Grzebiąc w historii natrafiłem na ciekawy materiał o konfederacji barskiej – wydaną w Poznaniu w roku 1865 niewielką książeczkę pt. PAMIĘTNIKI Z ÓŚMNASTEGO WIEKU. Wojna w Polsce 1770 I 1771. Z pamiętników Generała Dumouriez’a. Licho zeskanowane pożółkłe kartki czytało się uciążliwie, lecz wytrwale przez nie przebrnąłem, bo zawsze mnie ciekawiło, jak Polska była (i jest) postrzegana z zewnątrz. Z niewiadomych powodów materiałów takich (historycznych i współczesnych) publikuje się niewiele, a na przykładzie rzeczonej książeczki widać, że nawet niegdyś już wydane nie zasługują na wznowienie. Generał Dumouriez był wysłannikiem królewskiego rządu francuskiego dla wspomożenia konfederacji korpusem posiłkowym. Podczas lektury zaciekawił mnie czas i miejsce wydania: Poznań, więc zabór pruski niedługo po klęsce Powstania Styczniowego. Wydawca, Jan Konstanty Żupański, ma w Wikipedii całkiem pokaźną notę, z której wynika, że był patriotą: tajnie drukował patriotyczne druki na które środki pozyskiwał z wydań chodliwych dewocjonaliów. Długa lista jego publikacji to dzieła pisarzy i historyków: 40 tomów wszystkich dzieł Lelewela, pamiętniki Kitowicza, Kołłątaja i Wybickiego, poezje Mickiewicza, Lenartowicza, Pola, powieści Kraszewskiego i Jeża. Wydawał także dzieła naukowe oraz podręczniki szkolne,a na długiej liście jego wydań są dzieła: Hipolita Cegielskiego, Hugona Kołłątaja, Maurycego Mochnackiego, Ludwika Żychlińskiego, Niemcewicza, że wymienię tylko najbardziej znanych. Udzielał się też aktywnie w organizacjach patriotycznych. W uznaniu popierania polskości nazwano jego imieniem Antykwariat Naukowy oraz ulicę w Poznaniu, spoczywa zaś na cmentarzu Zasłużonych Wielkopolan. Piszę o tym wszystkim, bo pamiętniki Generała Dumouriez’a nie są przychylne Polsce i Polakom. Na pewno nie są ku pokrzepieniu naszych serc. Znając wyniosły stosunek Prusaków do nas, w tej książeczce znaleźli potwierdzenie swoich osądów i jeszcze jedno usprawiedliwienie polityki germanizacji. Nie sądzę jednak, żeby intencją wydawcy patrioty, było zrobienie zaborcy prezentu.

Generał został oddelegowany do Polski przez swego przyjaciela księcia Choiseul, ministra spraw zagranicznych Francji, aby służyć powstańcom nowoczesną wiedzą militarną, organizacją, ale też sporymi pieniędzmi. Interes Francji był zrozumiały; już wówczas (a było to w końcówce panowania Ludwika XV) Rosja była jej groźnym wrogiem. Wspomnienia Generała są ciekawym przyczynkiem do upadku Polski. Organizacja polskiego zrywu militarnego była nieprzejrzysta i chaotyczna. Głównego dowódcy formalnie nie wyłoniono, a nazbyt liczne grono pomniejszych było skłócone. Zdaniem Dumourieza spośród przywódców wybijał się energiczny szlachcic niezbyt znacznego rodu, Kazimierz Pułaski.

Generał zachodnim pochodzeniem i kapitałem wzbudzał respekt, a dodatkowo, kusząc obietnicami dalszego francuskiego wsparcia, próbował doprowadzić do zgody i uporządkować powstańcze działania. Nie wychodziło to skutecznie, a przy okazji zauważył, że pieniądze są po prostu defraudowane, zaś porządków ustalanych przez obcego nie dają sobie Polacy narzucić. Jest w tym jakaś stała polska cecha: kompleks niższości powiązany z pyszałkowatością, uniżoność z ksenofobią. Francuz, ho, ho! I to generał! Jak daje pieniądze, to brać, bo się nam jako spłata za los podły i cierpienia po prostu należą, ale potem nie będzie nam obcy (w tym przypadku żabojad) niczego podpowiadał, nie mówiąc o narzucaniu.

Zdołał Dumouriez wzmocnić fortyfikacje kilku twierdz i jako zdolny przywódca wygrał kilka bitew, ale potem wszystko się rozsypało wobec polskiej samowoli. Nauczony doświadczeniem, pieniędzmi starał się gospodarować rozsądnie, np. zamiast je rozdawać, zakupił partię karabinów, ale i te zostały przez Polaków sprzedane Żydom za pół ceny. Skądinąd Żydzi byli jego zausznikami i szpiegami, wskazywali mu miejsca, gdzie polscy panowie ukrywają w stogach siana armaty na własny użytek, które następnie rekwirował. Tytułem kary nakazał owym panom odlanie porcji kul do tych armat. Bohaterem konfederacji barskiej nie został, zyskał za to miano okrutnika, Otóż skazał na śmieć trzech szlachciców za to, że zgwałcili wieśniaczkę i ucięli jej rękę (ciekawe, czy z pieśnią konfederatów na ustach?). Wyrok zdołano wykonać na jednym, bo w obronie pozostałych brać szlachecka skutecznie chwyciła za szable.

Tymczasem we Francji wpływy zdobyła metresa podstarzałego króla, pani du Barry, usuwając w cień poprzednią, czyli madame de Pompadour. Du Barry (w przeciwieństwie do poprzedniczki) była zwolenniczką założonej przez żonę króla, Marię Leszczyńską, partii dewotów, wrogiej wobec stronnictwa filozofów, których z kolei popierał minister Choiseul. To on zezwolił na druk Wielkiej Encyklopedii Francuskiej.

Wroga encyklopedystom (w przeciwieństwie do poprzedniczki de Pompadour) nowa metresa była dla króla ważniejsza od mądrego ministra i za jej sprawą protektor oświeconych filozofów książę de Choiseul został zdjęty z urzędu i usunięty z dworu, zaś generała Charlesa Dumourieza odwołano z misji w Polsce i uwięziono w Bastylii. Co za figle historii!!, Katolicka kurtyzana w imię wiary dołożyła swoje do upadku ultrakatolickiej konfederacji w Polsce; bardziej bowiem chodziło w niej o obronę przed prawosławiem, niż przed Rosją.

To pierwsze i nieudane polskie powstanie rozpoczęło serię niestarannie politycznie i militarnie przygotowanych powstań, które w każdym przypadku były pretekstem do nasilenia ucisku i redukowania zakresu narodowej wolności. Przypominało to tonięcie w bagnie: im więcej się miotasz, tym bardziej się pogrążasz. Ta barska ruchawka podała zaborcom usprawiedliwienie I rozbioru. Kto wszędzie wietrzy spiski, powiedziałby, że wyglądała na sprowokowaną. Tego poglądu utrzymać się nie da, bo skądinąd wiemy, że Wielki Fryc radził Katarzynie II porwanie przywódców konfederacji, Michała Krasińskiego i Józefa Pułaskiego (ojca Kazimierza), by powstaniu zapobiec. Pomysłowi prowokacji przeczy także wyłożenie przez Mikołaja Repnina, ważnego architekta zniewolenia Polski, sporej sumy na rzecz Szkoły Rycerskiej, by powstrzymać kadetów od udziału w powstaniu. Czy to nie skuteczna falsyfikacja hipotezy spiskowej?

Po konfederacji Kazimierz Pułaski, skazany zaocznie na śmierć za próbę królobójstwa, musiał uciekać z Polski. W Europie miejsca dla siebie nie znalazł; nie był to jeszcze czas powstania listopadowego, kiedy polskich buntowników witano w Europie entuzjastycznie. To był jeszcze czas respektu dla uświęconego wiekami porządku. Kazimierz Pułaski inicjując niepotrzebne i nieudane porywanie Stanisława Augusta, sprzeniewierzył się zasadzie świętej władzy królewskiej, przeto żaden kraj nie otworzył przed nim ramion.

Popłynął więc do Ameryki, gdzie jak wiemy znalazł śmierć w kawaleryjskiej szarży w wieku 34 lat. Dzielny był niewątpliwie – typ bohatera wojennego. Jakim był taktykiem, tego się nie doczytałem, ale też niezbyt głęboko szukałem. Na stratega przedsięwzięć wielkich chyba się nie nadawał; może zbyt młody, zbyt porywczy, zbyt mało doświadczony polityczne, posługujący się wiarą tam, gdzie potrzebny był chłodny sceptycyzm?

Natomiast Dumouriez (uwolniony z Bastylii już przez Ludwika XVI) po wybuchu rewolucji przystał najpierw do jakobinów a potem do żyrondystów. Dzielnie i zręcznie bronił Francji przed koalicją antyrepublikańską (zręczny dowódca armii pod Valmy). W dalszym ciągu sprzyjał Polakom, w liście do króla Stanisława chwalił Konstytucję 3 maja, potem układał z Kościuszką plan insurekcji.

W wyniku zamętu politycznego tamtych czasów, kiedy żyrondyści popadli w niełaskę, musiał uciekać z Francji przed jakobińską gilotyną.

Za granicą musiał uwiarygodnić przed niedawnymi wrogami zmianę frontu. Aby udowodnić szczerość swych intencji, przekazał przez Prusaków Rosjanom plany kościuszkowskiej insurekcji.

Mimo iż walczył przeciw Napoleonowi, nazwisko jego jest wśród 660 wykutych na paryskim Łuku Triumfalnym. Jako ciekawostkę dodam, że wśród 386 oficerów napoleońskich znajdziemy tam nazwiska 7 Polaków. Ku czci napoleońskich batalii wyryto także nazwy miast, w tym 5 obecnie polskich: Gdańska, Ostrołęki, Pułtuska, Heilsbergu (Lidzbark Warmiński) i Wrocławia.

***

Kilkadziesiąt lat temu przebrnąłem przez dwa spasłe tomy „Polski stanisławowskiej w oczach cudzoziemców”. Są to przeważnie (jak pamiętam) opinie ksenofobiczne, choć była też garść życzliwych. Nie mówią one o tym jacy jesteśmy (byliśmy), ale jak nas inni postrzegają. Dla samopoznania lepsze jednak odbicie w zwierciadle – o którym wiemy, że krzywe – niż w żadnym. Uważam, że tego typu teksty powinny być w kanonie szkolnych lektur, podobnie jak „Mein Kampf”, bo są niezastąpionym źródłem analizy rzeczywistych zdarzeń. Do listy dopisałbym „Księcia” Machiavellego i „Protokoły mędrców Syjonu”. Niosą w sobie ostrzeżenie i skłaniają do refleksji, no, chyba że ma się zgubną tendencję do sakralizowania wszystkiego, co napisane. Ochrona przed szkodliwymi książkami jest równie mało skuteczna, jak przed narkotykami, a prohibicja częstokroć obraca się przeciw własnym celom.

Obiecałem o polskich wadach. Najdotkliwszą trzymam w zanadrzu, a mianowicie stosunek do własnego języka, ale to bardzo trudny temat. Również omówienie niepunktualności wymaga trochę czasu. Dzisiaj o aproksymatywności miar i „zakładkowości” przepisów – oto przykłady:

Jeśli znak drogowy pozwala jechać 50 km/godz., u nas oznacza to, że można jechać 55. Po pewnym czasie ustalamy sobie, że jeśli wolno de facto 55, to czemu nie 60? itd.

Przykładem systemu „zakładkowego” jest sygnalizacja na skrzyżowaniach. Po dwukierunkowo żółtym świetle nieznośnie długo świeci obustronnie czerwone. Po co? Na wszelki wypadek… dla spóźnialskich. Dziwna dla nich tolerancja. Ten odrażający polski (słowiański?) luzik sprawia, że powoli zapominamy, co oznacza żółte. To drobny przykład kruszenia w Polsce prawa.

Zakładkowość obowiązuje przy składaniu wszelkich zamówień. Jeśli potrzebujemy coś na piątek, na wszelki wypadek zamawiamy to na czwartek. Kto nie przewidział „poślizgu”, sam sobie jest winien.

Pod Monte Cassino brytyjski dowódca wyznaczył naradę z polskimi oficerami na 15:55. Dlaczego nie na 16:00? – spytali zdziwieni. On z kolei nie mógł dociec, skąd u Polaków uprzedzenie do godz. 15:55.

Mój kolega jechał wczesnym świtem pustymi ulicami. W pewnej chwili światła z nocnych pulsujących zmieniły się na regularne dzienne. Podjeżdżając do skrzyżowania posłusznie zatrzymał się na czerwonym i dostał uderzenie w bagażnik. Z auta za nim wyskoczył wściekły osobnik i stukając się dłonią w czoło wrzeszczał: – Panie!! po coś pan stanął!?! Przecież nic nie jeździ!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *