Dura lex, sed lex …

Dla tych co nie znają tej rzymskiej paremii użytej w tytule, objaśniam, że znaczy ona tyle co: „twarde prawo, ale prawo …”, czyli innymi słowy – prawa należy przestrzegać i je stosować, niezależnie od tego czy oceniamy je jako zbyt surowe, czy po prostu jako głupie. Skoro jest ustanowione jakieś prawo, to trzeba się do niego stosować, i tyle.
Proste, prawda? W takim razie na początek dwie anegdoty.
Oto pierwsza. Grupa polskich lekarzy poleciała kiedyś na medyczną konferencję do USA. Do hotelu dotarli późno, prawie o północy, bardzo głodni po całym dniu w podróży, a na miejscu okazało się, że restauracja hotelowa jest już zamknięta i na domiar złego hotelowy room service o tej porze już także nie działa. Hotel położony był nieco na uboczu, do centrum miasta daleko, ale okazało się, na szczęście, że opodal jest czynna całą dobę restauracja McDonald’s, oczywiście, jak na Amerykę przystało, typu McDrive, czyli specjalizująca się w obsłudze zmotoryzowanych klientów bez potrzeby wysiadania z samochodu. Ale co to komu przeszkadza? Sala restauracyjna było już oczywiście o tej porze zamknięta, ale okienko do wydawania posiłków zmotoryzowanym klientom, jak najbardziej działało i obsługiwało klientów. No więc nie namyślając się wiele grupka polskich doktorów ustawiła się w kolejce do okienka chcąc złożyć zamówienia. Ku swemu zdziwieniu usłyszeli, że zamówić niczego nie mogą, bo … nie są zmotoryzowani, gdyby podjechali pod okienko samochodem, to oczywiście, mogą zamówić co chcą, ale na piechotę – nie. Polskie doktory uznali to za dobry dowcip i potraktowali rzecz z polskim humorem, to znaczy – „zrobili pociąg”: ustawili się rządkiem, jedno za drugim, trzymając się pod ramiona i „podjechali” pod okienko wydając paszczowo głośne „brym, brym”. Co zrobiła obsługa? Z uśmiechem na ustach obsłużyła dowcipnych Polaków? Ano, nie. Zadzwoniła po policję … Dlaczego? Bo takie mają PROCEDURY. Dura lex, sed lex.
Anegdota druga. Rzecz również dzieje się w USA. Znowu hotel, hotelowa restauracja i zacny, polski profesor medycyny, udający się na śniadanie. Gdyby ktoś nie wiedział, śniadania w amerykańskich hotelowych restauracjach raczej nie nadają się do jedzenia, przynajmniej dla kogoś, kto oczekuje jajecznicy, parówek, szynki, żółtego sera – w większości amerykańskich, sieciowych restauracji hotelowych niczego takiego nie znajdzie. Jeśli jajecznica to wyłącznie z proszku, czasem się trafi smażony bekon, poza tym – „omletopodobne” placki i syrop klonowy. Takie „rarytasy” – i owszem. Ale nie każdemu to odpowiada … No więc po paru dniach pobytu i mulących śniadań, wspomniany pan profesor zamarzył o jakiejś odmianie i spytał uprzejmie kelnera, czy byłaby taka możliwość, aby zamówić … jajko na miękko. Kelner wypytał dokładnie co to takiego i jak takie coś się robi, udał się na konsultacje do szefa kuchni i po chwili wrócił z radosnymi wieściami, że oczywiście, zaraz takie jajko na miękko zrobią i przyniosą. Minął kwadrans … i nic. Potem jeszcze kilka minut i w końcu zniecierpliwiony profesor poprosił kelnera, aby ten dowiedział się w kuchni co się dzieje zamówionym jajkiem. Kelner wrócił po minucie, bardzo zawstydzony, i oświadczył profesorowi, że kucharz bardzo się stara, już cztery jajka kolejno gotował, ale za każdym razem kiedy próbuje je obrać ze skorupki, to każde jajko mu się w palcach rozlewa. „Ale po co je obieracie ze skorupki?” – spytał naiwnie profesor. „Bo takie mamy PROCEDURY” – odpowiedział kelner. Jajko przed podaniem konsumentowi musi być obrane ze skorupki z powodów sanitarnych: salmonella, gronkowiec i takie sprawy … Dura lex, sed lex.
Nie ma chyba potrzeby komentować obu przytoczonych anegdot? Na każdym kroku natrafiamy przecież i w Polsce na różne, wymyślone przez kogoś, procedury, normy, przepisy, które „czemuś mają służyć”, tylko nie bardzo wiadomo komu i do czego. Taki przykład: jakieś licho mnie pokusiło, bo sprawa była bardzo pilna, a nigdzie indziej nie dało się tego szybko zrobić – żeby wymienić w moim samochodzie przepaloną żarówkę świateł mijania, powierzając ten niezwykle trudny zabieg jednemu z autoryzowanych serwisów pewnej marki . Mój samochód tym się charakteryzuje, że dostęp do reflektora jest bardzo niewygodny, od strony nadkola, a poza tym … przyznaję się bez bicia, że mam do tego dwie lewe ręce. No i zależało mi na czasie. Podjechałem więc do serwisu i … spędziłem prawie kwadrans na wypełnianiu formularza zlecenia, do którego pracownik obsługi pracowicie wpisywał wszystkie dane samochodu, łącznie z przebiegiem pojazdu. Na moje naiwne pytanie, po co w przypadku wymiany jedynie żarówki wpisywać w karcie zlecenia przebieg pojazdu, rocznik, numer rejestracyjny itp. itd. pracownik odpowiedział krótko i bezdyskusyjnie: „takie mamy PROCEDURY”. Dura lex, sed lex.
Czy wiecie, że w Polsce obowiązuje obecnie blisko 800 aktów prawnych mających moc ustawy? Do każdej ustawy wydawane są przepisy wykonawcze – rozporządzenia, które liczyć można w tysiącach. Do tego dodać trzeba zarządzenia (na pewno uzbiera się ich kilka tysięcy) wydawane przez ministrów i inne centralne organy administracji państwowej. A do tego dodać trzeba przepisy prawa miejscowego wydawane przez samorządy. A do tego trzeba dodać … i tak dalej, i tak dalej …
Czy wiecie, że Polska ma obecnie najbardziej zmienne prawo ze wszystkich państw Unii Europejskiej. Jak wynika z obliczeń Grant Thornton, w latach 2012-2014 produkowała średnio w roku prawie … 56-krotnie więcej przepisów niż Szwecja, 11-krotnie więcej niż Litwa (dotyczy to zarówno liczby, jak i objętości tworzonych aktów prawnych) … Czy ktoś jest w stanie ogarnąć te wszystkie przepisy? Z pewnością – nie. A przecież prawo trzeba szanować, przepisów przestrzegać, przepisy stosować … Tylko: jak to zrobić, jak nikt nie jest w stanie nawet drobnej części tych przepisów ogarnąć, nie mówiąc już o poczuciu sensu ich obowiązywania. To samo dotyczy procedur, które formalnie rzecz biorąc, przepisami zazwyczaj nie są, ale narzucają nam sposób zachowania czy postępowania w różnych miejscach i sytuacjach.
Jednym z fundamentalnych założeń wykładni prawa jest zasada racjonalnego prawodawcy. Należy przez to rozumieć, że ustanowienie jakiegoś przepisu wynika z przekonania prawodawcy, że przepis taki jest po prostu potrzebny, a sposób jego sformułowania – zrozumiały dla każdego kogo przepis ten dotyczy. Tak więc każdy z nas powinien zakładać, że sejm, rząd, ministrowie, sejmiki, rady miejskie i inne tego typu organy uprawnione do stanowienia prawa czynią to racjonalnie. Hm, czy mamy takie poczucie i przekonanie? Chyba nie za bardzo …
Weźmy taki oto przykład. Przez pół wieku w Polsce obowiązywały przepisy, na mocy których, każdy kto chciał wypożyczyć nawet kajak, czy łódź wiosłową, nie mówiąc już o motorówce czy żaglówce, musiał posiadać kartę pływacką. Racjonalne? Niby tak. Ale z chwilą wejścia Polski do Unii Europejskiej i wiążącą się z tym koniecznością unifikacji polskich przepisów z normami unijnymi, przepisy te okazały się niezgodne z prawodawstwem europejskim i zostały uchylone. Czy z tego powodu mamy w Polsce więcej utonięć z udziałem użytkowników kajaków, łódek, żaglówek, nie posiadających kart pływackich? Nic na ten temat nie wiadomo. Najwidoczniej kapok chroni przed utonięciem równie skutecznie jak karta pływacka …
A teraz inny przykład. W Polsce zarejestrowanych jest około 31 mln pojazdów, faktycznie po drogach porusza się ich znacznie mniej (o czym świadczy liczba opłaconych polis OC oraz przeprowadzonych badań technicznych), ale na pewno jest to ponad 16 mln pojazdów dopuszczonych do ruchu. Każdy pojazd, aby mógł legalnie poruszać się po drogach, zgodnie z obowiązującymi przepisami musi być wyposażony w gaśnicę. Nie udało mi się znaleźć żadnych danych statystycznych na temat liczby takich wypadków drogowych (a bywa ich w Polsce około 57 tys. rocznie), w których przez uczestnika wypadku, czy osoby postronne, zmotoryzowanych świadków zdarzenia, użyta by była samochodowa gaśnica do ugaszenia zapalonego samochodu. Natomiast tak zwanych samozapłonów samochodów notuje się około 100 rocznie. Skuteczność takiej samochodowej gaśnicy jest zresztą dość iluzoryczna, choćby z uwagi na jej pojemność, a także fakt, że wielu kierowców nawet dokładnie nie pamięta w jaką szparę w samochodzie wsadzili obowiązkową gaśnicę, a zazwyczaj umieszcza ją tam, gdzie „nie będzie przeszkadzać”, czyli w kole zapasowym, albo innym równie mało dostępnym miejscu. Po co więc ponad 16 mln pojazdów musi obowiązkowo wozić po polskich drogach 16 mln gaśnic? Żeby dać zarobić ich producentom? OK, jeśli ktoś chce wozić w samochodzie gaśnicę, dla poczucia bezpieczeństwa, to niech wozi, ale dlaczego ma to być obowiązkowe dla wszystkich?
A teraz inne zupełnie sytuacje i zobaczmy jak ma się w tych przypadkach stan faktyczny do stanu prawnego.
W sezonie grzewczym na przełomie 2012 i 2013 roku w Polsce uległo śmiertelnemu zatruciu tlenkiem węgla ponad 90 osób, a podtruciu ponad 2200. Nasuwa się logiczne pytanie, dlaczego więc w budynkach mieszkalnych, w których są mieszkania opalane węglem, nie ma prawnego wymogu zainstalowania czujnika tlenku węgla?
Dlaczego aby łowić ryby w stawie czy rzece trzeba mieć kartę wędkarską, a żeby zbierać grzyby w lesie nie trzeba mieć „karty grzybiarza”?.
Dlaczego zgodnie z prawem można w domu pędzić wino, piwo, a nie można spirytusu (pod groźbą kary pozbawienia wolności).
Dlaczego można uprawiać w doniczce na własne potrzeby tytoń, a nie można marihuany?
Dlaczego nie można w miejscu publicznym np. w na ławce w parku, napić się piwa czy wina, a można zupełnie publicznie, na widoku, pić dowolny alkohol w „ogródkach letnich” działających od wiosny do jesieni przy wielu restauracjach w całej Polsce?
Oczywiście, na każde racjonalne pytanie jest zazwyczaj racjonalna odpowiedź. Ale, jak widać na podstawie podanych przykładów, przepisy, procedury i normy, niekoniecznie muszą mieć jakikolwiek związek z racjonalnością.
Wychodzi na to, że jedynym racjonalnym prawodawcą był chyba tylko Pan Bóg, a jedynym zbiorem praw jaki należałoby przestrzegać jest Dekalog. No cóż, ale gdybyśmy wszyscy zechcieli spośród Dziesięciorga Przykazań przestrzegać choćby połowy z nich, zwłaszcza takich jak: „Nie zabijaj” i „Nie kradnij”, to może żadne inne przepisy, normy i procedury, w ogóle by nie były potrzebne.
Ale to już temat na inną bajkę ….

Lesław Nowara


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *