pt. „PS. Kocham Cię” autorstwa Cecelii Ahern, ale tym razem w odniesieniu do cytatu z Kubusia Puchatka. Jest to historia kobiety, która stara się dojść do siebie po śmierci ukochanego męża. Czy jest to lektura warta uwagi i wnosząca coś pozytywnego do życia czytelnika? W recenzji zdążyłam się już wypowiedzieć na ten temat.

   Normalnie już w tym miejscu życzyłabym Państwu miłej lektury, podpisałabym się i zamknęła program, jednak nie tym razem. Prawdopodobnie do świąt jeszcze trochę zostało, ale nie przeszkadza mi to. Prócz przyjemnego czytania, chciałabym życzyć również Państwu spokojnych, radosnych Świąt Bożego Narodzenia. Spokojnych – bez nieprzyjemnych niespodzianek, przypalonych pierogów czy przesolonego barszczu. Bez kłótni, sprzeczek i niedomówień. Radosnych – w gronie rodzinnym, może trochę narzekającym na pracę i ludzi (bo jakże tak bez narzekania?), ale obecnych. Życzę najpiękniejszych kolęd, wypełniających mury domów. Rozłożystych kolorowych choinek i cudownych prezentów. No i oczywiście – niech Państwa brzuchy pomieszczą to trzydniowe jedzenie i czują się z nim dobrze. Mój brzuch już trenuje.

Życzę Państwu wesołych świąt,

(I przemiłej lektury, oczywiście!)

Justyna Luszyńska

Zastępca Redaktora Naczelnego Miesięcznika WOBEC


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *