– Co ty umiesz? – spytał.
Co ja umiem? Ba, ja nic nie umiem. Tylko trochę piszę, jak mnie gdzieś boli. Może to dlatego nikt mi nie ufa, nikt we mnie nie wierzy. Choćby powtarzali miliony razy, to widzę w ich oczach ten brak zaufania. Jest jak błysk – chwilowy. Potem go chowają. Kiedy tylko chce coś sam zrobić, kiedy tylko chce prowadzić. Popychają mnie delikatnie do tyłu, tak by nie bolało. Wydaje im się, że nie zauważę, żem znalazł się na końcu. Słuchają mnie, ale nie rozumieją co do nich mówię. Czy jest na tej planecie ktoś kto mnie zna?! Ba, nawet ja sam nie znam siebie i pewnie na ich miejscu bym sobie nie ufał. No bo kto to widział, by ufać wariatom? I dzieciom. Traktują mnie jak dziecko. Nikt im nie powiedział, że dzieci są mądrzejsze i lepsze od nich. Co tak naprawdę widzicie, gdy na mnie patrzycie?!
– Ja… piszę wiersze.
– Ha, poetę tu mamy! Bez urazy, ale na co komu dzisiaj poezja?
Na nic, na śmietnik. Bo wy nie rozumiecie dzisiaj niczego, co jest głębsze od kałuży. Zbyt wiele myślenia, a szkodzi to waszym głowom. Metafory? Epitety? Apostrofy? Nie ma nawet mowy! Wy nic nie rozumiecie. Żyjecie sobie z tymi klapkami na oczach. Po kinach łazicie, gdzie obrazy gotowe już macie. A kto z was książki do łap weźmie? Macie wyobraźnie? Mało kto z was ją ma. Śmiecie.
– Na nic. To się nie sprzedaje.
– A właśnie! I z czym do ludzi?
Ze sztuką, baranie.
– Myślałem, że może jednak, ktoś będzie chciał to czytać…
– Nie bierz tego do siebie, ale…
Możesz być pewny, że wezmę.
– … My szukamy czegoś innego. Wiesz, takie… inne klimaty. Ludzie kochają wampiry, wspaniałe romanse, roboty… Krew, dużo krwi. To jest to, co ich kręci.
Trzymajcie mnie, bo zaraz pęknę. I dziwić się Bogu, że apokalipsę chce zsyłać. Szkoda, że ta w dwa tysiące dwunastym nie wypaliła. Toć tu nie ma już co ratować, nie ma tu nic dobrego, ani pięknego. Gdzie są artyści? Chcecie wiedzieć? Żyją na zasiłku, albo pracują jako nauczyciele, a talenty ich umierają, bo ich nie szlifują. Ilu jest ludzi, którzy robią, to co szczerze kochają? Kto z was robi to o czym marzył w dzieciństwie? Kto ma czas, by oddawać się pasji? Nie macie czasu.. Jesteście zmęczeni… Pragniecie świętego spokoju… Gdzie są ci wrażliwi, którzy widzą więcej niż to co mają przed oczyma?!
– No tak… Wierszy o robotach nie napiszę…
– A no właśnie! Widzę, że rozumiesz! Chociaż, wiesz… – w tym tępym łbie pojawił się jakiś pomysł. A to ciekawe… – To by mogło być coś… Jakbyś napisał sztukę o robotach! Umiałbyś coś takiego zrobić? Tylko pamiętaj, musiałoby być dużo krwi! Może jakiś romansik, he?
Ty pieprzony kretynie. Sztuka ma coś oddawać, pokazywać. Ale co ty możesz o tym wiedzieć? Wszędzie tylko kasa, kasa i kasa. Czytałeś ty kiedyś jakiś wiersz? Wiesz o czym poeci piszą? O cierpieniu, o samotności, o tęsknocie, o miłości. Wiesz co to miłość? Albo wolność? Wiesz jak to jest, gdy oddajesz się całkowicie temu, co robisz? Wiesz jak to jest przelać na coś swą duszę? Popychadła. Cienie, a nie ludzie z was! Szuka o robotach?! O krwi?! I co te roboty mają robić? Zamieniać się w wilkołaki?!
– To zależy proszę pana…
– Od czego?
– Ja jestem biedy artysta. Muszę z czegoś żyć…
– Ach! Pieniądze! O to się nie musisz martwić!
Ale się martwię, jak trzy czwarte tego społeczeństwa. Ludzie stają na uszach, a ja razem z nimi, żeby nie zdechnąć z głodu. Zdaj maturę, idź na studia i znajdź pracę. Plan idealny, szkoda, że nie zawsze wypala. Za to co robię dobrze, nie chcą niestety płacić.
– Potrzebuję konkretów.
– Przyjecielu…
Nie dotykaj mnie. Weź tą tłustą łapę z mojego ramienia.
-… Ja nie mam gwarancji, że to się sprzeda. Ja muszę to zobaczyć, prześledzić, pokazać specjalistom… Potem trzeba to wystawić, to są koszty…
Ty cholerny krętaczu. Zapłacisz mi marne grosze za coś, co sprzeda się w chwilę i sam zgarniesz wszystko. Masz mnie za idiotę? Myślisz, że się nabiorę na te twoje kłamstwa?!
– No tak, rozumiem…
– Jak wspaniale, że rozumiesz! Wiesz, zaczęlibyśmy od zaliczki, lecz gdyby szło ci źle… Wtedy byśmy musieli niestety zrezygnować ze współpracy z tobą… Ja cię nie znam, muszę ocenić twoje możliwości.. Daję ci szansę…
Ja pieprzę, anioł z nieba po prostu. Jakie szczęście mam, że spadł akurat przede mną. Kto przystaje na takie warunki? Okantuje mnie tak, jak jeszcze świat nie widział.
– Ja ci dam zaliczkę… Napiszę sumę na kartce, dobrze? A ty mi powiesz czy się zgadzasz.
Chyba naprawdę wyglądam jak dureń, skoro myśli, że tak można sobie ze mną pogrywać. Ile chcesz dawać?! Ty skąpa świnio. Ramkę na zdjęcia masz pewnie droższą. Za takie pieniądze mam pracować? Jaja sobie robisz?!
– Dogadamy się?
Jeszcze bezczelnie pytasz?! Z tym głupkowatym uśmiechem na buźce. Ale bym cię w nią strzelił… Masz szczęście, że jestem mądrzejszy od ciebie. Nie będziesz mógł sczeznąć przez te łgarstwa. Co się dzieje z tym światem? Robią z ludzi głupców. Człowiek człowieka krzywdzi. Nie uczą się na błędach, nie widzą brudu na własnym kołnierzu. Teraz inne rzeczy są ważne. Nie, nie dogadamy się. To śmieszna suma, jak mam za to wyżyć?!
– Jasne, że się dogadamy.

Kilka słów o autorze: Justyna Luszyńska
Autorka książki pod tytułem „Będę czekać całą noc”. Studentka filologii angielskiej w specjalności glottodydaktycznej. Laureatka Ogólnopolskiego Konkursu im. Bolesława Prusa organizowanego przez miesięcznik WOBEC, potem stała autorka miesięcznika, a w końcu redaktor działu prozy. Przyznano jej również nagrodę specjalną w ogólnopolskim konkursie o nazwie „Sienkiewiczki” za esej o tematyce miłosnej. Redaktor koordynator oraz dziennikarz w serwisie EYIA (EuropeanYouth Information Agency). Prowadzi stronę, na które publikuje swoje teksty, począwszy od felietonów i opowiadań, a na poradach kosmetycznych skończywszy: www.ajednak.eu.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *