Przy herbacie o ludziach i wolnym czasie

Usiądź wygodnie i przymknij oczy. Słyszysz, jak za oknem hula wiatr? Lecz przecież to nic – ważniejszy jest trzask ognia w kominku. I zapach drożdżówki z cynamonem, który roznosi się po domu. O właśnie, może chcesz herbatę? Nie? A ja się napiję.
Już, już wracam. Pytasz o ludzi w moim życiu. Wiesz, niemało ich było. W końcu nie raz niosło mnie do innego mieszkania, miasta, kraju, szkoły, pracy, biblioteki. Nie raz los dawał osoby, które raniły i odchodziły szybciej niż się pojawiły, pozostawiając po sobie pobojowisko, rozpanosiwszy się wcześniej wygodnie w sercu i głowie. Nie raz trafili się tacy, co to wznieśli moje morale wysoko pod sufit i sprawili, że życie zaczęło jawić się w różowych barwach i to wcale nie na chwil parę, lecz na długo dłużej. Sporo było także tych, których mijało się w przedziałach pociągów, przy kasach biletowych, na szlakach wśród szczytów i w kinach. Życie daje okazje do niezliczonej ilości spotkań i rozmówów, trzeba tylko umieć je właściwie nimi pokierować.

I trzeba umieć odróżnić te osoby, które rozmawiają z nami zawsze i wszędzie, poświęcając wolny czas, sympatię i energię od tych, które dają coś z siebie, tylko wówczas, gdy mają wolną chwilę.

Aby to pojąć, potrzeba dużo dojrzałości i pewności siebie.

Wielu z nas bowiem, tu, na ziemi, panicznie boi się samotności. Traktują ją jako najgorsze zło. Nie wiedzą, jak być samymi ze sobą, nie umieją: ot, tak po prostu, wyprowadzić się na spacer czy pójść do teatru. Co gorsze – ludzie boją się wykluczenia i braku akceptacji ze strony środowiska – i ten problem nie dotyczy jedynie dzieci w wieku przedszkolnym. „Bycie sobą w stu procentach” stało się towarem deficytowym, mimo że to słowa tak wyświechtane w tych czasach, tak często będące motywem poradników „Jak…w 10 krokach”. No powiedz, ty na pewno też niejednokrotnie robisz wszystko, by tylko ujrzeć aprobatę w oczach innych. Nie ma znaczenia, czy wciąż jeszcze rozpoznajesz osobę, która otrzymuje tę aprobatę – czy to wciąż jesteś ty, czy już twór oczekiwań, wyobrażeń i wymagań innych…

Znam dziewczynę, która tak bardzo pragnęła być lubianą, że po paru latach grania zatraciła się w tym wszystkim i już nie wie, co w jej życiu jest prawdą, a co fałszem. Dopasowywała się do każdej grupy, w której w danym momencie egzystowała. Przytakiwała, chwaliła i kopiowała. Nie miała silnej osobowości i nie czuła się pewnie w świecie.
Za każdym razem wydawało jej się, że teraz to już na pewno osiągnie szczęście. Niestety – ci ludzie, do których się przymilała prędzej czy później umywali ręce od znajomości i znikali.
To była jej wina, gdyż za bardzo się starała.
Może jednak herbaty? Mam taką pyszną: z imbirem i cytryną, rozgrzewająca. Na pewno nie? No, w porządku…
O czym to ja…? A tak. Za bardzo się starała. A wiesz, co kryje się za tak prostymi, choć paradoksalnymi, słowami?
My, ludzie, jesteśmy na równi ze zwierzętami, ulepieni z tej samej gliny. Tak jak i one, mamy instynkty, trudne do wyzbycia. Jednym z nich jest to, że umiemy rozpoznać u innych strach i niepewność. A strachliwość i niepewność z reguły nie są lubiane i pożądane…
Tacy ludzie jak dziewczyna powyżej nie brylują w towarzystwie, nie mają prawdziwych przyjaciół, bo sami sobie nie pozwalają na głębsze relacje.

Z nimi właśnie rozmawia się jedynie w wolnym czasie, bez odczuwania wielkiej ku temu potrzeby.

Znam też chłopaka. Nie jest najbardziej przystojnym modelem z okładki żurnala, lecz nie przeszkadza mu to w otaczaniu się wianuszkiem zaufanych znajomych. Wie, że są to ludzie, na których zawsze może liczyć. Co ważne – oni także mają pewność, że nie zostaną na lodzie. Od kołyski chwytał życie całymi garściami, nie bał się wyzwań i znał swoją wartość. Ze swojego „ja” uczynił markę – niezawodny, uczynny, mądry. Czego chcieć więcej? Gdy inni stali w kolejkę po urodę, on cierpliwie czekał po charyzmę. I opłaciło się.

Lgną do niego, jak miś do miodu. Zawsze wie, jak pocieszyć i co powiedzieć, gdy problemy się nawarstwiają. Głośno śmieje się z żartów, lecz tylko tych naprawdę zabawnych. Gdy musi, wali prawdę prosto z mostu, bez ogródek. Ale nigdy nikogo nie zostawia w potrzebie, zarywa noce, by znaleźć rozwiązanie na to, czy tamto zagadnienie. Robi to bezinteresownie, a chęć bycia z innymi i dla innych wypływa z głębi i jest niezmierzona. Ten człowiek daleko w życiu zajdzie, bo wie, jak rozegrać trudną grę w przetrwanie na tym świecie. On się nie boi i to on jest tym, który tu rozdaje karty.
To właśnie takim jak on poświęca się wolny czas. I oni poświęcają nam swój.

Widzisz, mówię Ci, że istnieje różnica międzu ludźmi, którzy rozmawiają z nami w wolnym czasie i tymi, którzy poświęcają swój wolny czas, by z nami rozmawiać. Ale musisz pamiętać, że to działa w dwie strony – nigdy nie da się jedynie brać lub tylko dawać. Pamiętaj o tym. Nie można oczekiwać od innych tego, czego sami nie jesteśmy w stanie zaoferować. By wymagać od innych, aby poświęcali nam swój czas, musimy być tego warci i przede wszystkim mieć świadomość tego, że gdy ci ludzie znikną, my i tak damy sobie radę. Bo w pojedynkę także można podbić świat.
Może jednak napijesz się herbaty?

 

Kilka słów o autorze: Zosia Lenczewska-Samotyj

„ Młoda kobieta żądna świata i przygód. Nie umie usiedzieć w miejscu, a jej największą pasją są podróże – najlepiej samotne, za jedynych towarzyszy mając optymizm, notes i aparat. W blogosferze obecna od blisko trzech lat, od zimy ’16 poważnie myśli, co tu zrobić, by z pasji do pisania żyć. Łapie każdą chwilę, nie pozwalając sobie na lenistwo, a co ma zrobić jutro, robi dziś. Taka sobie współczesna hipiska z wytatuowanym ciałem”.

Odwiedź Zosię na jej blogu: https://przezzycieinaczej.wordpress.com/


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *