Śladami dinozaurów, czyli rocznik 80

Tak to już się w Polsce przyjęło, że jak coś jest wspólnego z dinozaurami to znaczy, że należy do prehistorii. A to oznacza, że ludzie urodzeni przed i po 80 roku są właśnie takimi dinozaurami. Skąd takie porównanie?
Świat ruszył do przodu a my razem z nim. I bardzo dobrze, że się rozwijamy, ale patrząc na współczesną młodzież czuję się jak prawdziwy dinozaur i składa się na to kilka czynników.
Pierwszą skamieniałość jaką pozostawiliśmy po sobie jest kaseta. Dla dzieci w podstawówce rzecz magiczna (i uwierzcie moja mina na ich reakcję na kasetę jest bezcenna). Kaseta na którą nagrywało się piosenki i niezapomniane do dziś audycje radiowe. W związku z tym, że zginęła ona jak dinozaur, coś musiało ewaluować i zamiast radioodtwarzacza mamy płyty, kina domowe i rzecz dziś niezastąpioną – internet. Podobnie jak współcześnie słuchawki w uszach w 80 roku też mieliśmy, tylko kabelek prowadził do tak magicznego urządzenia, jak „walkman”. Dziś prowadzi nas do smartfonów, które nagrywają, odtwarzają, robią zdjęcia i dzwonią. Wszyscy z tego korzystamy, tylko ta łezka w oku i sentyment, jak przypomnimy sobie urządzenie, które nie było tak „wszechdostępne”, jak dzisiejsze telefony.
Po drugie kilka razy widziałam już w internecie modne dziś „memy”, których napis i obraz wywołują uśmiech na mojej twarzy. Mianowicie „Jeśli to pamiętasz to znaczy, że miałeś szczęśliwe dzieciństwo”. Tym „to” jest: zwykły trzepak, wspomniana kaseta i radiomagnetofon oraz zdjęcia zdartych kolan. Do dziś pamiętam szaleństwa na rowerze z dziećmi „z podwórka” i właśnie zdarte kolana, łzy, ale i radość z niezapomnianych w tamtym czasie chwil i wkraczanie do dorosłości – ważny etap w życiu każdego dziecka, który aktualnie jest zacierany u dzieci przez rodziców.
Po trzecie na którymś z memów zobaczyłam coś, co sprawiło, że poczułam się wystarczająco skamieniała i „stara” – a była to postać bajkowa „Żwirek”. Znów zakręciła się łza w oku, bo dzieci teraz też oglądają bajki i nawet robią to kiedy mają na to ochotę, tylko nie ma już dziś aktualnie tego wyczekiwania na „Muminki”, które zawsze były o 19.00 w środę. Nie ma już tego uczucia, że jak się nie zdążyło wrócić na „Kota Filemona” to trzeba było czekać kolejny tydzień na ulubioną „Wieczorynkę”. No właśnie „wieczorynka” to kolejna skamieniałość lat osiemdziesiątych.
Tak to już było i będzie, że technika się rozwija a my próbujemy za nią nadążyć. Ale miło powspominać dawne czasy i rzeczy, które sprawiały tyle radości. Za kilkanaście lat nasi aktualni nastolatkowie również zamienią się w dinozaury i też będą wspominać swoje płyty i smartfony. Szkoda tylko, że wtedy nie będzie miał już kto obserwować zdziwienia na twarzy kolejnego pokolenia dzieci, kiedy pokaże się im „kasetę”.

Katarzyna Fląt


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *