Katarzyna Fląt

 

                    MMA nie tylko dla dorosłych

Nawet nie jesteście w stanie wyobrazić sobie, jaki przeżyłam szok, kiedy włączając telewizor usłyszałam „MMA dla dzieci”. Ale jak to? Po co? Dlaczego? Współcześnie MMA stało się sportem bardzo popularnym a toczone walki, mają miliony widzów, ale czemu od razu mieszać w to dzieci?

Pomysł MMA dla dzieci na ich nieszczęście rozwinął się w USA, gdzie statystyki walczących na dziecięcych arenach, sięgają już blisko ponad trzech milionów. W Polsce nie spotkałam się jeszcze z dziećmi walczącymi na ringu i miejmy nadzieję, że rodzice jednak zdecydują się wybierać bezpieczniejsze sporty niczym judo czy karate, które diametralnie różnią się od MMA.

Dlaczego więc ten brutalny sport stał się tak popularny na zachodzie? Nie potrafię znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Dzieci od najmłodszych lat uczą się bić, ale nie w taki sposób jak przewiduje do dyscyplina karate. Uczą się kopania, uderzania po głowie czy żebrach a co więcej nie robi na nich wrażenia to, że zadają komuś niewyobrażalny ból.

Wyobraźmy sobie takiego sześciolatka, który jest kopany po żebrach, podduszany czy po prostu uderzany w głowę przez przeciwnika. Kiedy słyszymy, że dorosły tak potraktował dziecko nie potrafimy sobie wyobrazić, jak tak można a tu legalnie na arenie, za zgodą rodziców, dzieci mogą skopać siebie nawzajem.

Co więcej chodzą na regularne treningi, gdzie uczą się takich trików, jak stójka, klint czy rzuty. Co to takiego rzucić sobie innym dzieckiem? Uwierzcie mi nie byłam w stanie sobie tego wyobrazić, dopóki po prostu nie znalazłam filmiku na youtube, który od a do z pokazał mi, że te dzieci naprawdę do robią.

Zastanawia mnie tylko jedna rzecz. Czy z tego sportu można czerpać przyjemność w wieku siedmiu lat? Czy zamiast ganiać na placu zabaw i bawić się z rówieśnikami lepszym rozwiązaniem jest uczyć się rzutów innym człowiekiem?

Jako pedagog uważam, że tym dzieciom wyrządza się ogromną krzywdę. Zarówno psychiczną, jak i fizyczną. Chodzą z połamanymi nosami, rękami nie dlatego, że same się przewróciły, tylko dlatego, że ktoś tę krzywdą im zadał. Ponadto te dzieci są uczone, że to sposób na życie, bo w mniemaniu ich rodziców, skoro tak umie walczyć, to sobie w życiu poradzi jakoś. Jakoś może i tak, ale co nam zostaje z jego dzieciństwa? Co będzie o nim opowiadał? Ile połamał kości kolegom z areny? A może jak było mu dobrze, kiedy ktoś inny go podduszał?

Nie rozumiem dlaczego na to wszystko godzą się rodzice, którzy naprawdę nie widzą skutków ubocznych takiego sportu w takim wieku. To nie jest dwudziestolatek, który chce rzeźbić mięśnie. To jest dziecko, który zaczęło szkołę albo i nie, i na etapie jego rozwoju mamy dużo ważniejszych rzeczy na które trzeba zwrócić uwagę niż to czy potrafi walczyć.

Mam nadzieję, że się ze mną zgadzacie. Wystarczy, że obejrzycie sobie filmiki walczących dzieci, którym nie wpojono nic innego, jak to, że żyją po to żeby walczyć z drugim człowiekiem.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *