O człowieku, który odważył się żyć 

Kiedy obok filmu w kategorii „reżyser” pojawia się nazwisko Ben Stiller, może to budzić pewnego rodzaju niepokój. Bo z czym się kojarzy Stiller? Z komediami i to w większości niezbyt wysokich lotów. „Sekretne życie Waltera Mitty” jest jednak czymś zupełnie innym – prawdopodobnie czymś, czego nikt jak dotąd nie widział.

Wzorowany na pomyśle o tym samym tytule zrealizowanym w 1947 roku, opowiadającym historię mężczyzny, który wiedzie szare, nieciekawe życie księgowego i marzy o staniu się herosem. Podobnie jest i u Stillera – jego główny bohater, w którego sam się wciela, stale oddaje się marzeniom, w których potrafi przeciwstawić się przeciwnościom losu i przeżywa mnóstwo przygód, na które miał nadzieje jako dziecko. Świat wyobraźni to jego drugie, sekretne życie. Któregoś dnia, gdy jego posada w pracy zostaje zagrożona, Walter Mitty wyrusza w podróż, która całkowicie odmienia jego rzeczywistość.

Fabuła filmu jest bardzo prosta i wielokrotnie może budzić niedowierzanie (np., gdy Walter z łatwością wspina się na ośmiotysięcznik bez wcześniejszej zaprawy), a mimo to oglądanie sprawia bardzo dużą przyjemność. Co jest więc wyjątkowego w tej produkcji? Nie sama treść, tylko przekaz. Bowiem „Sekretne życie…” mówi bardzo wyraźnie: „wstań i odważ się żyć”. Obserwujemy na ekranie bohatera, który postanawia spełnić swoje marzenia – postać dynamiczną, przechodzącą niebywałą przemianę z osoby zamkniętej za ścianami umysłu, w kogoś, kto wychodzi światu naprzeciw. Piękna, optymistyczna, podnosząca na duchu wizja.

Całości historii dopełniają wspaniałe zdjęcia i magnetyzująca muzyka w klimatach indie-rocka. Połączenie majestatycznych gór Islandii z delikatnymi dźwiękami gitary jest magiczne. Każdy, patrzący na ten obraz utrzymany w pastelowej koloryzacji, przenosi się w ramy filmu, chce samemu być jak Walter Mitty.

Ben Stiller uderza we wrażliwą strunę w sercach widzów – mowa przecież o niespełnionych marzeniach. Reżyser stawia jednak na happy-end, dość ryzykownie ocierając się o kicz hollywoodzkiego kina gatunkowego. „Sekretne życie Waltera Mitty” pozostawia po sobie nadzieję, przypominając, że przecież nigdy nie jest za późno.

Inspirujące i zapierające dech w piersiach zdjęciami dzieło Stillera jest zdecydowanie warte zobaczenia.

Kilka słów o autorze: Aleksandra Bobrek

Artystka w wielu dziedzinach. Na co dzień zajmuję się grafiką komputerową, pisanie zaś traktuję hobbystycznie. Interesuję się mitologią skandynawską i psychologią. Kocham dobre filmy i starego rocka”

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *