List do księcia
Świat, 08.06.1998 rok
Książę,
Bardzo cię kocham,
ale nigdy nie będę jedną z tych kobiet,
które tylko ładnie wyglądają, uwieszone na ramieniu męża.
Albo stoją w kuchni przy zlewie.
Od tego będzie gosposia.
Życie człowieka musi coś znaczyć.
Więcej niż gotowanie, sprzątanie i dzieci.
W życiu musi być coś więcej.
Nie umrę zmywając filiżanki.
Mówię serio.

Tymi słowami Margaret Thatcher odpowiedziała na propozycję małżeństwa. A ja dziś rozpoczynam nimi list do Ciebie. Wypiłam butelkę wina dla kurażu i mogę być z Tobą zupełnie szczera. Nie – nie nachalna ani głupiutka, po prostu teraz mam odwagę powiedzieć to, co myślę, a na co dzień boję się mówić o tym głośno. Tak to już jest, że zazwyczaj na siłę chwytamy się konwenansów i tego, co wypada, a czego nie wypada. A jeszcze przy okazji nie chcielibyśmy zranić naszymi słowami drugiej osoby, toteż wychodzimy z założenia, że lepiej przemilczeć coś, co nas drażni, niż niepotrzebnie wybuchać. To jest bardziej a’la carte. Nawet osoby, które są duże i silne, i cwane mają problem z wyrażaniem uczuć, wiesz?

No to ja Ci dziś powiem, ja Ci wygarnę i ja będę z Tobą szczera. Lepiej poczęstuj się koniakiem. Najlepiej podwójnym. Na raz.
Gotów?

Pojawiłeś się znikąd. Ująłeś mnie swoim szarmanckim uśmiechem i zawadiackim spojrzeniem. Podobało mi się, że masz swoje pasje i zdanie wyrobione na rozmaite tematy. Nasze rozmowy do rana przyprawiały mnie o dreszcze. Nie dość, że dawałeś mi intelektualny orgazm, to jeszcze umiałeś rozbawić!
Byłeś twardy, ale potrafiłeś śmiać się z błahostek. Gdy parę razy płakałam, Ty wziąłeś mnie w ramiona i ukołysałeś do snu. Twoje dłonie wodziły po moim ciele w upalne noce spędzone w Hiszpanii. Karmiłeś mnie malinami zerwanymi w lesie.
Pamiętam dzień, gdy pojechaliśmy w góry. Słońce akurat wstawało, a na szczytach widać było jeszcze śnieg. Dzień dopiero się rozpoczynał. Sunęliśmy serpentynami, po lewej stronie strome skały, po prawej – przepaść. Ja jednak byłam tak zafascynowana Twoją osobą, że nie zwracałam uwagi na to, czy spadniemy czy też nie – byleby razem. Za kolejnym zakrętem naszym oczom ukazał się spektakularny widok. Pamiętasz? Krystalicznie czyste jezioro, złociste promienie odbijające się w jego tafli. Zaparkowałeś przy wielkiej sośnie i wówczas rozpoczęliśmy wędrówkę. Zajęło nam to prawie cały dzień – wokoło żywej duszy, a my co jakiś czas przystawaliśmy, rozkładaliśmy koc i piliśmy gorącą herbatę, zagryzając ją herbatnikami. Tak niewiele potrzeba nam było do szczęścia. Tylko góry, słońce, ciasteczka i wspólna obecność.

A później zaczęło się życie. Zakradło się niespodziewanie i nagle zaczęło rządzić. Było takie poważnie, wiesz: ja będę z Tobą jeździć na wakacje, ale Ty uszanuj mój urlop. A gdy wyjdę wieczorem, to Ty będziesz się mnie pytać, dokąd to i z kim. Bo ja Cię kocham, ale jakoś wolę, gdy spotykamy się ze znajomymi, wspólnie. I świat położę Ci u stóp, ale bądź ze mną. Ze mną.

A ja owszem – chcę być z Tobą, ale nie wyłącznie z Tobą. Świat jest przecież tak pełen możliwości, tyle jeszcze rozmów do przebycia, tyle twarzy do poznania, tyle miejsc do odwiedzenia. W pojedynkę. W pojedynkę szybciej załapię taksówkę, łatwiej zarezerwuje bilet na samolot, poznaje tubylców. Owszem – można zrobić to we dwoje, lecz ja nie chcę się ograniczać.
I będę robiła Ci obiady, i prasowała Twoje skarpetki, i będę kochała się przy świecach, i chodziła z Tobą do kina na filmy z gatunku science-fiction. A gdy powiedzą mi: skocz dla niego w ogień, to skoczę. Bez wahania.

Bowiem nadal Cię kocham, a Ty kochasz mnie. I jeździmy na wycieczki w góry, i na weekendy nad morze. Długo rozmawiamy, lubię śmiać się z Twoich żartów, Ty lubisz bawić się moimi włosami. Ale, widzisz, nadużywasz słowa „my”, a ja jestem na „my” uczulona. Nie umiem klatek i ograniczeń. Książę, mnie nie bawi nawet bycie „Twoją kobietą”. Ja się czuję osaczona nawet tym, że jesteś obok więcej niż przewiduje czas na zjedzenie truskawek i wypicie szampana. Jesteś dla mnie bardzo ważny, ale świat wokół mnie darzę równie mocnym uczuciem.

Kocham Cię, ale nie będę dla Ciebie żyć. Umrę dla Ciebie, gdy będzie trzeba, bo bardzo mi na Tobie zależy. Ale życie mam dla siebie.

Książę, wznieśmy toast.

Z.

Kilka słów o autorze: Zosia Lenczewska-Samotyj

„ Młoda kobieta żądna świata i przygód. Nie umie usiedzieć w miejscu, a jej największą pasją są podróże – najlepiej samotne, za jedynych towarzyszy mając optymizm, notes i aparat. W blogosferze obecna od blisko trzech lat, od zimy ’16 poważnie myśli, co tu zrobić, by z pasji do pisania żyć. Łapie każdą chwilę, nie pozwalając sobie na lenistwo, a co ma zrobić jutro, robi dziś. Taka sobie współczesna hipiska z wytatuowanym ciałem”.

Odwiedź Zosię na jej blogu: https://przezzycieinaczej.wordpress.com/


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *