Chaos – o co chodzi w polskiej edukacji? / Katarzyna Fląt

Bardzo długi czas obserwuję wszystkie zmiany, jakie zachodzą w polskiej edukacji. A zachodzą one średnio co cztery lata, czyli wtedy kiedy zmieniają się ludzie na ważnych dla szkoły stanowiskach. Niezależnie od pomysłu znajdą się zarówno krytycy, jak i zwolennicy, jak to zwykle bywa. Jednak to o czym chce dzisiaj napisać nie będzie dotyczyło polityki. Chce porównać szkołę kiedyś i dzisiaj. Chcę zwrócić Wam uwagę, że jeśli narzekacie na współczesny system ten poprzedni nas uczący też nie był idealny.

Coraz częściej słyszę w dzisiejszym świecie komentarze „A ta nauczycielka nie potrafi uczyć” (jakim cudem ktoś kto nie jest nauczycielem może wiedzieć coś na ten temat, jak to jest jak się uczy?). Albo mój najczęściej zasłyszany cytat „ta szkoła robi co chce, w ogóle nie umie wychować dzieci” – tylko zastanówcie się przez chwilę, kto tu jest od wychowywania? Bo nie pani od matematyki i nie wychowawczyni, której rolą jest zwrócenie uwagi, jak dzieci się integrują, jak czują się w klasie, ale nie nauka mówienia „dzień dobry, proszę i przepraszam” lub sznurowania butów.

Rodzicom miesza się już w głowach. Kiedy oni byli mali, ich rodzice też pracowali, też byli zajęci, ale jakoś się nie słyszało, żeby lecieli z każdym głupstwem do dyrektora, żeby zamiast rozmawiać w cztery oczy z nauczycielami, wysyłali maile w formie rozprawki, jak to ich dziecko zostało niesprawiedliwie ocenione. Co więcej był szacunek do drugiej osoby, który w dzisiejszych czasach jest gdzieś zupełnie na szarym końcu. Tak jakby nie istniał. Teraz wszystkim można łącznie z nauczycielami napluć w twarz i odreagować swoje frustracje.

Jak to jest, że kiedyś ludzie bez tablic interaktywnych, chodzili z zainteresowaniem na lekcje (nie mówię, że wszystkie, ale każdy z nas ma takie, na jakie uczęszczał z chęcią), że pomimo większych wymagań, jakie stawiała kiedyś szkoła (np. matura), ludzie dostawali się na studia, na które kiedyś nie było się tak łatwo dostać. Jak to jest skoro idealni nauczyciele nie istnieli nigdy a współcześnie próbuję się nadrobić wizerunek filozofiami szkoły o nie wiadomo jakich standardach i tak wciąż jest źle.

Było źle, bo bili linijką, teraz jest źle, bo nie biją. Dzieci chciały się kiedyś uczyć języków a nie były dostępne w szkołach, teraz jest ich po kilka do wyboru, ale dzieci nie chcą się uczyć. Kiedyś nie było nowych technologii i dzieci chodziły do szkoły, teraz są wszelkie możliwe udogodnienia i tak nie pasuje.

Dlatego pytam o co tu chodzi? Czasy się zmieniają, nie da się tego ukryć, dobrze, że nasze sale, budynki szkolne „próbują iść” z duchem czasu. Tylko w tych naszych głowach ciągle jakiś taki chaos. Nauczyciele nie wiedzą, jak uczyć, dyrekcja nie wie, jak rządzić, ale nie martwcie się, przecież rodzic zawsze wie najlepiej, można to wyczytać z kilkustronicowych rozprawek o tym, jak szkoła powinna uczyć i wychowywać. Tylko dlaczego, żadna z nich nie dotarła do tych głównych, decydujących osób na stołkach?


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *