Napłynęło trochę wierszy do redakcyjnej poczty poetyckiej. Zrobiło się nostalgicznie, nastrojowo, listopadowo, kiedy to czytacie- już grudniowo, zimowo, przedświątecznie. Liście już dawno opadły, a słońca trzeba wyczekiwać jak upragnionego kochanka, jak listu od przyjaciela.
I tak samo jest z pisaniem, z wierszem, nie zawsze jest z nami, nie zawsze jest taki oczywisty. Często każe nam na siebie czekać, aż spłynie, aż pojawi się w drzwiach poranka, nocy, w samo południe lub nam się przyśni. Zdarza się też, że nie chce dłużej czekać, nalega na spotkanie, jest gorący i wartki, pozornie nieprzewidywalny, nalega by pozostać, by w nim nic nie zmieniać. Jednak jakby nie było każdy wiersz potrzebuje dopieszczenia, rozbierania słowo po słowie aż stanie nagi jak u narodzin i przemówi do nas z siłą i pewnością jakiej już nie zdołamy się oprzeć.
Dlatego Drodzy poeci bądźcie czujni nie dajcie się zwieść pierwszemu lepszemu porywowi, zauroczeniu. Bycie w związku ze słowem to ciągła praca, wewnętrzny dialog, dyscyplina w działaniu i poddawanie w wątpliwość wszystkiego, co na pierwszy rzut oka zdaje się być rewelacyjne, idealne w swej formie. I najważniejsze: trzeba sobie zadać jakże ważne pytania: Czy jestem gotowy/gotowa na taki burzliwy związek? Czy to zwykły flirt ze słowem, czy coś poważniejszego? Jeśli flirt, to lepiej szybko odpuście, a jeśli to coś poważniejszego, to dajcie z siebie wszystko, czasem aż do bólu pracując nad słowem. Jak to zwykło bywać, wolny wybór ma tyle samo zalet, co wad.
Drodzy czytelnicy i poeci, życzę Wam pogodnych, zdrowych Świąt Bożego Narodzenia, w rodzinnej atmosferze. Niechaj pogoda ducha i wena będą z Wami. Do Siego Roku 2017!

Sabina Wawerla-Długosz

***

Czasami świruję

Czasami świruję, ale dobrze mi z tym

i nawet nie mam obiekcji, żeby o tym mówić.
Nie chowam głowy w piasek jak potencjalny struś,
ani nie krzyczę w pustą przestrzeń. O tej porze,
za oknem, już tylko ciemność bębni po żebrach,
a siostra śmierć rozkłada karty i gra w kanastę.
Nic tak nie cieszy, jak spotkanie przyjaciół przy kawie
i wycieranie nosa zakatarzonym dzieciakom.
Widzisz. Tak jest zawsze, kiedy listopad
zagląda w oczy i gnębi śniegiem. Mróz na szybach
wije się jak węgorz. Nie znajduję innych porównań;
o tej porze jestem zmęczona. Życiem i wyjącym psem
sąsiadów z szóstego. Nie ukrywam, że od tego wszystkiego
mam pokręcone myśli – czasem.

***

O sobie ( Próba poetyckiego dialogu z wierszem M. Królikowskiego pt. Autoportet w jesionce)

Tymczasem wojaczkuję sobie, miłoszuję
i jestem w tym wierszu kobietą z łasiczką,
którą karmisz tylko nocą.
Wpisuję się w twój krwiobieg,
delikatnie wystając poza. Koniuszkiem
języka zlizuję twoje obłoki w spodniach i sny
martwe jak myszy czy jeże.
Tracę ruchliwość roślin,
pozostają mi niemrawe ręce
jesionu, pocięte zdjęcia.
Wypustki ulic
kotwiczą w miejscu, gdzie skończył się las,
a zaczęła moja udręka. Teraz
szukaj mnie
na końcu świata. Zrynniej,
schowaj w sobie deszcz. Niech moje brązowe oczy
będą twoją kołyską. Dla słońca
i dla trzmieli. Wojaczkuję sobie,
miłoszuję. Ale daleko mi jeszcze do śmierci,
do drżących palców
lęku.

***

Coś nowego

Można powiedzieć, że wszystko idzie zgodnie z planem
i ktoś otwiera bramę o ustalonej porze. Śpiewnie fałszuje
don’t worry by happy. Luzacko podchodzi do filozofii
przypadku, a dance macabre zna od podszewki.

Tymczasem listopad ma oczy twojego kota.
Każda chwila skrada się do nas na palcach, na palcach
podchodzi sąsiad do okna. Podgląda życie sprowadzone
do biernika. Jutro żona ugotuje mu pomidorową,

zmieni pościel na świeżą. Przedwczoraj
umarł Leonard Cohen,
a z nim jego głos podcinający nam żyły.
Żywcem.

 

Daria Dziedzic, urodzona w 1977 roku w Dąbrowie Górniczej, gdzie mieszka. Absolwentka filologii polskiej oraz podyplomowego bibliotekoznawstwa i informacji naukowej na US w Katowicach. Zajmuje się pisaniem recenzji, prozy i poezji. Wydała trzy tomiki poetyckie: Anioły, sny, wiersze (2003), Wyspę (2010) i cracka (2014). Laureatka wielu konkursów literackich. Prowadzi stronę na facebooku cuda-zwidy.
Coś o sobie? Hm, nie nazywam siebie poetką, owszem, lubię pisać wiersze. Czasem je szlifuję a czasem pozostawiam bez zmian, bo wychodzą za pierwszym razem, a czasem trzeba coś w nich poprawić. Nad wierszem potrafię siedzieć bardzo długo. Ostatnio zaczęłam opatrywać wiersze datami, jak dawniej. Warto. Oprócz wierszy piszę też książkę: horror, który mam nadzieję, zostanie wydany po wakacjach. Lubię truskawki, bitą śmietanę. Oprócz tego lubię zbierać grzyby i podróżować. Kocham zwierzęta i
włóczyć się godzinami po lesie. Zawsze jestem sobą.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *